Home / 2015

Powołanie to nie tylko Kapłaństwo. Zostaliśmy powołani do rożnych rzeczy. Przede wszystkim zostaliśmy powołani do Świętości, do życia w rodzinie, do takiej, czy innej pracy. Konferencja ojca Adama mówi nam w jaki sposób rozpoznawać powołanie, jak rozeznawać swoją drogę życia oraz w jaki sposób właściwie dokonywać wyborów.

„Co robić? Kim jestem?” to główne pytania, które stawia o. Adam.

Aby właściwie rozpoznać swoje powołanie najpierw musimy uwierzyć, że Bóg nas kocha i chce dla nas jak najlepiej. Musimy pozwolić mu pokierować naszym życiem i zaufać, nawet jeśli coś jest nie po naszej myśli. To Bóg tak naprawdę pokazuje nam co będzie dla nas najlepsze, musimy mu tylko na to pozwolić.

„Daj mi poznać drogi Twoje, Panie, i naucz mnie Twoich ścieżek! Prowadź mnie według Twej prawdy i pouczaj, bo Ty jesteś Bóg, mój Zbawca, i w Tobie mam zawsze” nadzieję. (Ps 25, 4-5 )

Przybliżona zostaje również postać Gedeona, który ze słabego chłopca staje się przywódcą narodów.

„Pójdziesz z siłą, jaką masz” (Sdz 6,14)

To tylko zarys tego, o czym jest konferencja. Warto wysłuchać jej od początku do końca. Serdecznie polecam i zapraszam.

 

 

Każdy z nas ma w swym życiu chwile zwątpienia, poczucia bezsensu, czy bezsilności. Jesteśmy słabi i zawodni, bo jesteśmy tylko ludźmi i to grzesznymi.

Pamiętaj jednak, że Ja (Pan) zawsze jestem przy Tobie i nigdy nie jesteś mi obojętny. Zawsze Cię wesprę, wysłucham i pocieszę. Nigdy Cie nie opuszczę, nawet gdyby wszyscy się od Ciebie odwrócili, ja zawsze będę przy Tobie. Ja wesprę Cię, gdy nie masz już sił i uważasz że wszystko jest bez sensu. Życie ma sens i jest piękne, tylko Twój smutek zaciemnia Ci obraz rzeczywistości.

Nie poddawaj się bo Ja jestem i Kocham Cię! Za Ciebie umarłem na krzyżu, więc w Imię moje możesz wszystko. Uwierz we mnie, a wtedy uwierzysz w siebie i dokonasz wielkich rzeczy, bo do tego zostałeś powołany. Ja żyje w Tobie! Niezależnie od tego co się stanie Nie poddawaj się! Wierzę w Ciebie!

“Istota ludzka, choć posiada tak rozległą wiedzę, nie jest zdolna do poskładania choćby jednej komórki i ożywienia jej. W przeciwieństwie do niej, Stwórca jest zdolny wyprodukować ponad 600 miliardów komórek żywych, ułożyć je w odpowiedni sposób i utworzyć w ten sposób dziecko – w zaledwie 280 dni.” (dr n.med. L. Newman)

 

Poniższy artykuł ma na celu udowodnienie, iż to Bóg jest początkiem wszelkiego życia na Ziemi.

Kiedy patrzę na wysoki budynek z całym jego technologicznym przystosowaniem, jestem przekonany, że ma on swojego projektanta. Wiem, że ma, chociaż go nigdy nie widziałem, gdyż taki budynek nie zrobił się przecież sam, choćby i przez miliardy lat.

Kiedy znów patrzę na ten cały otaczający mnie świat z jego wielce cudownymi prawami, a nawet inteligentnymi projektantami tychże budynków – tym bardziej wiem, że ten świat nie zrobił się sam i również musi on mieć swojego inteligentnego Projektanta, choć go nigdy nie widziałem.

Dlaczego tak myślę? – gdyż patrząc logicznie np. wiejący wiatr lub podobna, nierozumna siła w żaden sposób nie mógł zbudować takiego, zaawansowanego technologicznie budynku. No, a gdyby nawet, zakładając czysto abstrakcyjnie, mógł go tak budować, to ta sama siła (np. wiatru), która go składa, na przemian rujnowałaby to, co już złożyła.

Podobnie jest i z naszym światem oraz całym Wszechświatem poddanym niszczącemu prawu entropii, tyle, że tu już sparwy są nieporównywalnie dużo, dużo bardziej doskonałe i skomplikowane, nie pozostawiając człowiekowi otwartemu umysłowo żadnych ideologicznych złudzeń. – Andrzej R. Szteborowski.

 

Stopień skomplikowania oraz zaawansowania budowy organizmu człowieka jest zadziwiający nawet dla najtęższych umysłów świata!

Złożoność budowy wewnętrznej komórek organizmu człowieka i zachodzących w niej procesów biochemicznych jest o wiele większa niż chociażby stopień zaawansowania budowy samolotu oraz jego silników. Tylko jedna komórka człowieka zawiera ilość informacji, która mogłaby wypełnić ponad 100 milionów kartek Encyklopedii PWN!

Zwykle ludzie nie mają czasu, by doszukiwać się podstaw ewolucji i jest przyjmowana na wiarę, bez większego zastanowienia. Również wśród naukowców utarło się aby bezkrytycznie jej wierzyć.

Na szczęście na świecie jest coraz więcej osób, również znakomitych naukowców, którzy interesują się podstawami ewolucjonizmu i dostrzegają w tej teorii ogromne błędy i dochodzą do przeczących jej wniosków. To właśnie dzięki coraz większym możliwościom technologicznym stało się możliwe dogłębne poznanie złożoności świata komórkowego, a wszystko dzięki rozwojowi mikrobiologii, biologii molekularnej, biochemii i genetyki.

Świat komórkowy jest tak niesamowicie złożony i zaawansowany, że wiele osób zaczęło dostrzegać w nim dowody na nieprawdziwość ewolucji chemicznej. W Internecie odnaleźć można obecnie listę ponad 1000 nazwisk osób ze świata nauki, pracowników najlepszych uczelni – od biologów po astrofizyków – która stanowi poparcie dla walki z teorią ewolucji i darwinizmem.

Listę możesz zobaczyć tutaj.

Głównym wymienianym badaczem i promotorem owego ruchu buł znany w USA prawnik i były doradca prezydenta – Philip Johnson. Był on agnostykiem i postanowił samodzielnie i obiektywnie sprawdzić, na ile teoria ewolucji chemicznej w swych podstawach jest słuszna i posiada niezbite dowody. Minęły długie lata analiz i Johnson doszedł do wniosku, że teoria ewolucji chemicznej powinna być zaledwie hipotezą, gdyż zawiera tak wiele luk i nieścisłości. Swoje uwagi i spostrzeżenia zawarł w książce (która nota bene jest przetłumaczona również na język polski) pod tytułem “Sąd nad Darwinem”.

Czemu wciąż tylu światłych ludzi wierzy w teorię ewolucji? Ponieważ podobnie jak Kopernik, Galileusz, Pasteur, Fleming, bracia Wright czy Edison – mogli by zostać wyśmiani, nazwani heretykami o wybujałej wyobraźni. Zwykle jest tak, że każdy postęp technologiczny wpierw kojarzony jest z czymś na kształt magii i sztuczek nie mogąc przebić się przez mur ignorancji. Dopiero potem – co dzieje się na naszych oczach – otwierają się umysły i ludzie zaczynają wierzyć pionierom nauki.

 

Na koniec dwa cytaty Ernsta Borisa Chaina, biochemika i noblisty w dziedzinie medycyny:

To absurdalne, że człowiek wyobraża sobie, iż mógłby konkurować z Bogiem. Przecież synteza choćby najprostszej komórki w warunkach laboratoryjnych jest niemożliwa.”

 

“Łatwiej mi uwierzyć w baśni, niż w tak szalone insynuacje. Od dawna twierdzę, że wymysły na temat pochodzenia życia są bezcelowe i bezużyteczne, ponieważ nawet najprostszy system w organizmie żywym jest o wiele bardziej skomplikowany niż to, co naukowcy próbują udowadniać stosując przykłady prymitywnej chemii, a co niby miało stać się w sposób przypadkowy miliardy lat temu. Nie sposób ominąć Boga wymówkami opartymi na tak naiwnych twierdzeniach.”

 

„Jestem lubieżnikiem, mordercą, kradnę..” Znany polski muzyk, znany szczególnie w środowiskach rockowych, Ceniony w branży i popularny wśród fanów. Prywatnie mąż, ojciec i dziadek. Sam o sobie mówi: „Swoje nabroiłem, ale nie jest to aż taka masakra”. Jak każdy rockendrollowiec zetknął się z alkoholem i narkotykami, choć osobiście ich nie zażywał. Jednak już na początku swej kariery miał żonę i dziecko, być może właśnie ta odpowiedzialność uchroniła go przed totalną destrukcją, jaką można obserwować w środowiskach muzycznych.

„Jestem lubieżnikiem, mordercą, kradnę..”- To mocne słowa, które wypowiada „Litza” pod swoim adresem, jednak w świetle tego, co mówi Biblia, są prawdą i odnoszą się do każdego z nas. Warto posłuchać o tym co przeżył i czego doświadczył Robert oraz co ma do powiedzenia o sobie i relacji z Bogiem osobiście. Doświadczył on bardzo wiele: przechodził kryzys wiary, otarł się o śmierć.. dlatego teraz jeszcze bardziej wierzy i głosi chwałę Królestwa Bożego.

Pan Przemysław – ceniony i lubiany dziennikarz zachęca do noszenia breloków z hasłem „Nie wstydzę się Jezusa”. Szokujące?! Trochę tak.

Prawdą, a jednocześnie problemem jest to, że często ukrywamy swoją wiarę, ponieważ boimy się być nieatrakcyjni w oczach innych ludzi. Panuje bowiem przekonanie, że religia katolicka jest reliktem przeszłości, a osoby wierzące są gorsze, czy to pod względem wykształcenia, miejsca zamieszkania, czy choćby dowcipu. Jednak to wcale nie jest prawdą.

Nasza wiara wynika z relacji z Bogiem. Jeśli jest ona silna, my również jesteśmy silni w przekonaniach, nie wyrzekamy się swej wiary pod byle pretekstem i przy innych osobach. Jezus też nie wyrzekł się nas z powodu naszych grzechów. Z własnej woli, a nie pod przymusem, oddał swoje życie za słabszych, upadłych i biednych – za nas wszystkich.

Należy więc być raczej dumnym z przynależności do Boga; ze stanu łaski, którą daje nam Stwórca. Należy stawiać Go w centrum naszego świata, naszych wyborów, naszych sukcesów i słabości. Należy zatem ćwiczyć się w tym, by przyznawać się do bycia Chrześcijaninem. Odwagi! Umacniajmy się wzajemnie!

Najzwyklejszą pychą jest wiara w to, że jesteśmy zdolni poprawiać naturę, gdyż natura jest dziełem Boga – dr Alexis Carrel, chirurg, laureat nagrody Nobla w dziedzinie medycyny

1 Po pierwsze

Każda znana człowiekowi forma życia jest w rzeczywistości zakodowana w DNA, będącym niczym innym, jak zapisem uporządkowanej w sposób inteligenty informacji. Każda z form życia przejawia nad wyraz inteligentne zachowania, z czym zapewne zgodzi się każdy naukowiec.


Na przykład:

Dr Francis Seller Collins, który jest uznanym w świecie, czołowym badaczem ludzkiego genomu oraz szefem finansowanego przez rząd USA Instytutu ds. Badania Genomu Ludzkiego tak wypowiada się na temat DNA:

„Genom człowieka, który możemy też nazwać programem, skryptem składa się z 3 miliardów liter i zapisany jest dziwnym, zaszyfrowanym czteroliterowym kodem.

 

Przykład sekwencji DNA:

jest to pierwsza sekwencja zakodowana w DNA człowieka, składają się na nią następujące związki:
A – adenina, T – tymina, G – guanina, C – cytozyna

C C A – T A G – C A C – G T T – A C A – A C G – T G A – A G G – T A A

schemat

 

Dla porównania podobnie jak Kod DNA działa Kod programów komputerowych.
Zapis kodu DNA można porównać z zapisem podstawowego kodu komputerowego (binarnego) za pomocą 0 i 1. Np. słowo POLAK w zapisie binarnym będzie wyglądać następująco: 01010000  01101111  01101100  01100001  01101011.

01

 

2 Po drugie

Posługując się przykładem programu komputerowego. Każdy program stworzony w sposób inteligentny jest odpowiednio zakodowany przez cyfry 0 i 1.
Wprowadzony do pamięci komputera przez programistę (NADAWCĘ), a komputer jest tej informacji ODBIORCĄ.

Z logicznego punktu widzenia powinniśmy założy, że w związku z faktem, iż każda forma życia posiada swój unikalny kod DNA, to bez wątpliwości istnieje również jakiś Nadawca tej informacji przesłanej w tej wielkiej i zakodowanej strukturze, jaką jest DNA. Sprzeciwianie się temu faktowi stałoby się jednocześnie zaprzeczeniem logice oraz nauce, ponieważ przesłana w sposób uporządkowany informacja zawsze musi posiadać jakieś Źródło, czyli swojego nadawcę.

Na przykład:

Żywe organizmy są Odbiorcami informacji, którą wykorzystują do budowy swojego ciała, a zapisana jest ona w ich podwójnej spirali DNA dzięki kodowi A-T-G-C. Powszechnie wiadomo przecież, iż wielu naukowców DNA nazywają językiem komórki. A z komórek właśnie zbudowany jest każdy żyjący organizm.

“Kod genetyczny to inteligentny zapis, który składa się z liter, słów i zdań nie w jednym, ale w dwóch językach. To tutaj znajdziemy głębię pomysłowości Umysłu Matematyka, inteligentne rozwiązanie szeregu skomplikowanych problemów.” – dr Ron Nielsen, fizyk nuklearny

 

 

3 Po trzecie

Nie można kłócić się z faktem, iż tak duża złożoność i zagęszczenie uporządkowanej i zakodowanej w DNA informacji jest rzeczywiście WIELKA i miliony razy większa niż dostępna dziś dla człowieka INFORMACJA zawarta w technologii, którą to człowiek stworzył opierając się na wysiłku umysłowym.


Dr Werner Gitt
, który był szefem Departamentu Technologii Informacji w Federalnym Instytucie Fizyki i Technologii w Brunszwiku oraz szanowanym ekspertem w obszarze nauk o informacji opracował i ustanowił zasady teorii informacji. Był również wiele lat w opozycji do neodarwinizmu, a zwolennikiem kreacjonizmu. Stwierdził on, iż pojedyncza molekuła DNA, w której zawarty jest cały wzór powstania życia i człowieka posiada najwyższy znany człowiekowi stopień zagęszczenia informacji. Jedna nić DNA jest tysiące razy cieńsza od włosa, a w niewielkiej tylko objętości DNA, mieszczącej się w główce od szpilki mieści się taka ilość informacji, która starczyłaby do zapełnienia ogromnej ilości książek. Dokładnie tylu, że wieża z nich zbudowana byłaby 500 razy większa niż dystans z Ziemi do Księżyca!

 

dna2

 

A z kolej wspominany już dr Francis S. Collins, jeden z ważniejszych genetyków i ekspertów od badania ludzkiego genomu powiedział:

“Właśnie taka jest zadziwiająca złożoność informacji zawartej w każdej żywej komórce organizmu człowieka, iż odczytanie na głos kodu przy prędkości 3 liter na sekundę zajęłoby człowiekowi 31 lat, nawet wtedy gdyby miał czytać dzień i noc.” (dr Francis S. Collins, genetyk).

 

Informacje zawarte w mikroskopijnym DNA miliardy razy przewyższają ludzką myśl techniczną i dostępne człowiekowi zasoby wiedzy.

 

4 Po czwarte

Rozważając fakt tak niesamowitego zagęszczenia i złożoności DNA i zakodowanej w nim inteligentnie uporządkowanej informacji (objawiającej się cudownie w inteligentnych procesach zachodzących w przyrodzie), która po wielokroć przewyższa dostępną człowiekowi wiedzę zawartą w technologii, trzeba nam wyciągnąć kolejny niezaprzeczalny oraz logiczny wniosek, iż ów Nadawca, czy też Stwórca, będący źródłem wiedzy musi mieć wielką i o wiele większą od ludzkiej inteligencję!

Dlatego Stwórca jest wielce inteligentny, doskonały i wszechwiedzący. Wie wszystko o Wszechświecie, w którym żyjemy dzięki stworzonym przez Niego prawach.

“Przecież człowiek wraz ze swoją całą dotychczasową wiedzą nie będzie w stanie stworzyć jednej, pojedynczej komórki i ożywić jej. W przeciwieństwie do niego, Inteligentna Siła Stwórcza jest zdolna do wyprodukowania 600 miliardów komórek i poukładania ich odpowiednio w celu stworzenia dziecka w 280 dni!” (dr L. Newman).

 

 

5 Po piąte

Jeżeli rzeczywiście nadawca posiada nieskończoną informację, to tym samym możemy logicznie wywnioskować, że zna On całą przyszłość i przeszłość na przestrzeni całego czasu, który jest stworzonym przez niego procesem. Oznacza to również, że nadawca musi istnieć poza ramami czasu i przestrzeni, jego tworami wobec których jest wieczny.

 

Na przykład:

Ktoś mógłby tutaj spytać, czy nadprzyrodzone zdolności tj. zaglądanie w przyszłość (widzenie poza przestrzenią i czasem) są w ogóle do osiągnięcia przez człowieka i możliwe do ogarnięcia umysłem?

Wprawdzie ograniczonym, ale jakże właściwym przykładem takich możliwości widzenia poza czasem i przestrzenią jest dar jasnowidzenia (prekognicji). Zostały nim obdarzone tylko niektóre osoby żyjące obecnie (jakby miał być to tylko przykład możliwości Stwórcy), choć w mocno ograniczonym zakresie.

Biblia, która jest księgą oficjalnie uznaną za informację od Nadawcy mówi nam, że “Stworzył więc Bóg człowieka na swój obraz, na obraz Boży go stworzył” (Rdz 1, 27). Odwołuje się ten fragment do wewnętrznych przymiotów Boga, lecz jakby w ograniczonym zakresie, by człowiek mógł sobie z nimi poradzić.

Można by rozeznać dar prekognicji poznając nauki parapsychologiczne, lecz temat ten jest obecnie wielce kontrowersyjny i nie do pojęcia w zestawieniu z naukami ścisłymi. Jednak historycznym przykładem mogą być dla nas takie osoby z darem jasnowidzenia jak liczni Prorocy z Pisma Świętego, Michel de Nostradamus, o. Czesław Klimuszko czy Jeane Dixon.

 

6 Po szóste

Z tego względu, iż nadawca musiał:

  • zachować informację DNA w zakodowanej formie w molekułach;
  • zbudować złożone biomaszyny, które wymagają zdolności zapisania, odczytania i syntezy kodu genetycznego;
  • oraz zaprojektował każdą funkcję życiową dla każdej formy życia i ich środowiska;

 

tym samym możemy śmiało wysunąć prosty wniosek, iż Nadawca ma jasny cel, a także jest w jego realizacji konsekwentny. To Bóg wszechmocny i wszechpotężny, wszystkowiedzący oraz ogarniający cały wszechświat. Tak właśnie egzystujemy we Wszechświecie stworzonym wg Jego praw wśród stworzonej przez niego przyrody.

Nasuwa się w tym miejscu inne pytanie: Skąd ów Stwórca ma tak wielkie możliwości związane z: kodowaniem informacji do procesu stwarzania oraz samą zdolnością tworzenia inteligentnego życia, budowania prawdziwych bionicznych maszyn i całych organizmów żywych?

 

Tak odpowiada na to pytanie Christian Boehmer Anfinsesn, biochemik, laureat nagrody Nobla z osiągnięcia w dziedzinie chemii:

“Sądzę, że tylko idiota może być ateistą. Trzeba nam przyznać, że istnieje pewna niepojęta moc czy siła posiadająca nieograniczoną umiejętność przewidywania i wiedzę, która wpierw sprawiła, że cały wszechświat zaistniał.” (Henry Margenau & Ray Abraham Varghese, eds., Cosmos, Bios, Theos: Scientists Reflect on Science, God and the Origin of the Universe, Life and Homo Sapiens, str.139)

 

Dlatego są tylko dwie możliwości. Albo Bóg jest najwyższą istotą. Albo sam posiadł te dary od jeszcze większego od siebie inteligentnego nadawcy tych wszystkich informacji a zatem istniałby ktoś więcej niż jeden Bóg, a przewodzi wszystkim ponownie jeden największy nadawca, który sam w sobie jest już pełnią inteligencji, mocy i wiedzy.

 

7 Po siódme

Nie ma wątpliwości, że każda uporządkowana informacja nie wywodzi się z materii, ponieważ to właśnie owa informacja kształtuje i buduje całą materię za pomocą sekwencji kwasu dezoksyrybonukleinowego (tzw. kodu DNA). Zatem wniosek jest prosty: Informacja nie może być częścią materii, istnieje niezależnie w sferze niematerialnej – duchowej. W Piśmie Świętym, które uznajemy za Słowo Boże czytamy, że: “Bóg jest duchem” (J 4, 24). Biblia zwraca nam także uwagę na inne kwestie, takie jak jego wszechwiedza – “Jam Alfa i Omega, Pierwszy i Ostatni, Początek i Koniec” (Ap 22, 13) – wszechmoc “Bóg, Który jest, Który był i Który przychodzi, Wszechmogący.” (Ap 1, 8) – oraz wiekuistość “od wieku po wiek Ty jesteś Bogiem” (Ps 90, 2).

 

biblia

 

Ponadto właśnie w Piśmie Świętym, spisanym tak wiele lat temu, współcześni nam naukowcy odkryli naukowe informacje z wielu dziedzin nauki, które zostały na nowo odkryte dopiero niedawno – w czasie ostatniej rewolucji naukowej.

Jest również prawdą to, iż gdy nawiązujemy kontakt z dowolnym żyjącym organizmem, to stykamy się także z zawartą w nim uporządkowaną informacją, która została wykorzystana do powstania owego organizmu. Ta sama cząstka informacji najwidoczniej dała początek pierwszemu życiu na Ziemi. Bez tej bazy informacji nie powstanie i nie przetrwa żadne życie, ponieważ sam proces powstania organizmu żywego nie istniałby bez kodu genetycznego, który stanowi prawdziwą informację i schemat rozwoju powstającego organizmu.

Żadnemu badaczowi nie udało się jeszcze odkryć, żeby informacja zawarta w tak wielkiej ilości w DNA miała ewoluować samoistnie. A to przez fakt, iż informacja do powstania potrzebuje innej informacji – gotowego schematu.

Każda żywa istota, która powstała według tego schematu posiada również mechanizmy, które są w całości kompletne i na swoim miejscu w celu umożliwienia idealnego odczytania schematu. Drobna ingerencja choćby w najmniejszy fragment informacji prowadzi nieuchronnie do destrukcji całego łańcucha DNA a w konsekwencji do ułomności żywego organizmu i osłabienia jego funkcji życiowych, a nawet śmierci.

Prawdą jest też to, iż obserwować możemy plan w działaniu tych mechanizmów, które są niemożliwe do uproszczenia w swej złożoności, a w których składzie znajdziemy struktury korygujące i regulujące zachodzące procesy i czuwające nad prawidłową budową maszynerii molekularnej.

To plan, który mógł zostać stworzony tylko i wyłącznie dzięki inteligentnemu i w odpowiedni sposób kontrolowanemu i regulowanemu w naturze programowi! Źródłem tego programu, który w inteligentny sposób został opracowany, wprowadzony i nadzorowany (dzięki naszemu słusznemu, obiektywnemu i logicznemu wnioskowaniu) mogła być tylko i wyłącznie siła równie inteligentna, nieprzypadkowa. My zaś tę siłę nazywamy Stwórcą, czyli Bogiem! Jest to jakże logiczne następstwo naszego myślenia w obliczu tych niezbitych faktów, a także myślenia każdego rozumnego człowieka!
Widzimy w tym miejscu jasno, że nasze wnioski nie są pochodną naiwnych i pobożnych życzeń lub innych niejasnych plotek, ale są wynikiem skutecznie wyciągniętych i racjonalnie ocenionych konkluzji. Dlatego zakończyć powinniśmy te próżne rozważania i winniśmy zakończyć tłumaczenia wszystkiego przez pryzmat ślepego przypadku, który ludzie mieniący się inteligentnymi nazywają doborem naturalnym oraz ewolucją opartą na wyniszczających błędach genetycznych. To takie myślenie jest błędem!

 

Mam żonę, której zdarzyło się pewnego dnia zrobić na obiad taką potrawę, o której akurat tego dnia myślałem i na którą miałem ochotę. Ktoś mógłby powiedzieć, że to czysty przypadek. Ale co, jeżeli moja żona będzie gotować inną wymarzoną przeze mnie potrawę każdego dnia, aż do naszej śmierci, bez nawet najmniejszej wskazówki ode mnie? Cóż, z pewnością stwierdzimy, że to niemożliwe, na pewno coś tu jest nie tak!

Być może, na przykład, ja, co noc nieświadomie, głośno mówię przez sen, o tym, co wymyśliłem sobie wcześniej na jutrzejszy obiad, itp., ale na pewno nie dzieje się to już przypadkowo w drodze potrzeby doboru naturalnego do mojego apetytu.

W ten sam sposób nie możemy wybierać sobie (tzn. uskuteczniać doboru naturalnego lub sztucznego) różnorakich teorii na potrzeby własnej ideologii i na przestrzeni wieków mieszać w umysłach nic nieświadomym ludziom.

Dr T.N. Tahmisian z Komisji Energii Atomowej stwierdził:

“Naukowcy, którzy uczą, iż ewolucja jest dowodem życia, są wielkimi oszustami, a historie które opowiadają mogą być największą mistyfikacją wszechczasów. W próbie wyjaśnienia ewolucji nie mamy krztyny faktów.”
(The Fresno Bee, August 20, 1959 . As quoted by N. J. Mitchell, Evolution and the Emperor’s New Clothes, Roydon Publications, UK, 1983, title page. / Evolution and the Emperor’s New Clothes, 3D Enterprises Limited, 1983, title page).

 

Innych słów użył Ernst B. Chain, noblista, biochemik i naukowiec:

“Nie ominiemy Boga wymówkami opartymi na tak dziecinnym myśleniu!!!”.

 

Biblia od tysięcy lat mówi nam, jaki tak naprawdę jest Bóg Stworzyciel. Już dziesiątki wieków temu przekazało człowiekowi informację, że:

“Przyjdzie bowiem chwila, kiedy zdrowej nauki nie będą znosili, ale według własnych pożądań – ponieważ ich uszy świerzbią – będą sobie mnożyli nauczycieli. Będą się odwracali od słuchania prawdy, a obrócą się ku zmyślonym opowiadaniom.” (2 Tm 4, 3-4).

 

Należy pamiętać, że to nie ślepy los, który tak chętnie jest propagowany przez zwolenników teorii ewolucji genetycznej, ale INTELIGENTNY STWÓRCA zbudował cały Wszechświat. Takie, wymienione poniżej, fakty są dowodem na istnienie Inteligentnego Stwórcy:

  • stworzony w sposób inteligentny mechanizm agregacji informacji w strukturach organizmów żywych;
  • cudownie skomplikowana lecz kompleksowo działająca struktura budowy tych organizmów;
  • mądre i przemyślane rozwiązania w procesach przemian biochemicznych w molekułach organizmów;
  • harmonia, ale również celowość istniejąca we Wszechświecie i naturze;
  • niemożliwy do zredukowania stopień skomplikowania budowy istot żywych;
  • idealnie dopasowane środowisko na naszej planecie do przetrwania na niej życia;
  • idealnie skalkulowane prawa rządzące Wszechświatem, które umożliwiły powstanie środowiska oraz życia w nim;
  • tajemniczy i ciężki do zrozumienia początek życia;
  • II zasada termodynamiki kłócąca się z przypadkowością budowy Wszechświata oraz struktur życiowych;
  • brak jakichkolwiek śladów działania makroewolucji u istot żywych;
  • bezsilność badaczy w znalezieniu form pośrednich organizmów w miejscach wykopalisk, choć takich powinno być wiele;
  • statystycznie i matematycznie niemożliwa możliwość powstania życia w sposób przypadkowy;
  • niezgodność z możliwością genetycznego przyrostu informacji i powstawania form żywych przy udziale przypadkowych mutacji;
  • świadomość człowieka oraz zdolność do zrozumienia przez niego PRAW MORALNYCH.

 

Teraz, mając otwarty umysł, samodzielnie odpowiedz z pokorą i obiektywnie na pytanie:
Czy to jest w końcu przypadek, czy może jednak projekt powstały w sposób inteligentny i celowy? Tak więc, czy nie możemy teraz zgodzić się, bazując na obiektywnym i logicznym myśleniu, z którymkolwiek spośród wymienionych 7 wniosków? Ostatecznie zamierzona i inteligentna siła sprawcza, czy przypadek? Co z tego ostatecznie wynika?

W ten sposób nasze wnioski mógłby podsumować dr D. J. Kennedy:

„W bajkach Grimma ktoś całuje żabę i w 2 sekundy ona staje się księżniczką. To jest bajka. W ewolucji, ktoś całuje żabę i za 2 miliony lat ona staje się księżniczką. To nie nauka, to jest po prostu wiara!”

A w taki sposób przewodniczący Towarzystwa Biologicznego w Strasburgu, dyrektor Muzeum Zoologicznego oraz dyrektor badawczy w Narodowym Centrum Badań Naukowych we Francji – prof. Louis Bounoure:

“Ewolucja jest bajeczką dla dorosłych. Ta teoria w żaden sposób nie przyczynia się do rozwoju nauki. Jest bezużyteczna.” (The Advocate, March 8, 1984, str. 17)

 

zaufaj

 

W Wnioski

W ten sposób zobaczyć można, że wszystko co jest powołane do biologicznego życia i duchowego istnienia w więzi z Bogiem – Stwórcą powstaje za przyczną Słowa Bożego objawiającego się, zaszyfrowanego i danego nam z góry w formie INFORMACJI.

To kod genetyczny DNA jest tą informacją powołującą stworzenie do biologicznego życia i egzystencji – wszystkich organizmów żywych, w tym człowieka.

W identyczny sposób ma się sprawa z Kodem Duchowym objawionym poprzez Słowo Boże, daną nam od Boga informację i instrukcję, a także przekazanym poprzez JEDYNEGO Zbawiciela, który jest Światłością Świata, zesłanym na Ziemię i będącym orędownikiem Boga Przedwiecznego. On sam jest owym Słowem Bożym, który daje nam najwyższą formę INFORMACJI i uczy nas jak prowadzić życie duchowe w Prawdzie i Światłości oraz jak trwać w wieczności z BOGIEM!

 

Kod Duchowy (INFORMACJA – dokładnie tak jak zawarta w kodzie DNA informacja biologiczna) została w całości zapisana i dana człowiekowi w Biblii. Człowiek został obdarzony wolną wolą, dlatego iż jest Istotą Wyższą. Człowiek może tę informację w dowolny sposób przyswajać i interpretować, jak mu się tylko podoba, może też ją odrzucić. Bóg który jest Miłością nie chce zmuszać żadnego ze swych stworzeń do przyjęcia Słowa Bożego, ani do nawiązywania relacji z Nim samym.

 

“Na początku było Słowo, a Słowo było u Boga, i Bogiem było Słowo.
Ono było na początku u Boga. Wszystko przez Nie się stało,a bez Niego nic się nie stało, co się stało.
W Nim było życie, a życie było światłością ludzi, a światłość w ciemności świeci i ciemność jej nie ogarnęła.
(…) A Słowo stało się ciałem i zamieszkało wśród nas.” (J 1, 1-5;14)

“Ja jestem ŚWIATŁOŚCIĄ ŚWIATA. Kto idzie za Mną, nie będzie chodził w ciemności, lecz będzie miał światło życia” (J 8, 12)

 

I znowu przytoczmy w tym miejscu słowa dra L. Newmana:

“Wszak, człowiek z całą swoją dotychczasową wiedzą nie jest w stanie złożyć jednej, pojedynczej komórki i ożywić jej. W przeciwieństwie, Inteligentna Siła Stwórcza jest w stanie wyprodukować ok. 600 miliardów tych komórek, poukładać je odpowiednio i utworzyć dziecko w 280 dni!”

 

To Ciebie właśnie, drogi czytelniku, stworzyła wspominana Siła! Ta energia stwórcza w sposób cudowny i inteligentny dzięki swemu doskonałemu programowi, którego źródłem nie jest ślepy los, ale najinteligentniejsza Przyczyna – źródło, które nazywać możemy Ojcem, Stwórcą, Alfą i Omegą, Początkiem i Końcem, czy po prostu Bogiem!!!

Bóg Przedwieczny niczym wspaniały matematyk (lecz nie zwykły starzec z brodą, ale najdoskonalsza i najinteligentniejsza energia Ducha Bożego – patrz Ewangelia wg św. Jana 4, 24) stwarza i uruchamia ten niesamowicie dokładny i mądry program, a posługując się tym programem – jak wyśmienity malarz pędzlem – w nieskończonej ilości czasu oraz bezgranicznej przestrzeni na okrągło kolejne obrazy maluje. A obrazy te możemy podziwiać w przyrodzie, tę niesamowitą różnorodność, obfitość, piękno, równowagę i niezmierzoną mądrość całego stworzenia.

 

To właśnie przed tym nieskończonym Absolutem, przyjacielu, przed tym Bogiem-Miłością staniesz pewnego dnia i zdasz relację z całego swoje życia i z wszystkich rzeczy, które jako inteligentne stworzenie uczyniłeś aby pomnożyć Jego chwałę.

Nikt inny, jak Matka Teresa z Kalkuty, błogosławiona kobieta, wspomożycielka biednych ludzi i noblistka powiedziała:

“Drugi człowiek jest przestrzenią naszej wiary. To przez wzgląd na niego będziemy nagrodzeni bądź ukarani.”

 

To nie ma najmniejszego znaczenia, czy jesteś człowiekiem wierzącym, czy niewierzącym. Czy masz otwarty umysł, a może jesteś uwikłany w ideologie, fanaberie, albo demagogie propagowane usilnie przez ludzi z nurtu New Age. Dr Alexis Carrel dostąpił pewnej formy objawienia w obecności Stwórcy, będąc wcześniej zagorzałym agnostykiem, wątpiący i ignorującym Prawdę. Tak stwierdził po swojej przemianie:

“Nie powinniśmy wybierać tylko tych rzeczy, które odpowiadają naszym upodobaniom, wyobrażeniom czy zakorzenionych w naszym umyśle teorii naukowych i filozoficznych. Trudność lub brak przejrzystości jakiegoś problemu nie jest wystarczającym powodem, aby ten problem zlekceważyć.”

 

A potem:

“Najzwyklejszą pychą jest wiara w to, że jesteśmy zdolni poprawiać naturę, gdyż natura jest dziełem Boga.”

 

Powyższe słowa wypowiadał zaraz po tym, jak jako wybitny naukowiec doznał oświecenia i zerwał z agnostycyzmem i wyśmiewaniem naiwności wiary w Boga. Dzięki temu stał się przypadkowym świadkiem cudu, który objawił się w nagły i ponad naturalny sposób wiernym w Lourdes za mocą ich modlitw i błagań. A jeszcze chwilę wcześniej wyśmiewał takie zdarzenia. Tu przyznać musiał, że pewne fakty wymykają się ludzkiemu pojęciu praw natury i nauki.

 

Nie zapomnij więc, drogi czytelniku, że:

U kresu czasów nie będzie się liczyło to, kim się stałeś za życia, ale to, jak zapamiętali cię inni!

Nie liczy się to, czego się dorobiłeś, ale to co dałeś innym od siebie!

Nie liczy się to, jakich odkryć naukowych dokonałeś, ale to jak byłeś otwarty na Słowo Boże.

A także nie liczy się też twoja prywatna opinia o Bogu i jego przymiotach, ale to czy byłeś bożym człowiekiem, żyjącym w zgodzie z Prawem Bożym i czy przybliżałeś swym życiem innych do WIARY w Boga. Czy zawsze starałeś się, aby nikt nie uronił choć jednej łzy przez twoje czyny?!

Kończąc temat wiedz, że dalej wystarczy już tylko logiczne myślenie, by dostrzegać kolejne cuda objawiające się w przyrodzie, byś mógł dostrzegać fakty naukowe i samodzielnie wnioskować na ich podstawie.

 

W podsumowaniu powyższych wniosków, powiemy tylko, że:

“Dla tego, kto chce w sposób obiektywny wierzyć, żadne udowadnianie nie będzie nigdy potrzebne!
Dla tego, kto chce unikać wiary, żadne udowadnianie nie przyniesie skutku.”

 

 

Opisane na podstawie: www.wiara.us/Wnosek-niesamowity.html

 

 

Podsumowując, w związku z tym, iż astronomia wprowadza nas w wydarzenia i wszechświat, który został stworzony z niczego, taki który w swej delikatnej równowadze zapewnia szczególne warunki potrzebne do przetrwania życia i który ma zasadniczy plan (ktoś mógłby powiedzieć, że ponad naturalny). Zatem obserwacje współczesnej nauki wydają się prowadzić do takich samych wniosków, co wiekowe wierzenia kreacjonistyczne. W tym samym czasie, cała nasza współczesna nauka wydaje się bardziej skłaniać ku światu, jakby był opisywany zaledwie od wczoraj. – dr Arno A. Penzias – noblista w dziedzinie fizyki

 

o O zegarkach szwajcarskich, galaktykach i Bogu Stwórcy

Poniższy artykuł będzie bardzo, ale to bardzo mocny. Nie będzie tu jednak opisu żadnych krwawych scen, ale czysta prawda o Stwórcy Wszechświata. Mogłoby się wydawać, że pisać o Bogu to nic strasznego, jednak zastanów się dobrze. Jaki on jest i Kim on jest? Czasami na tę myśl aż szczęka opada. Usiądź zatem i posłuchaj.

Na wstępie chciałbym się jeszcze pochwalić; mianowicie kupiłem sobie niedawno nowiutki zegarek. Zwykły i prosty zegarek tarczowy, na tarczy zaś trzy wskazówki. Nie zaglądałem do środka, ale z pewnością znalazłbym wewnątrz liczne zębatki odpowiedzialne za ruch wskazówek. Na samej tarczy znajduje się logo szwajcarskiego wytwórcy zegarka – firmy Delbana. Również na twoim zegarku zapewne jest jakieś logo? Jakiś inteligentny człowiek zaprojektował go, a potem ktoś inny wyprodukował go.

Przypomnij sobie, ile razy w życiu widziałeś zdjęcia Ziemi zrobione przez satelity? Z kosmicznych zdjęć mam jedno ulubione – to które zrobili astronauci z misji Apollo 17 podczas lotu na Księżyc. Doskonale widać na nim kształt Ziemi. Olbrzymia geoida o obwodzie nieco ponad 42 000 km. Kula ta obraca się wokół własnej osi, a jeden jej obrót zajmuje 24 godziny (bez 3 minut i 56 sekund). Ponadto Ziemia obraca się również wokół Słońca, które znajduje się od nas w odległości 150 milionów km. Porusza się zawsze po tym samym torze, który nazywamy orbitą. A droga ta zajmuje Ziemi 365 dni 5 godzin 48 minut i 46 sekund – zawsze dokładnie tyle samo nie mniej nie więcej.

Teraz wyobraź sobie planetę Ziemię – wielką, ogromną kulę o średnicy 12 104 km sunącą przez przestrzeń kosmiczną po zawsze identycznej orbicie w tempie ok. 30km/s by po nieco ponad 365 dniach i przebyciu prawie miliarda kilometrów wrócić dokładnie w to samo miejsce. Nieźle? To teraz wyobraź sobie, że to się dzieje od wielu setek lat.

Księżyc – nieodłączny towarzysz Ziemi w tej wędrówce wykonuje obieg wokół niej w ciągu 27,5 dni.

Jednak najważniejszym dla nas zaraz po Ziemi ciałem niebieskim jest Słońce, nasza najbliższa wodorowo-helowa gwiazda, bez której ciepła i światła nie byłoby możliwe życie na Ziemi, a temperatura planety wynosiłaby jakieś -270°C. Ten gazowy gigant ma 109 razy większą od Ziemi średnicę, a waży 335 000 razy tyle co ona. Słońce można by nazwać wielkim piecem termojądrowym o sprytnej, ale też prostej konstrukcji, z samoregulacją, niepotrzebującym napraw czy modernizacji. Działa tak od setek lat, a mimo ogromnego zużycia jego masa spadła w tym czasie zaledwie o 0,03%.

Ziemia nie jest jedyną planetą krążącą wokół Słońca. Jest jeszcze 8 innych planet, które razem z Ziemią tworzą Układ Słoneczny. Ten układ ma rozpiętość ponad 10 miliardów km, a wszystkie planety wciąż krążą po stałych orbitach w mniej więcej jednakowej płaszczyźnie. To niesamowicie wielkie odległości. Światło, które ma źródło na Słońcu, by dotrzeć do krańców Układu Słonecznego potrzebuje aż 9,5h przy prędkości prawie 300 000 km/s.

Umysł człowieka jest przyzwyczajony raczej do ziemskich jednostek miary, dlatego trudno mu wyobrazić sobie tak wielkie przestrzenie. Układ Słoneczny jednak działa niczym wspominany zegarek szwajcarski. Olbrzymie ciała niebieskie krążące wokół jeszcze większej gwiazdy utrzymując porządek i precyzję. Z łatwością moglibyśmy obliczyć godziny wschodu i zachodu Słońca w dowolny dzień.

Co książki mówią na temat powstania Układu Słonecznego? Słońce i planety powstały ok. 5 mld lat temu z gigantycznego obłoku materii międzygwiezdnej. Gazy i pyły pierwotnego obłoku zaczęły się zagęszczać, a jądra kondensacji dały początek Słońcu. W miejscu największego zagęszczenia materii i ciśnienia możliwe stało się zachodzenie reakcji prowadzących do powstania światła i energii.

Z powstałych okruchów, które jak spłaszczony dysk krążyły wokół dopiero, co narodzonej gwiazdy, powstały początkowo ciała niebieskie o średnicy kilkudziesięciu kilometrów, które następnie zderzyły się i łączyły, dając początek planetom. Ze skupisk pyłu krążącego w pobliżu Słońca powstały planety typu ziemskiego. Z pierwiastków lżejszych, które krążyły w dalszej odległości tworzyły się planety gazowe.

W podobny sposób powstał mój zegarek. Zbudowany został głównie ze szlachetnej stali i niklu. Z rudy żelaza i niklu [same] wytopiły się te metale. Następnie z nich zrobiły się małe koła zębate, wskazówki, tarcza i koperta zegarka. Powstał także mechanizm napędzający koła zębate. Potem wszystko się połączyło…

Całkiem ciekawy opis, nieprawdaż? Ale chyba czegoś w nim brakuje…
Czy nie byłoby rozsądne przyjąć, że również Układ Słoneczny musi mieć jakiegoś Konstruktora czy Projektanta, choć w podręcznikach astronomii nie ma o kimś takim słowa, jakby wszystko miało się dziać samo. Gdy odmawiasz w Kościele modlitwę “Wierzę w Boga Ojca Wszechmogącego, Stworzyciela nieba i ziemi, wszystkich rzeczy widzialnych i niewidzialnych…”. Dokładnie tak! Stworzyciela nieba i ziemi! To właśnie Bóg jest tym Konstruktorem, którego brakuje w podręcznikach. Biblia mówi: “Na początku Bóg stworzył niebo i ziemię” (Rdz 1,1). Nie dziwmy się, że psalmista wychwala Boga słowami: “O Boże mój, Panie, jesteś bardzo wielki!” (Ps 104,1b).

Nic w tym dziwnego, że znany fizyk Izaak Newton miał zwyczaj za każdym razem, gdy usłyszał słowo “Bóg” ściągać czapkę. Lub inny znany fizyk i astronom Robert Kirchner, który by dać świadectwo wiary swemu przyjacielowi wątpiącemu w istnienie Boga zakupił wspaniały globus i postawił go na swoim biurku. Gdy przyjaciel odwiedził go następnym razem spytał skąd ma taki wspaniały globus. Kirchner zaś odpowiedział, że sam się zrobił. Rozbawiło to jego przyjaciela naukowca, a wtedy Kirchner zapytał: Dlaczego jest ci łatwiej uwierzyć że tak wielka i piękna planeta jak ziemia powstała samoistnie a nie możesz uwierzyć że ten globusik też tak powstał?

 

droga-mleczna

Droga mleczna

 

Galaktyka w której znajduje się Układ Słoneczny nazywamy Drogą Mleczną. Gdy patrzymy na nią z Ziemi widzimy jasne pasmo (jakby drogę), która rozpina się na nieboskłonie. Starożytnym Grekom to pasmo skojarzyło się z rzeką rozlanego mleka na tle ciemnego nieba. W rzeczywistości jest to galaktyka spiralna, której średnica wynosi ok. 100 000 lat świetlnych. Układy planetarne są w niej niezwykle rzadkie, choć szacuje się w niej 200-400 miliardów gwiazd podobnych do Słońca.

Również Droga Mleczna obraca się wokół własnej osi, a Układ Słoneczny znajdujący się 30 000 lat świetlnych od jej centrum pokonuje całą drogę dookoła galaktyki w ok. 250 milionów lat. Istnieje również coś, co nazywamy grupą lokalną, w której skład wchodzą Droga Mleczna, Wielki i Mały Obłok Magellana, Galaktyka Trójkąta oraz M31. Wszechświat jest wypełniony miliardami galaktyk, a każda z nich mieści miliardy gwiazd, z których najdalsze znajdują się ok. 15 miliardów lat świetlnych od nas. Znawcy kosmologii twierdzą, że właśnie 15 miliardów lat temu powstał Wszechświat podczas zdarzenia nazwanego Wielkim Wybuchem. Od tego czasu wciąż rozszerza swe granice. Na początku zaś cała materia mieściła się w objętości mniejszej niż główka szpilki.

Jeżeli to wszystko jest prawdą, to kto zapoczątkował Wielki Wybuch?
Kto ustalił prawa fizyczne, które nim rządzą? Jakie jest źródło tej materii?

Ktoś tworzący coś z niczego to Stwórca, a ten kto robi coś z czegoś innego to twórca. Stwórca powołuje do istnienia to, co nie istnieje (patrz List do Rzymian 4, 17). Wszechmocny Bóg zapoczątkował wszystko, co istnieje, a On sam jest nieskończenie potężniejszy od swoich wszelkich dzieł. Jest w tej chwili w tym miejscu, w którym siedzisz, jak i jednocześnie na krańcach Wszechświata 15 miliardów lat świetlnych stąd. Bóg istniał przed Wielkim Wybuchem, bo istniał od zawsze! Nic więc zaskakującego w tym, że niektórzy ludzie wolą zamknąć się klasztorze i kontemplować Boga. Nic dziwnego, że niejeden wolał umrzeć niż się Go zaprzeć. Bóg jest niezmierzony, pasjonujący, nieogarniony. Niektórzy materialiści w swej naiwności wierzą, iż kiedyś nauka da dowód na nieobecność Boga.

Równie dobrze mógłbyś udowadniać, że piękna katedra na którą patrzysz nie miała ani budowniczych, ani nawet architekta. Spróbuj udowodnić komuś, że twój zegarek powstał samoczynnie. Nie da się! Na szczęście ty wierzysz w Boga – Stworzyciela nieba i ziemi! Mogę codziennie podziwiać coraz bardziej mądrość i wielkość Stwórcy dzięki poznawaniu nauk przyrodniczych. W samej astronomii jest tyle przejawów istnienia życia wiecznego. A teraz pomyśl, że ten wspaniały i nieogarniony Bóg, który stworzył wszystko chce byś nazywał Go swoim Ojcem. Ojcem kochającym każdego po równo nie więcej i nie mniej!

Źródło tekstu: Pismo „Miłujcie się”

 

WAŻNE: powyższy artykuł udowadnia nam niesamowitą precyzję istniejącą we Wszechświecie. Idealnie panujący ład i porządek. Skomplikowana fizyka i tajemnicze cuda! Planowanie i niezmierzona inteligencja! Ogromny cud, który ciężko nam pojąć. Ale dano nam umysły, dzięki którym możemy go poznawać i badać!

 

Bóg podarował nam niesamowicie fascynujący świat, w którym możemy mieszkać i badać go.” (William Phillips, fizyk, noblista)

 

 

+ Zastanówmy się teraz nad kilkoma argumentami i spróbujmy z nich wyciągnąć prawdę.

W wielu różnych publikacjach i opracowaniach (jak np. w “Dowody na istnienie Boga”) przedstawiane są tylko 3 logiczne i możliwe do zaistnienia możliwości powstania Wszechświata:

  1. Wszechświat, który istniał zawsze
  2. Wszechświat, który sam się stworzył
  3. Wszechświat, który został przez kogoś stworzony (tzn. jakaś forma inteligentnej Siły doprowadziła do powstania Wszechświata).
  4. innych możliwości już nie ma!

 

 

1  Wszechświat istniał zawsze?

Obecnie przez naukowy świat odrzucana jest powszechnie teoria, jakoby Wszechświat miał istnieć od zawsze. Są liczne, pewne dowody na to, że Wszechświat powstał w pewnym momencie (Wielki Wybuch) i wciąż się rozszerza. Oto niekóre z nich:

  • Odtworzenie mapy Wszechświata, która wskazuje na fluktuacje resztek promieniowania od razu po odłączeniu się od materii, a potwierdzona przy użyciu satelitów WMAP i COBE. Jest to najsilniejszy z dowodów na istnienie Wielkiego Wybuchu. Dzięki niej również wiemy o istnieniu czarnej materii.
  • Promieniowanie mikrofalowe tła – reliktowe promieniowanie kosmiczne, które zostało udowodnione dzięki odsłuchom z anteny Echo1.
  • Widoczne dla badaczy oddalanie się galaktyk – prędkość oddalania się od siebie galaktyk sięga 94% prędkości światła. Było to odkrycie Hubble’a. Wg naukowców jest to dowód na ciągłe rozszerzanie się Kosmosu zapoczątkowane Wielkim Wybuchem. Dlatego też, im bliżej znajdziemy się centrum Wszechświata, tym większe będzie zagęszczenie materii.
  • Istnienie kwazarów – aktywnych jąder młodych galaktyk, obiektów o wielkiej masie i ogromnym potencjale energetycznym.
  • II Zasada Termodynamiki.

Biblia spisana już tysiące lat temu mówi nam słowami proroka Izajasza, to co dopiero teraz rozpoznaje nauka:
“Ten, co mieszka nad kręgiem ziemi, 
której mieszkańcy są jak szarańcza, On rozciągnął niebiosa jak tkaninę i rozpiął je jak namiot mieszkalny. “ (Księga Izajasza 40,22)

 

Myślę, że powyższe punkty wyczerpująco udowadniają, że Wszechświat najwyraźniej powstał w określonym momencie w przeszłości i dzięki temu mogły zaistnieć znane nam czynniki: przestrzeń, czas, materia oraz energia.

 

rozszerzanie-wszechswiata

Model rozszerzania wszechświata

 

Tym samym, na podstawie powyższych faktów, {odnośnie, których to można sobie poczytać nieco szerzej już w indywidualnym zakresie} ewidentnie możemy odrzucić i wykluczyć teraz tą pierwszą opcję, tzn., że: „Wszechświat istniał od zawsze” i uznać, że według naukowych argumentów Wszechświat niezaprzeczalnie miał swój początek! Pozostała nam obecnie tylko opcja: 2 i opcja 3 tzn., że Wszechświat sam się stworzył, lub, że został stworzony.

 

 

2  Czy rzeczywiście Wszechświat mógł stworzyć się sam?

Już na wstępie powinniśmy odrzucić tę teorię, gdyż jest ona tak nierealna, że zakrawa o szaleństwo. Każdy inteligentny naukowiec powie nam, że nic nie może powstać bez przyczyny. Byłoby to nielogiczne i niemożliwe, by coś mogło powstać z niczego. Wszechświat nie mógł sam siebie stworzyć, gdyż sam jeszcze wówczas nie istniał. Teoria Wielkiego Wybuchu również musiała by mieć swój początek a nic nie może stać się samoczynnie.

To oczywiste, że nic nie może być przyczyną czegoś. Żadna rzecz nie ma możliwości powstania bez istnienia pierwotnej przyczyny! Również przeciwnicy chrześcijaństwa i sceptycy wyśmiewają takie teorie.

Nie istotne jest, czy Wszechświat u swego początku był mikroskopijnym skupiskiem materii, czy może jeszcze czymś innym. Rozpatrujemy tu bowiem przyczynę i źródło powstania Wszechświata. Szukamy tej najinteligentniejszej przyczyny, która w tak genialny sposób potrafiła ułożyć prawa fizyczne i matematyczne oraz urzeczywistnić swoje dzieło.

poof

Powstanie wszechświata jak królik z kapelusza.

Podsumowując. Z całą pewnością możemy na podstawie logicznych argumentów wykluczyć tę absurdalną możliwość, że Wszechświat utworzył się samodzielnie. W tym wypadku pozostała nam obecnie do rozpatrzenia tylko opcja:, 3 tzn., że Wszechświat został stworzony.

 

 

3 Zastanówmy się teraz, czy Wszechświat został stworzony?

Stworzenie polega na tym, że jakaś niezwykle inteligentna Siła uruchomiła pewne procesy, których efektem było powstanie Wszechświata.

Patrząc na dowolną rzeźbę, którą zobaczymy w muzeum nie sposób nie dostrzec pewnej symetrii i proporcji, czy też innych zasad geometrii. Budzi się w nas przekonanie, że ta rzeźba musi mieć jakiegoś autora, wykonawcę arcydzieła, swojego rzeźbiarza. Czyż nie?

Przecież tyle cudownych rzeźb nie mogło powstać samoistnie. Musiały mieć swojego autora.

Identycznie ma się sprawa z Kosmosem. Gdy spojrzymy w niebo i spróbujemy ogarnąć rozumem przestrzeń, panującą w niej harmonię, matematyczną precyzję oraz doskonale dobrane parametry sama pojawia się myśl, że musi istnieć jakiś autor tego dzieła, które po wielokroć przewyższa wspominane rzeźby. My tego Wielkiego Artystę nazwaliśmy Bogiem Stwórcą!

 

“Dziękuję Ci, że mnie stworzyłeś tak cudownie, godne podziwu są Twoje dzieła. I dobrze znasz moją duszę.” (Psalm 139, 14)

 

Dodatkowe argumenty:

Obserwując Wszechświat widzimy jak jest precyzyjny matematycznie i zorganizowany w sposób inteligentny. Jest dokładnie taki, by mogło w nim dojść do rozwoju jedynej w swoim rodzaju formy życia – człowieka! Zaobserwować w nim możemy ok. 20 stałych parametrów, które definiują jego istnienie, m. in. takie jak:

  • ciężar elektronu,
  • masa neutronu,
  • równowaga między materią a antymaterią,
  • siła łącząca protony i neutrony w atomie,
  • ciężar kwarka,
  • siła grawitacji,
  • ilość wymiarów przestrzennych w przestrzeni kosmicznej,

Gdyby któryś z tych parametrów uległ choćby minimalnej zmianie, zagrożone byłoby istnienie całego Wszechświata. Gdyby siła Wielkiego Wybuchu była zaledwie o 0,001 mniejsza to przestrzeń zapadła by się pod sobą uniemożliwiając powstanie gwiazd.

 

einstain

Równanie Einstein’a

 

“W 1 sekundę po Wielkim Wybuchu gęstość materii oraz tempo jej rozszerzania się musiały być precyzyjnie do siebie dopasowane, aby Wszechświat mógł znaleźć się w krytycznym punkcie do jego powstania.

Jeśli Wszechświat w momencie wybuchu rozszerzał by się odrobinę szybciej, to rozleciałby się bez szansy na powstanie galaktyk. A z kolei gdyby ekspandował trochę wolniej, to wtedy rozszerzyłby się do swoich maksymalnych rozmiarów i następnie zawalił, a my nigdy nie mielibyśmy szansy na powstanie życia.” – (Alan H. Guth, fizyk i kosmolog – Massachusetts Instytut of Technology, autor książki “Inflationary Universe”).

 

Widzimy w tym miejscu, jak doskonale skalibrowane są stałe parametry fizyczne Wszechświata.

Można tę precyzję zobrazować w ten sposób. Wyobraź sobie wielki arkusz papieru przykrywający plac o powierzchni ok. 1 km2. Następnie na tym arkuszu ktoś narysował cienką i krótką, 1cm linię ołówkiem. Następnie zrzucono na ten arkusz 20 ziaren piasku z dużej wysokości i przy silnym wietrze, które o dziwo, spadły idealnie, równiutko na tę linię.

To interesujące, jakie jest prawdopodobieństwo, że tak rzucone ziarenka piasku układają się w taki a nie inny sposób. Ale właśnie taka jest dokładność wszystkich stałych kosmologicznych.

Naukowcy zadali sobie trud, by obliczyć prawdopodobieństwo na przypadkowe ułożenie się stałych kosmologicznych i wyszło im, że wynosi ono 1:10229 (jeden do jednego z 229 zerami). Dla zobrazowania, jak niewielkie to prawdopodobieństwo warto zaznaczyć, że ilość atomów we wszechświecie szacuje się na 1:1080

Przy okazji – wiemy, że we Wszechświecie istnieje po równo tyle materii co antymaterii. Powinny więc się nawzajem wykluczyć, a Wszechświat nie powinien w ogóle zaistnieć. Jednak jakaś Siła spowodowała tę przewagę materii nad antymaterią, że mógł się wyłonić z tego chaosu fizyczny Kosmos.

 

Wiele ciekawych przykładów i dodatkowych argumentów na stworzenie Wszechświata odnaleźć można w wykładzie prof. dra Zbigniewa Jacyna-Onyszkiewicza, kierownika Zakładu Fizyki Kwantowej UAM, pt. “Wszechświat na miarę człowieka” dostępnym pod adresem: http://www.staff.amu.edu.pl/~zbigonys/wszechswiat_na_miare.html

 

 

+ Dlaczego naukowcy nie wierzą w stworzenie Wszechświata?

Zastanawiając się nad odpowiedzią na pytanie, czemu naukowcy wciąż opierają się wierze w stworzenie Wszechświata przez Inteligentną siłę na myśl przyszło mi jedno słowo – pycha.

Wiele wieków temu Sokrates, jeden z najwybitniejszych filozofów, powiedział: “wiem, że nic nie wiem”, co też znaczyło, że im więcej wiedzy zdobywam, tym bardziej rozumiem, ile jest jeszcze do poznania. Jednak dzisiejsi naukowcy nie potrafią lub nie chcą zniżyć się do poziomu tego wybitnego filozofa i stwierdzić w duchu, że tak naprawdę nic nie wiedzą.

Trzeba wiele samozaparcia, by wyrzec się tej pychy i w pokorze przyznać Sokratesowi rację. Niech za przykład poświeci nam Isaac Newton, ten który na słowo Bóg natychmiast ściągał czapkę z głowy. Pomimo tak światłego umysłu, wielu osiągnięć i odkryć, doskonale rozumiał jak ważny i wielki jest cud stworzenia.

 

Wnioski:

Należy przede wszystkim pamiętać, że Uniwersum, w którym żyjemy jest tak precyzyjnie skalibrowane, by właśnie w nim miało szansę powstać inteligentne życie.

Przedstawione w tym artykule argumenty wskazują, że z pewnością nie stałe fizyczne nie powstały w sposób przypadkowy.

Dzięki logicznemu rozumowaniu jesteśmy w stanie dostrzec, że prawa obowiązujące w Kosmosie mają swój porządek. coś tak inteligentnego jak Wszechświat mogła stworzyć tylko inteligentna siła! Aby pojąć ten fakty wystarczy otwarty umysł i odrobina pokory.

 

Potrzeba naprawdę wiele wiary, by być niewierzącym ateistą, niż wierzącym w Boga człowiekiem!

“Im więcej posiadamy wiedzy o kosmosie i biologii ewolucyjnej, tym trudniej nam wyjaśnić je bez dostrzeżenia w nich aspektu projektu. W moim przypadku jest to bodźcem, by uwierzyć” – (Charles H. Townes, fizyk, noblista)

“Sądzę, iż konfrontując się z cudem życia i wszechświata należałoby sobie zadać pytanie “dlaczego?”, a nie po prostu “jak?”. Jedyne możliwe do uzyskania odpowiedzi są natury religijnej… Odczuwam potrzebę Boga w kosmosie i moim własnym życiu… Mamy wiele szczęścia, że mamy Pismo Święte, a wnim Nowy Testament, który takie wiele mówi nam o Bogu w tak szerokim zakresie” – Arthur L. Schawlow – fizyk, noblista

 

 

 

„Ja jestem Twoim kochającym Cie Tatą” (1J 3,1) „Jeśli się zgubisz, wiedz, że będę czekał na Ciebie, wypatrywał Cie, by wybiec Ci na spotkanie” (Łk 15,20)
Temat Boga jest bardzo popularny wśród nastolatków, jednak nie zawsze przekazywane sobie informacje są prawdą. Dlatego tak trudno jest dziś młodym ludziom uwierzyć Bogu i oddać mu swe życie.

Bóg wcale nie jest daleko, wcale nie lubi karać.. On zawsze jest blisko Ciebie, czeka na Twe wezwanie, zawsze Cię wysłucha i pomoże.
On jest cierpliwy, łagodny, dobry, nie szuka swego i nie pamięta złego bo cały jest Miłością. Troszczy się o Ciebie, bo to On Cię stworzył i zna Cię jak nikt inny, bo Cię kocha. Jesteś Jego wybranym i umiłowanym dzieckiem od początku i tak już pozostanie. „Bo w Nim żyjemy, poruszamy się i jesteśmy ” (Dz 17, 28) Bez Niego nie zrobisz nic. On zawsze staje na Twe wezwanie, jest u Twego boku i czeka na Twą odpowiedź.

Nigdy, Cię nie odrzuci i nie spocznie, póki Ciebie nie odnajdzie. Wybaczy Ci grzechy i nieprawości bo jest pełny miłości i przebaczenia. „Któż nas może odłączyć od miłości Chrystusowej? ” (Rz 8,35). On Cię prowadzi i strzeże, los Twój zabezpiecza, bo jesteś dla Niego ważny. Pocieszy Cię i pokrzepi, uleczy Twe rany, nie pozwoli Cię zniszczyć. Zaufaj mu i nie bój się więcej. Zawsze Cię przygarnie i przytuli. „Chociażbym chodził ciemną doliną, zła się nie ulęknę, bo Ty jesteś ze mną„ (Ps23, 4)

Szukaj Go w cichości swego serca, na modlitwie.. Mówi do Ciebie: Dałem Ci Biblię by była Ci pomocą i pociechą. Pytaj mnie o wolę, a Ja wskażę Ci drogę. Rozraduj się we mnie i bądź mi posłuszny, a dam Ci wszystko.

Kochaj swoich rodziców, tak jak ja Cie kocham, nawet jeśli czujesz się nierozumiany. Oni czasem nie wiedzą w jaki sposób okazać Ci miłość, ale Cię kochają. Przebaczaj im, nawet jeśli Cie zranili, bo ja Ci wybaczam. Nie rozpamiętuj niczego. Ja dam Ci nowe serce i nowego ducha, bo mija miłość cię umacnia i zmienia. Moja miłość Cie Zbawia. Szukaj mnie, a ja dam Ci się znaleźć. Ufaj mi.
Czy pójdziesz razem ze mną?! Pozwól się poprowadzić!
Twój Tata – Bóg Wszechmogący

 

 

“Prawdopodobieństwo utworzenia życia z materii nieożywionej jest liczbą z 40 tysiącami zer po niej. To wystarczy, by pogrzebać Darwina i całą teorię ewolucji. Nie było żadnej zupy kwantowej, ani na tej planecie, ani na żadnej innej, a skoro początki życia nie były przypadkowe to musiały być produktem celowo działającej inteligencji.” – Fred Hoyle – matematyk, astrofizyk i kosmolog (zob. Nature, vol. 294:105)

 

Opracowanie matematyczne

Na wstępie chciałbym zaznaczyć, że nie trzeba się bać wszystkich liczb wymienionych w tym artykule. Są one wyjaśnione w bardzo prosty i przystępny sposób.

Rzesza naukowców na całym świecie, w tym wielu wybitnych badaczy z dziedziny matematyki, biologii i astrofizyki wyliczało w swych pracach (niezależnie od siebie), że szanse na powstanie we Wszechświecie w przypadkowy sposób żywej komórki jest zupełnie niemożliwe, niezależnie od panujących czynników.

Ci naukowcy to m.in. dr Emile Borel – twórca rachunku prawdopodobieństwa, dr William Dembski – znany i szanowany statystyk, prof. dr Murray Eden z MIT – biofizyk, specjalista Teorii Informacji i Inżynierii Biomedycznej oraz Programów Instrumentalnych, czy prof. Chandra Wickramasinghe – specjalista matematyki stosowanej i astronomii, były ateista.

Wszyscy ci naukowcy zgodnie szacują, że prawdopodobieństwo przypadkowego powstania jednej komórki wynosi 1 do 104 478 296 (tzn. ponad cztery miliony zer po jedynce w ułamku dziesiętnym).

Z kolei znany fizyk i biochemik prof. Harold Morowitz z Uniwesytetu Yale twierdzi, iż możliwość postania najprostszej formy całego żyjącego organizmu w przypadkowy sposób wynosiłaby 1 do 10340000000 (340 milionów zer po przecinku).

Żeby pomóc w zrozumieniu, jak niewyobrażalnie małe są to szanse, weźmy za przykład liczbę sekund, w których istnieje Wszechświat wg teorii Wielkiego Wybuchu. Wynosi ona:

15 miliardów lat = 15000000000  * 365 * 24 * 60 * 60 * = 1018  (a to tylko 18 zer)

Z kolei wyliczona przybliżona ilość wszystkich istniejących we Wszechświecie atomów wynosi zaledwie: 1080 (dziesięć z 80 zerami).

Znajdźmy inne porównania, które nam ułatwią ogarnięcie umysłem tych liczb. Alan Harris, astronom z niemieckiej Agencji Kosmicznej, wyliczył szanse na przypadkową utratę życia dowolnej osoby w ciągu całego jej życia na skutek uderzenia asteroidy. Szanse te wynoszą 1:700000 (jeden do siedmiuset tysięcy).

 

obrazki2

Prawdopodobieństwo wytypowania w sposób przypadkowy spośród wszystkich sekund, które upłynęły od początku Wszechświata jednej konkretnej sekundy wynosi 1:1018, czyli 1 do 1000000000000000000

Z kolei możliwość złapania jednego oznaczonego atomu z wszystkich istniejących w kosmosie ma szanse jak 1:1080, czyli
1 do 100000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000000.

 

atom

 

Cytowany na wstępie Fred Hoyle wraz z kolegami przy użyciu zaawansowanych programów komputerowych wyliczył, że samo prawdopodobieństwo powstania 2000 protein koniecznych do życia Ameby wynosi 1:1040000 (1 i ok. 16 kartek z zerami).

No i przypomnijmy raz jeszcze, że możliwość przypadkowego powstania pojedynczej żywej komórki we Wszechświecie wynosi 1 do 104 478 296 (ponad 1800 kartek z zerami). A możliwość utworzenia się całego organizmu, w którym komórki współpracują ze sobą to 1:10340 000 000.

 

Gdybyśmy wzięli pod rozwagę cały organizm żyjącego człowieka, jak zrobili to ewolucjoniści tj. Francis Crick, Carl Sagan i L.M. Murkhin, otrzymalibyśmy prawdopodobieństwo zaistnienia tego zdarzenia na poziomie 1:102 000 000 000 (jeden do 10 do potęgi dwóch miliardów).Prawdopodobieństwo wyrażone tak małym ułamkiem mówi nam wyraźnie – to się nie mogło wydarzyć.

 

Zastanówmy się teraz nad kwestią prawdopodobieństwa ewolucji oraz stworzenia.

Zakładając, że szanse na zajście ewolucji wynoszą zaledwie 1:101000 (0,0000000000000…01%) to szanse na zaistnienie stworzenia są przeciwieństwem tej liczby i wynoszą 99,999…% (1000 dziewiątek po przecinku).

George Wald, znany w świecie ewolucjonista z Harvardu stwierdził, iż liczba 99,995% sprawia, że takie prawdopodobieństwo można przyjąć za pewniak wydarzenia. Z tego też powody dr Francis Crick, współodkrywca molekularnej struktury DNA i noblista pisał:

“Człowiek, który szanuje prawdę, mając dostęp do całej obecnej wiedzy ludzkości może jedynie stwierdzić, że pochodzenie życia jest niczym innym, jak cudem, ponieważ tak niezliczona ilość czynników musiałaby zajść, aby nastąpiło to samoistnie”

 

Ewolucyjny obóz naukowy wciąż próbuje w jakiś sposób tłumaczyć prawdziwość ewolucji chemicznej, która opiera się na ślepym doborze naturalnym oraz przypadkowych mutacjach genetycznych.

 

zegarek

 

Spróbujmy przeprowadzić niewielki eksperyment. – Do pudełka powkładajmy wszystkie malutkie części zegarka jak: śrubki, sprężynki, trybiki, wskazówki, itp., a następnie zacznijmy potrząsać tym pudelkiem, choćby i nieskończoną ilość razy, nawet przez wielce ogromny czas i ciekawe czy kiedykolwiek te małe części, same, przypadkowo połączą się w cały, kompletny zegarek, który jeszcze do tego sam też by się nakręcił? A pamiętać musimy przy tym również i to, że każdy ruch w trwającym już czasie doprowadzałby również do możliwości rozszczepiania się tych wielce przypadkowych i jakichś tam ewentualnych połączeń pojedynczych cząstek zegarka, (co w nauce określamy prawem Entropii).

Ważną rzeczą, na którą należy zwrócić uwagę rozważając prawdopodobieństwo jest norma fizyczna, którą wprowadził dr Emile Borel. Otóż jeżeli jakieś zdarzenie ma prawdopodobieństwo mniejsze niż 1:1050 to takie zdarzenie możemy uznać za niemożliwe do zajścia.

I jeszcze jeden przykład, aby ugruntować naszą wiedzę. Jak wskazują matematycy i fizycy w jednym z filmów popularnonaukowych – prawdopodobieństwo, że tylko jedna proteina z ludzkiego ciała składająca się ze 100 aminokwasów miałaby powstać przypadkowo wynosi 1:1065. To mniej więcej tak, jakbyśmy znaleźli przypadkiem na ulicy zwycięski kupon lotto… i na dodatek znajdowalibyśmy taki sam kupon przez kolejne 1000 lat dzień w dzień. Jak myślisz, czy to możliwe?

Jeden z bardziej szanowanych obecnie biochemików, dr. Michael J. Beche, w jednym ze swych artykułów o mechanizmach molekularnych w biologii przyrównywał szanse przypadkowego znalezienia tylko jednej nowej funkcjonalnej struktury białka do szansy na znalezienie ziarenka piasku z wyrytym kształtem krzyżyka i ukrytego gdzieś na Saharze. Po trzykrotnym schowaniu i odnalezieniu. Jak myślisz, czy to możliwe?

 

“Prawdopodobieństwo przypadkowego powstania życia jest równe prawdopodobieństwu powstania kompletnego słownika w wyniku eksplozji w drukarni” (prof. Edwin Conlin, biolog) Jak myślisz, czy to możliwe?

 

Jeden z najwybitniejszych naukowców XX wieku, sir Fred Hoyle i jeden z pierwszych badaczy, który publicznie odrzucił teorię ewolucji chemicznej z przypadku, w ten sposób argumentował przeciwko możliwości samodzielnego powstania życia:

“Na wysypisku śmieci są porozkręcane i rozrzucone wszystkie fragmenty i części Boeinga 747. Przez wysypisko przypadkowo przechodzi tornado. Jakie są szanse na to, że po przejściu tornada znajdziemy tam kompletny i złożony, gotowy do lotu samolot?”

 

“Szanse na powstanie choćby jednego z polimerów żywego organizmu są równe szansie na to, iż niewidomi w licznie wypełniającej Układ Słoneczny równocześnie ułożą kostkę Rubika.”

 

“Niezależnie od wielkości branego pod uwagę środowiska, życie nie mogło mieć przypadkowego początku. Posadzenie do napisania dzieł Szekspira stada małp nie byłoby dobrym pomysłem, gdyż nie starczyłoby dla nich miejsca w całym Wszechświecie. A tym bardziej na śmietniki, które musiałyby pomieścić kartki z nieudanymi próbami.”

 

Jak myślisz, czy to możliwe?

 

Nie zważając na tak liczne i oczywiste dowody, ewolucjoniści wciąż próbują przeciągać na swoją stronę renomowanych matematyków z dodatkową wiedzą z zakresu biologii i biochemii. Dzięki przemyśleniom zawartym w opracowaniu dr Kazimierza Jodkowskiego na temat metodologicznych aspektów kontrowersji na linii ewolcjonizm-kreacjonizm możemy podsumować nasz artykuł.

Na jednej z takich debat ewolucjonistów m.in. z matematykami negującymi możliwość powstania życia w drodze ślepego doboru naturalnego i przypadkowych mutacji, uznany biofizyk, specjalista teorii informacji i inżynierii biomedycznej oraz programów instrumentalnych z ze słynnego Massachesetts Institute of Technology w U.S.A., który dokonał odpowiednich, szczegółowych badań z wykorzystaniem systemów komputerowych, postawił następującą konkluzję:

– geny człowieka zawieraj w sobie prawie miliard nukleotydów i bez znaczenia jak dokonywano owych obliczeń, zawsze otrzymywano podobną konkluzję, wskazującą na to, że okres trwania życia na ziemi w ogóle nie jest wystarczający, aby wszystkie owe nukleotydy i zawarta w nich informacja zaistniały przez przypadkowe mutacje.

 

Z kolei inni naukowiec stwierdził:

“Zarówno cząsteczki RNA jak i DNA nie mogą zachować zapisanych w nich informacji przez dłuższy okres czasu, gdyż cząsteczki kwasów nukleinowych z upływem czasu rozpadają się na fragmenty. Żeby zachować w nich informację na dłużej, muszą być oczyszczane. Jednak ten proces zachodzi tylko w organizmach żywych.” – * źródło: Informacja opracowana/ przytoczona na podłożu źródłowym i w oparciu o: Kazimierz Jodkowski, Metodologiczne aspekty kontrowersji ewolucjonizm-kreacjonizm, „Realizm. Racjonalność. Relatywizm”, Wydawnictwo UMCS, Lublin 1998, s. 121-177. Rozdział 2 pt. „Ewolucjonizm bez Darwina?”

 

Myślę że warto też przytoczyć tutaj twierdzenia dra Hubert Yockey, fizyka i teoretyka informacji:

“Zakładając, że w danej cząsteczce białka co sekundę zachodziłaby mutacji, wówczas ta jedna cząsteczka byłaby obecnie w zaledwie 43% utworzona z powodu braku czasu, który upłynął od początku Wszechświata.”

“Istnienie pierwotnej zupy, w której miało powstać życie jest równie nieprawdopodobne, co istnienie perpetuum mobile.”

 

A więc, czy wciąż jeszcze uważasz (patrząc całkiem logicznie), że możliwość przypadkowego powstania życia w drodze ślepego doboru naturalnego ewolucji chemicznej, czy też przypadkowych przeistoczeń mutacji w jej obrębie,jest wciąż do przyjęcia? – Wskazani tu matematycy i naukowcy bynajmniej niewidzą takich szans!

 

A więc, czy wciąż jeszcze uważasz (patrzc całkiem logicznie), że możliwość przypadkowego powstania życia w drodze ślepego doboru naturalnego
ewolucji chemicznej, czy też przypadkowych przeistoczeń mutacji w jej obrębie, jest wciąż do przyjęcia? – Wskazani tu matematycy i naukowcy bynajmniej nie
widzą takich szans!Zakończmy, więc to nasze opracowanie tym samym argumentem przytoczonym tu już wcześniej na początku tego opracowania, a mianowicie – przedstawiony tu powyżej naukowiec o międzynarodowej reputacji, jeden z najbardziej uznanych i nagradzanych naukowców na świecie (patrz biografia powyżej), były agnostyk astrofizyk, astronom, kosmolog i matematyk w jednej osobie, Fred Hoyle, powiedział:

„Prawdopodobieństwo utworzenia życia z materii nieożywionej jest liczbą z 40 tysiącami zer po niej. To wystarczy, by pogrzebać Darwina i całą teorię ewolucji. Nie było żadnej zupy kwantowej, ani na tej planecie, ani na żadnej innej, a skoro początki życia nie były przypadkowe to musiały być produktem celowo działającej
inteligencji.” -Fred Hoyle.

 

 

źródło: opracowane na podstawie informacji zawartych w “What is the Probability of Evolution Occurring Solely by Natural Means? by Dr. John Ankerberg and Dr. John Weldon (Jakie Jest Prawdopodobieństw Zajścia Ewolucji Jedynie za Pomocą Możliwości Naturalnych) oraz informacji zawartych w opracowaniu z  Ankenberg Theological Research Institute / i w oparciu o dodatkowe wskaz. w pow. informacje źródłowe oraz inne źródła.

źródło: Informacja opracowana/ przytoczona na podłożu źródłowym i w oparciu o: Kazimierz Jodkowski, Metodologiczne aspekty kontrowersji ewolucjonizm-kreacjonizm, „Realizm. Racjonalność. Relatywizm”, Wydawnictwo UMCS, Lublin 1998, s. 121-177. Rozdział 2 pt. „Ewolucjonizm bez Darwina?”

„Bóg jest gentlemanem i nigdy nie wchodzi do życia nieproszony. To diabeł wchodzi do życia z buciorami..”- to bardzo mocne słowa Adama, którymi rozpoczyna swoje świadectwo. Teraz jest w bardzo bliskiej relacji ze Stwórcą, opowiada ludziom o Bogu, jednak nie zawsze tak było. Kiedyś żył w przekonani, że religia, jakakolwiek, jest ogłupiaczem i opium dla ludzi, jest bezwartościowa, że szkoda marnować na nią cenny czas.

Rok 1998 był dla niego bolesnym i zarazem przełomowym doświadczeniem, gdyż zmarł mu brat. Takiego bólu i pustki nie doznał nawet po śmierci rodziców. Depresja, myśli samobójcze, okultyzm, narkotyki i alkohol – totalna autodestrukcja. Przeżył „atak serca” po zażyciu marihuany z domieszką chemikaliów; czuł wtedy, jakby przytłaczało go kilka ton metalu, nie był w stanie nawet wydobyć z siebie głosu. Wtedy zaczął się modlić i stał się cud! Momentalnie otrzeźwiał, serce się uspokoiło, wróciło mu czucie w ciele. To był przełom na drodze jego wiary. Zaczął wierzyć w Boga i podążać Jego ścieżkami. „Jezu, jeżeli istniejesz, to przepraszam Cie za to..” Doświadczył tego, że Bóg mu wybaczył. Jezus dał mu nowe życie, pokój w sercu i siłę, by głosić Jego chwałę wśród ludzi.

Od wielu lat panuje przekonanie, jakoby Ziemia liczyła sobie ponad 4,5 miliarda lat i powstała wskutek powolnego chłodzenia się gorącej masy – teoria wielkiego wybuchu i ewolucji. Lecz jeśli ludzie, którzy w to wierzą nie uwzględnili wszystkich dowodów, jeśli się mylą, w takim razie ile Ziemia ma rzeczywiście lat?

Dowody na młody wiek Ziemi znalazł pewien naukowiec – dr. Robert Gentry.

W 1977 roku postawił on wyzwanie teorii ewolucji publikując swoje badania. Stwierdził, że prawa fizyki, jakie znamy obecnie nijak maja się do zjawisk zachodzących w przeszłości. Odkrył również, że skorupa ziemska zastygła natychmiast, nie zaś przez miliony lat. Odkrył on również, że węgiel i ropa naftowa nie potrzebują tak długiego czasu powstawania jak wcześniej sądzono, że powstały w ciągu kilku tysięcy lat. Badał on pokłady węgla w Utah i próbował odpowiedzieć na pytanie „ile czasu potrzeba by. drewno zamieniło się w węgiel?”.

Uzyskiwał on odpowiedzi za pomocą wielu eksperymentów i doświadczeń w laboratorium. Dzięki porównywaniu i obserwacjom doszedł do wniosku, iż możliwym jest, że węgiel wcale nie ma 100 tys. lat, skoro w warunkach laboratoryjnych można go otrzymać z drewna w zaledwie kilka tygodni. Mógł powstać w krótkim (1000- 3000 lat) czasie, a drzewa z których powstał zostały zasypane jednocześnie (co przeczy podziałowi geologicznemu ziemi, jaki stworzyli ewolucjoniści). Naukowcy w zaledwie 1 rok wyprodukowali syntetyczny węgiel z surowców naturalnych, który jest nie do odróżnienia pod względem właściwości i struktury, jak węgiel datowany na 140 tys. lat.

Istnieje wiele dowodów na to, że roślinność, dzięki której powstał węgiel została zasypana w jednakowym czasie, o czym środowisko naukowe milczy. Istnieje także wiele zagadek geologicznych, których naukowcy nie są w stanie wyjaśnić za pomocą teorii ewolucji i kolumną geologiczną.

Czy jest zatem model powstania Ziemi w krótkim czasie, do którego pasowały by powyższe zjawiska? Oczywiście, że jest. To Kreacjonizm i opiera się na Biblii. Teoria ta mówi, że Ziemia liczy sobie ok 6000 lat (to o wiele mniej niż 4,5 miliarda lat) i zakłada, że początkowo na jej większości powierzchni rosła bujna roślinność. Po ok.1700 latach roślinność ta została zniszczona przez światowy potop, który zalał całą roślinność i zwierzęta. Kiedy woda opadała wypiętrzyły się góry. A z tego co zostało zasypane wskutek erozji i innych procesów chemicznych powstała ropa i węgiel. Wielki potop i teoria płyt kontynentalnych wyjaśnia również powstanie Wielkiego Kanionu. Dotychczas uważano, że to rzeka Colorado przez miliony lat drążąc skały ukształtowała Kaniom. Jednak jak taka mała i słaba w gruncie rzeczy rzeka mogłaby stworzyć tak duży obszar? Nie mogłaby. Ponieważ to wody potopu niosąc wielkie zwały mułu i błota osadziły się i wypiętrzyły Kanion, a rzeka Colorado jest tylko jego pozostałością.

Mimo rozpowszechniania się kreacjonistycznego modelu powstania Ziemi nadal w szkołach naucza się tylko jednej wersji uważając ja za jedyną i słuszną. Dlaczego? Trudno jest udzielić odpowiedzi na to pytanie. Jednak najważniejsze pytanie jest takie: W co Ty uwierzysz?

 

Seminarium składające się z cyklu 8 filmów, głoszone przez dr. Kenta Hovinda, człowieka pokładającego ufność w słowa zawarte w Biblii. Pan Kent jest w związku małżeńskim ponad 30 lat ojcem trójki dzieci. Doktor nauk chrześcijańskich, który wierzy w Boga, nie neguje nauki i wynikającego z niej postępu, lecz krytykuje zafałszowanie wiedzy i kłamliwe jej przekazywanie. Podczas słuchania możesz napotkać na kilka pominiętych tematów lub niedopowiedzenia wiele z nich znajdziesz w 7 i 8 części z pytaniami i odpowiedziami.

Niektóre rzeczy naprawdę warto samemu przemyśleć i zdecydować, po której stronie się stoi. Wszystko prędzej czy później prowadzi do Wielkiego Kreatora, Stwórcy, Boga (jakkolwiek byśmy Go nie nazwali).

 

Wiek ziemi 1/8:

W tej części zaczyna on od początku. Mówi o ewolucjonistach i kreacjonizmie. Pokazuje czym kierują się religie tego świata, nie wyłączając ateizmu (przecież by udowodnić nieistnienie Boga, najpierw trzeba w to uwierzyć ).
Każda religia próbuje odpowiedzieć na 4 podstawowe pytania: Kim jestem?, Skąd pochodzę?, Po co jestem?, Dokąd pójdę po śmierci?

Podważa on teorię o wielkim wybuchu i powstaniu z niczego. Opowiada o wydarzeniach w Księdze Rodzaju i manipulacjach Szatana, pokazując jakim jest kłamcą. To Szatan w ogrodzie Eden ukuł powiedzenie, że „człowiek może stać się Bogiem.”.

 

Ogród Eden 2/8:

Ten odcinek opowiada o życiu na ziemi przed wielkim potopem, o Edenie – miejscu, gdzie Bóg stworzył człowieka, oraz o tym jak to możliwe, że długość życia ludzi wynosiła nawet 900 lat. Jednocześnie obala on teorię o przerwie czasowej, trwającej miliony lat (pogląd próbujący pogodzić kreacjonizm i ewolucjonizm). Wskazuje on również na różnice, ale nie w Słowie Bożym (które się nie zmienia) lecz w tłumaczeniu (język i znaczenia poszczególnych słów w ciągu wieków ulegają zmianie np. „cool” dawniej chłodny, dziś znaczy fajowy/na czasie itp.).

Na koniec podaje fakty i mity odnośnie jaskiniowców i „brakujących ogniw ewolucji” oraz manipulacjach opinią publiczną, jakie temu towarzyszą. Warto obejrzeć ten odcinek, ponieważ może on zmienić nasze spojrzenie na świat.

 

Dinozaury i Biblia 3/8:

To, że dinozaury istniały to fakt. Jednak cały spór toczy się o to czy żyły one miliony lat temu, czy tylko kilka tysięcy lat temu. Dr. Hovind twierdzi, że człowiek – wbrew ogólnym opiniom- żył razem z dinozaurami. A ponieważ jak do tej pory najbardziej wiarygodnymi dowodami są skamieliny, pokazuje on, że istnieją takie, świadczące o tym, iż dinozaury były współczesne człowiekowi, które są pomijane w podręcznikach, czy pismach branżowych, ponieważ podważają one teorie ewolucji i wielkiego wybuchu.

 

Kłamstwa w podręcznikach 4/8:

Ten epizod demaskuje wszystko to, co się dzieje na świecie, a mianowicie kłamstwa i manipulacje sfer rządzących, które przenikają nawet do podręczników szkolnych. Nie chodzi tylko o poglądy Darwina i jego ewolucjonizm, lecz także o wiek ziemi, jaskiniowców czy dinozaury, chodzi także o podstawowe prawa geofizyczne i inne procesy zachodzące w przyrodzie, które zamiast coś udowadniać jeszcze dobitniej pokazują fałsz poszczególnych teorii (kolumna goelogiczna). A niewygodne dowodowy i fakty ukrywa się przed opinią publiczną, by wszystko do siebie pasowało. Jednak prawda zawsze wyjdzie na jaw, prędzej czy później.

Wg. Praw różnych stanów Ameryki podręczniki powinny być dokładne, oparte na faktach a teorie wyraźnie zaznaczone, nauczyciel zaś nie powinien blokować nowych faktów i teorii. Niestety są to martwe przepisy, gdyż nadal podaje się nieprawdę ucząc dzieci kłamstw. Nie podaje się innych informacji poza tym, które potwierdzają i wyjaśniają ewolucję. Natomiast „wiedza” jest oparta na założeniach wyssanych z palca. Warto sprawdzić samemu co jest prawdą a co fikcją w podręcznikach i wyciągnąć własne wnioski.

 

Zagrożenia ewolucji 5/8:

„Ewolucja to nie tylko idea, to bardzo niebezpieczna filozofia” tak zaczyna swój występ dr. Kent. W innych częściach seminarium nazywa ją religią, co samo w sobie nie jest jeszcze złe i nie powoduje zagrożeń. Jednak niestety w każdej religii występują fanatycy i fundamentaliści, którzy mogą być niebezpieczni, a ich działania tragiczne w skutkach. Historia zna wiele przypadków ludzkiego okrucieństwa z powodu idei. Choćby Hitler, który wierząc w dobór naturalny myślał iż wybijając Żydów (według niego gorszych) przysłuży się matce naturze. Wiele młodych osób (głównie w Ameryce) popełnia zbrodnie, bo wierzą w błędne idee wynikające z kłamstw o ewolucji. To w co się wierzy determinuje zachowanie. Skoro wmówiono ludziom, Ze nie ma Boga, ludzie szybko stwierdzili, ze w takim razie sami będą bogami (natura nie znosi próżni.). W taki sposób zrodziła się idea Humanizmu a z niego marksizm, komunizm, czy nazizm, a dalej okrucieństwo i ludobójstwa, nierzadko w imię wyższych celów (znanych tylko twórcy idei jak Hitler czy Stalin) lub nauki.

„Ewolucja to zła nauka poparta kłamstwami […] przynosi zły owoc”. Skutki tej nauki są złe i niegodziwe, gdyż ucząc dzieci że są zwierzętami, ze nie ma absolutu i norm moralnych niczego dobrego nie osiągniemy. Jeśli każdy będzie uważał się za najważniejszego jedyne do czego możemy dojść to ciągłe wojny i niezgoda.

 

Dr Kent Hovind – Teoria Hovinda 6/8:

To teoria która w znakomity i ciekawy sposób łączy wiedzę spisaną w Biblii z nauką. Hovind przez większą część swego życia był nauczycielem, jednak znudziły go kłamstwa przekazywane z pokolenia na pokolenie odkąd wiarę i Biblie zastąpiono w podręcznikach teorią ewolucji, która (jak uważa on i wielu innych) jest wyssana z palca i nieprawdziwa.

Z pierwszej części znamy już odpowiedzi na pytania o powstanie świata i wiek ziemi. Nie możemy zapomnieć o wielkim potopie, który pozostawił swoje ślady do dzisiaj (skamieliny), by ludzie pamiętali o boskim sądzie nad grzechem. Bóg nie mógł zabić wszystkiego i ocalić tylko Noego i jego rodziny, gdyż nikt by o tym nie pamiętał. Wiele zjawisk zachodzących w przyrodzie najlepiej wyjaśnia teoria wielkiego potopu, choćby warstwy ziemi, złoża węgla czy ropy, ukształtowanie terenów (morza, góry np. Wielki Kanion). Warto przyjrzeć się tej teorii, gdyż objaśnia więcej niż teoria ewolucji, bez powoływania się w kółko na te same argumenty (skamieliny datuje się wg kolumny geologicznej, a wiek warstw kolumny na podstawie skamielin).

 

Pytania i odpowiedzi  7/8:

 

Pytania i odpowiedzi  8/8:

„Każdy z nas ma takie pytanie, na które poszukuje odpowiedzi..” ta część poświęcona jest odpowiedziom na najczęściej zadawane pytania. Dr. Hovind stara się szczegółowo wyjaśnić o co chodzi w każdym problemie.

Uważam, że dobrze jest poświęcić trochę czasu na zapoznanie się z tym, co dr.Kent ma do powiedzenia, łączy on procesy geofizyczne z wiedzą zawartą w Biblii, w której niejednokrotnie zostało wytłumaczone więcej niż mogłoby nam się wydawać. Bardzo ciekawie i z ogromnym poczuciem humoru opowiada o wielu kwestiach związanych z teoriami o powstaniu świata.

 

 

„Bóg podarował nam niesamowity i fascynujący świat, który możemy badać i zamieszkiwać.” – William Phillips – noblista w dziedzinie fizyki

 

Czy przybysze z kosmosu mieli wpływ na powstanie ziemskiego życia?

Wielu jest na świecie zwolenników teorii panspermii zakładającej, że życie na Ziemię przybyło z kosmosu. W ten sposób osoby te pomijają Boga nie uznając go za Stworzyciela Wszechświata, a wierzą, że obce kosmiczne cywilizacje mogły przyczynić się do powstania życia na Ziemi. Spróbujemy w tym artykule wykorzystać zarówno naukowe jak i logiczne argumenty, by przedyskutować tę kwestię.

 

satelita

 

Argumenty naukowe:

1 W próbkach materii kosmicznej brak śladów życia.

Zarówno badania prowadzone przez sondy kosmiczne i teleskopy, jak i dokładna analiza próbek, które zostały na nich pobrane lub przybyły w postaci meteorytów na Ziemię sugerują, że życie na pozostałych planetach Układu Słonecznego najzwyczajniej nie istnieje.

 

2 Sygnały wysyłane w kosmos pozostają bez odpowiedzi

Od wielu lat wysyłane w przestrzeń kosmiczną sygnały jak dotąd nie wywołały żadnej odpowiedzi. Trud badaczy, którzy wciąż niestrudzenie poszukują przejawów życia na innych planetach wciąż nie przynosi efektu. Istnienie innych cywilizacji jest więc mało prawdopodobne.

 

3 Matematyczne nieprawdopodobieństwo

Naukowcy z różnych dziedzin nauki zainteresowali się prawdopodobieństwem z jakim przypadkowo powstałe w kosmosie życie mogłoby do nas przypadkowo trafić. Wniosek jest jeden – jest to praktycznie niemożliwe. Prawdopodobieństwo, że to się nie wydarzy jest dużo wyższe niż dokładnie obliczona liczba atomów we wszechświecie wynosząca 104478296 (1 z 4478296 zerami). Jak dowodzi prof. Harold Morowitz (biofizyk z Uniwesytetu Yale), szanse na samodzielne uformowanie się życia na Ziemi to 1:10340000000. Dla porównania i zobrazowania, jak małe to szanse obliczmy ile sekund istnieje wszechświat (wg teorii Wielkiego Wybuchu): 15 miliardów lat = 15 x 365 dni w roku x 24 h x 60 minut x 60 sekund = 1018 (dziesięć do potęgi – zaledwie – osiemnastej).

Odkrywca prawa rachunku prawdopodobieństwa, dr Emile Borel, wskazywał, że jeżeli jakieś zdarzenie ma prawdopodobieństwo mniejsze niż 1:1050, to można je uważać za niemożliwe do zajścia niezależnie od ilości dostępnego czasu i zasobów.

 

4 Brak czasu.

W inny sposób przedstawiał problem powstania życia w kosmosie fizyk, dr Hubert Yockey. Dowodził on, że samoistne powstanie życia w pierwotnej zupie (mieszance aminokwasów i innych związków organicznych) jest równie nieprawdopodobny co perpetuum mobile. Nawet jeżeli do powstającej cząsteczki białka co sekundę samoistnie byłby dołączany kolejny aminokwas (co samo w sobie jest absurdalnym założeniem) to białko to, byłoby obecnie w zaledwie 43% swej drogi powstania, bo nie miałoby wystarczającej ilości czasu, który upłynął od Wielkiego Wybuchu.

Sir Fred Hoyle, znany na świecie brytyjski matematyk, astronom, kosmolog i astrofizyk odrzucając w 1981 roku hipotezę ewolucji chemicznej zrobił wielkie poruszenie w świecie naukowym. A w ten sposób argumentował nieprawdopodobieństwo powstania życia samoistnie:

„Prawdopodobieństwo powstania choćby jednego z polimerów żywych organizmów przez przypadek jest równe prawdopodobieństwu, że niewidomi całkowicie w liczbie wypełniającej przestrzeń Układu Słonecznego i obracający w rękach kostkę Rubika, ułożą ją prawidłowo i równocześnie.”

„Szansa że wyższa forma życia mogłaby się pojawić w ten sposób [samoistny] jest porównywalna z szansą, że tornado przechodzące przez wysypisko mogłoby złożyć Boeinga 747 z dostępnych tam materiałów.”

„Nie istotne, jak ogromne środowisko jest brane pod uwagę. Życie nie mogło mieć przypadkowego początku. Stada małp bębniące na chybił trafił na maszynach do pisania nie mogłyby stworzyć dzieł Szekspira z tej prostej przyczyny, że cały dostępny obserwacjom kosmos nie jest wystarczająco olbrzymi by pomieścić tak liczne hordy małp, niezbędne maszyny do pisania i, z pewnością, niezbędne kubły na śmieci, do których wyrzucano by nieudane próby. Identycznie rzecz ma się z ożywioną materią.”

 

 

czasteczki

 

5 Zbyt duże odległości.

Nie jest możliwe podróżowanie w kosmosie z tej prostej przyczyny, iż Wszechświat jest zbyt duży, nawet gdyby możliwe było podróżowanie z prędkością światła lub większą.

Z czysto teoretycznego punktu widzenia, zakładając że obce cywilizacje istnieją gdziekolwiek we wszechświecie to i tak podróże kosmiczne są niemożliwe. Jak już wykazał Albert Einstein – żaden obiekt fizyczny nie może osiągnąć prędkości światła, w przeciwnym razie masa tego obiektu wzrosłaby nieskończenie. A na dodatek Wszechświat jest tak wielki, iż na pokonanie naszej galaktyki światło potrzebuje 100 000 lat świetlnych, a z kolei by przebyć drogę z centrum do granic Wszechświata – 100 miliardów lat świetlnych.

Niemożliwe są kontakty z jakąkolwiek obcą cywilizacją właśnie ze względu na ogrom dostępnej przestrzeni. Wysłanie sygnału z Ziemi na inną zamieszkaną planetę mogłoby zająć nawet parę milionów lat ziemskich nie wspominając o podróżach międzygwiezdnych olbrzymimi, fizycznymi statkami.

 

6 Pozostałe czynniki.

Podróże międzygwiezdne z prędkością zbliżoną do świetlnej są obarczone jeszcze jednym problemem. Przy tak dużej prędkości jakiekolwiek zetknięcie z pyłem gwiezdnym, choćby wielkości ziarnka piasku, spowodowałoby ogromną katastrofę niszcząc przemierzający kosmos statek. Jak stwierdził Frank Drake, zderzenie z cząstką o minimalnej masie kilku gram porównać można do wybuchu bomby atomowej.

 

7 Unikalność Ziemi.

Ziemia jest planetą jedyną w swoim rodzaju. Istnieją bardzo małe szanse na to, by podobna planeta znalazła się gdzieś w przestrzeni. Samo prawdopodobieństwo powstania tego typu planety o zbliżonych warunkach, dających cień szansy na przetrwanie życia, wynosi 1/1076.

Ponadto naukowcy nie pozostawiają złudzeń. Nasz Wszechświat jest wyjątkowo nieprzyjazny, by mogło w nim powstać i rozwijać się życie.

Stworzono więc hipotezę Jedynej Ziemi. Mówi ona o tym, że by powstało na innej planecie równie złożone, wielokomórkowe życie musiałyby zaistnieć liczne czynniki biologiczne, fizyczne czy nawet geologiczne, których ilość jest tak wielka, że taki łańcuch życia nie miałby możliwości powtórnego zaistnienia.

Wnioski są takie, iż nasza planeta jest na równi w wyjątkowo szczęśliwym, co rzadkim położeniu i zachodzi bardzo duże prawdopodobieństwo, że jest unikalną planetą w całym Wszechświecie.

Śmiało możemy wywnioskować z powyższych stwierdzeń, że powstanie Ziemi i tak szczególnych warunków na niej panujących nie mogło być kwestią przypadku, lecz wynikiem celowego działania inteligentnej osobowości, Siły Stwórczej.

A oto kilka wybranych parametrów (z ponad 200), które są kluczowe dla powstania na Ziemi życia (lista stworzona przez kanadyjskiego astrofizyka, dra Hugh Rossa):

  • właściwa strefa w galaktyce;
  • Słońce, które posiada odpowiednią wielkość;
  • odpowiedni układ planetarny;
  • odpowiednia wielkość planety;
  • satelita – Księżyc – o odpowiedniej wielkości;
  • dobrze dopasowana siła pola magnetycznego;
  • sprzyjające ruchy tektoniczne;
  • idealny skład atmosfery i temperatura;
  • i inne…

Prawdopodobieństwo zaistnienia jednocześnie tych i podobnych czynników przy skończonej ilości planet we Wszechświecie jest tak małe, że trudno uwierzyć tu w przypadek.
To musi być celowy i inteligentny projekt.

W latach 60. ubiegłego stulecia dr Frank Drake zaproponował równanie, które określa ile cywilizacji technologicznych może istnieć w naszej galaktyce, a raczej próbuje wyjaśnić mechanizmy rządzące powstaniem innych cywilizacji w kosmosie.

Równanie Drake’a przedstawia się ono następująco:

N = R* · fp · ne · fl · fi · fc · L

 

gdzie:

N – liczba możliwych do skomunikowania się z nami cywilizacji pozaziemskich
R* – tempo w jakim powstają gwiazdy w Drodze Mlecznej
fpilość gwiazd wokół których krążą planety
neodsetek planet w odpowiedniej odległości od gwiazdy, tzw. ekosferze
flilość planet, na których rzeczywiście powstanie życie
fiilość planet, na których powstanie inteligentne życie (powstanie cywilizacja)
fcilość cywilizacji chętnych do skomunikowania z Ziemią
L – długość istnienia tych cywilizacji

 

Obecnie liczba cywilizacji zaobserwowanych w galaktyce wynosi 1 i jest to cywilizacja Ziemska. Fakt ten w zestawieniu z Równaniem Drake’a doprowadza nas do tzw. paradoksu Fermiego.

Paradoks Fermiego:
to wprost zauważalna sprzeczność, w której z jednej strony szacuje się wysokie prawdopodobieństwo istnienia cywilizacji pozaziemskich, a z drugiej strony kompletny brak śladów ich istnienia.

Na pierwszy rzut oka wielkość oraz wiek Wszechświata pozwala przypuszczać, że życie pozaziemskie powinno być dość często spotykane. To właśnie Enrico Fermi w roku 1950 zadał proste pytanie przynoszące mu sławę: Gdzie Oni są?. A wyjaśniając pytanie tłumaczył, że powinny być jakiekolwiek ślady w znanej nam części galaktyki w postaci sygnałów, sond czy statków kosmicznych, które by dowodziły istnienia pozaziemskich cywilizacji.

 

Definicja paradoksu Fermiego:

“Kosmos jest tak duży i istnieje tak długo, że należy założyć, że istnieje mnóstwo zaawansowanych w rozwoju cywilizacji pozaziemskich. Ale teza ta upada pod własnym ciężarem z braku dowodów istnienia owych cywilizacji.”

 

Pierwsza część paradoksu, zwana argumentem skali jest wynikiem obserwacji ilości gwiazd w naszej galaktyce (ok. 250 miliardów) oraz Wszechświecie (70 tryliardów). Zgodnie z zasadą kopernikańską, mówiącą że Ziemie nie jest szczególną planetą we Wszechświecie, bo podobnych jej jest wiele, można by przypuszczać, że nawet przy ułamkowym procencie planet, na których powstało życie, wciąż wiele powinno znajdować się w samej Drodze Mlecznej.

Dla co bardziej dociekliwych osób, przedstawiam poniżej szczegółowe rozwinięcie informacji o czynnikach decydujących dla powstania życia.

 

ziemia

 

+ Hipoteza Rzadkiej Ziemi

Hipoteza Rzadkiej Ziemi powstała jako wypadkowa wszystkich zbiegów okoliczności, które przyczyniły się do powstania na Ziemi życia. Najbardziej istotnie z nich to:

Strefa życia w obrębie galaktyki

Wszechświat nie jest miejscem sprzyjającym powstawaniu życia. Podczas gdy oddalamy się od centrum galaktyki zachodzi szereg czynników wpływających na szanse powstania życia:

  • zmniejsza się ilość koniecznych do powstania życia pierwiastków cięższych od litu;
  • spada siła szkodliwego promieniowania gamma, którego źródłem są czarna dziura w centrum galaktyki oraz okoliczne gwizdy neutronowe;
  • coraz rzadsze są pobliskie wybuchy supernowych;
  • zmniejsza się częstotliwość trafiania planet przez groźne bolidy powstające na skutek zaburzeń torów gwiazd i planetozymali.

 

Połączenie powyższych czynników sprawia, że jedynie wąski pas w odpowiedniej odległości od środka galaktyki nadaje się dla planety, na której jest życie.

Warunkiem przetrwania i rozwoju życia jest istnienie stabilnych warunków przez miliony lat. Dlatego gwiazda, wokół której krąży planet powinna mieć orbitę wokół jądra galaktyki najbardziej zbliżoną do koła i jednocześnie unikać ramion i innych niebezpiecznych regionów. Szacuje się, że jedynie 5% gwiazd w Drodze Mlecznej spełnia takie warunki.

Właśnie taką, prawie idealną, orbitę ma Słońce. Jedynie raz na 100 milionów lat zdarza się przecięcie z ramieniem galaktyki, jednak jak widzimy ta sytuacja nie wyklucza istnienia życia.

 

Odpowiedni typ gwiazdy macierzystej

Powszechna jest opinia naukowców, iż życie rozwinie się jedynie na planetach krążących wokół gwiazd o odpowiednim rozmiarze. Zbyt duże gwiazdy emitują nadmiar promieniowania UV, które działa destrukcyjnie na życie, a na dodatek takie gwiazdy mają tendencję do zbyt szybkiego wypalania, po którym następuje eksplozja tzw. supernowej. Z nich potem powstają czarne dziury lub gwiazdy neutronowe.

Wiemy również, że istnienie złożonego życia wymaga obecności ciekłej wody. Dlatego temperatury panujące na planecie muszą na to pozwalać. Zakres dopuszczalnych odległości od gwiazdy został obliczony przez Kastinga na 0,95-1,15 jednostki astronomicznej. Stąd w układach, gdzie gwiazdą są czerwone karły tylko planety o bardzo małych orbitach mają szansę na utrzymanie wody w stanie ciekłym, ale z drugiej strony nie rotują, przez co jedna ich połowa jest gorąca, a druga zimna. Tego typu gwiazdy stanowią znaczącą większość wszystkich gwiazd.

Kolejnym ograniczeniem dla zaistnienia życia jest brak pierwiastków cięższych od litu, bez których nie mogą istnieć żadne znane nam złożone związki organiczne. Jedyne znane badaczom źródło cięższych pierwiastków są wybuchy supernowych. Znakomita większość ciał niebieskich jest uboga w tego typu pierwiastki. A najwięcej gwiazd o właściwym składzie chemicznym istnieje na obrzeżach dużych galaktyk spiralnych.

 

Układy planetarne

W obrębie układów planetarnych porusza się duża ilość asteroid i komet, których drogi często kolidują z drogami planet. Tego typu zderzenia stanowią poważne zagrożenie dla życia na planecie. Pewną ochronę przed tymi zdarzeniami stanowią odpowiednio duże planety, które dzięki swej sile przyciągania ściągają na siebie te uderzenia oraz pod wpływem grawitacji wyrzucają obiekty poza dany układ planetarny. Z drugiej strony nie może być tych planet zbyt dużo, bo mogłyby zaburzać orbity innych, mniejszych planet. Dla przykładu w naszym Układzie Słonecznym takim strażnikiem przed asteroidami jest Jowisz.

 

Rozmiar planet

Gdy planeta jest mała, mała jest również jej atmosfera, a przez to temperatury na powierzchni są bardzo niestabilne. Zbyt duża ilość promieniowania docierającego do powierzchni uniemożliwia istnienie oceanów, chyba że przykryte by były warstwą lodu, jak na księżycu Jowisza – Europie.

Natomiast gdy planety są zbyt duże, to siła grawitacji uniemożliwia powstawanie kontynentów i gór. Dlatego, gdyby na takiej planecie były oceany, to praktycznie zajmowałyby całą powierzchnię planety. Istnienie odsłoniętych skał jest warunkiem odpowiedniej cyrkulacji CO2.

 

Rozmiar księżyca

Ziemia jest w wyjątkowo szczęśliwym położeniu mając duży księżyc. Wg obecnej wiedzy naukowców Księżyc wytworzył się na skutek zderzenia Ziemi z niewiele mniejszym obiektem, które to zderzenie wprawiło Ziemię w ruch obrotowy i nachyliło jej oś. Dzięki temu mogą istnieć pory roku, wahania temperatury nie są uciążliwe i może zachodzić fotosynteza.

Silne pływy morskie wywołane grawitacją Księżyca przy jego braku byłyby bardzo słabe. A są one bardzo istotne w procesie powstania i ewolucji życia.

 

Magnetosfera

Wiatr słoneczny i promieniowanie kosmiczne działają zabójczo na biosferę Ziemi, a jedyną ochroną przed nimi jest pole magnetyczne. Wytwarza się ono dzięki istniejącym w płynnym żelaznym jądrze ziemi prądów magnetohydrodynamicznych. Jądro może utrzymać swój płynny stan skupienia dzięki energii z rozpadu pierwiastków radioaktywnych, takich jak uran(238), tor(232) czy potas(40). Są to bardzo rzadkie w kosmosie pierwiastki, dlatego bardzo mało układów planetarnych ma szansę na wytworzenie wokół planet pól magnetycznych.

 

Ruchy tektoniczne

Choć to mało oczywiste, to ruchy tektoniczne mają znaczący wpływa na regulację temperatury na powierzchni planety. Niskie stężenie gazów cieplarnianych doprowadziłoby do epoki lodowcowej, a z kolei zbyt wysokie spowodowałoby wyparowanie oceanów. Aby utrzymać poziomy gazów cieplarnianych w odpowiednim przedziale Ziemia wykorzystuje skały do wiązania CO2 poprzez opady deszczu z wapniem obecnym w skałach, a następnie powstały osad trafia do stref subdukcji. Gdy tylko temperatura rośnie, zwiększa się ilość opadów i procesy przyspieszają. Poziomy CO2 są odnawiane np. poprzez wybuchy wulkanów.

 

Atmosfera

Ciągle niejasne jest, jakie reakcje chemiczne warunkują powstanie życia. Jednak pewne czynniki związane z atmosferą mogą być wspólne dla różnych planet, na których może powstać życie.

Gwiazdy emitując duże ilości promieniowania UV przyczyniają się do niszczenia wiązań związków organicznych, tym samym uniemożliwiając rozwijanie się życia. Dla Ziemi ochroną jest warstwa ozonowa, która absorbuje znaczne ilości promieniowania UV. Jej istnienie jest warunkowane istnieniem dużej ilości wody.

Ponadto atmosfera powinna być pozbawiona związków łatwo reagujących z tlenem, jak np. metan czy chlorki. Aczkolwiek samego tlenu też nie może być zbyt wysokie stężenie, gdyż jest silnie reaktywny. Powinien być rozrzedzony innymi neutralnymi gazami, jak np. azot.

 

Skoki ewolucyjne

Nawet jeżeli spełnione by były wszystkie powyższe warunki, nie gwarantuje to zaistnienia życia i ewolucji. Pierwsze organizmy żywe na Ziemi pojawiły się ok. 3,8 miliarda lat temu i dopiero 3,2 miliarda lat temu zaczęły znacząco ewoluować.

Sytuację mogą zmieniać tzw. skoki ewolucyjne wywołane np. masowymi wymieraniami, uderzeniami asteroid, bliskimi wybuchami supernowych, rozbłyskami gamma czy gwałtownymi zmianami pola magnetycznego i jasności macierzystej gwiazdy.

Te wydarzenia jednak na równi z siłą popychającą ewolucję do przodu mogą powodować całkowite zniszczenie życia. Dlatego Ziemia jest w tak szczęśliwym położeniu.

 

Jednokomórkowe organizmy

Hipoteza Rzadkiej Ziemi jest analizą warunków koniecznych do powstania życia. Istnienie jednokomórkowego życia może być znacznie bardziej powszechne niż nam się zdaje. Szczególnie na uwagę zasługują tutaj bakterie zwane ekstremofilami, żyjące w bardzo skrajnych warunkach środowiskowych.

Archeobiolodzy udowadniają, że ekstremofile istniały już 3,5 miliarda lat temu, czyli relatywnie niedługo po powstaniu odpowiednich do życia czynników. Wszechświat jest pełen miejsc, w których z powodzeniem mogłyby egzystować. Choć szacunki są dość niedokładne, to można śmiało założyć, że na jedną planetę podobną Ziemi przypada tysiące planet zamieszkanych tylko przez najprostsze bakterie.

 

+ Logiczne wnioski

Widzimy w tym miejscu wyraźnie, że przypadkowe trafienie na Ziemię życia lub sprowadzenie go przez istoty z kosmosu jest niemożliwe.

Zakładając,że gdzieś istnieją cywilizacje, które by mogły mieć wpływa na życie ziemskie, to:

  • Skąd pochodzą?
  • Dlaczego nie pozostały po ich obecności żadne namacalne dowody?
  • Dlaczego zerwali z ludźmi kontakt uniemożliwiając im szybki rozwój technologiczny?
  • Dlaczego nie pozostawili życia na innych planetach, bliskich Ziemie, tak byśmy mogli liczyć na kontakt?
  • Kto stworzył to obce życie?

Różni zwolennicy teorii UFO wysuwają swoje argumenty i próbują w ten sposób udowadniać ich istnienie.

  1. Kosmici chcą nas obserwować i uczyć się od nas.

Jest to nielogiczny argument, gdyż ich poziom zaawansowania nie pozostawiałby dla nas nic, czego już by sami nie wiedzieli.

 

  1. Chcą badać rozwój naszych organizmów oraz kultury.

Jest to nielogiczny argument z tego powodu, że już dawno poradziliby sobie z badaniami i obserwując kolejne lata niczego nowego by się nie dowiedzieli. Tym bardziej, że ludzie, jako istoty o niższej inteligencji nie byli by warci włożonego wysiłku.

 

  1. Chcą dominować nad ludźmi oraz Ziemią.

Jest to nielogiczny argument ponieważ już dawno by nas spacyfikowali przy ich poziomie zaawansowania.

 

  1. Chcą pomóc nam w szybkim rozwoju cywilizacji.

To dlaczego jeszcze tego nie zrobili? Nielogiczny argument.

 

  1. Próbują ratować człowieka przed samozniszczeniem.

W takim razie niezbyt dobrze sobie radzą, gdyż człowiek skutecznie doprowadza swoją planetę do zagłady, niszcząc ją. Ponadto, dlaczego mieliby się ukrywać, mając tak szczytny cel?

 

  1. Chcą nas zwodzić i omamiać.

Jest to nielogiczny argument, bo dawno by znudzili się człowiekiem. Byłoby to kompletnie bezcelowe działanie. Chyba, że działa tu rzeczywiście jakaś nieczysta siła o nadnaturalnej mocy. Jednak w tym miejscu wchodzimy inny wymiar, w którym również żyje Stwórca. Ta teoria może mieć o tyle sens, iż naukowcy często dostrzegali związki w zachowaniach osób opętanych oraz osób uważających, że były uprowadzane przez UFO.

 

 

Matka Boża podczas objawień w 1917 roku przekazała trojgu pastuszkom trzy tajemnice, zwane tajemnicami fatimskimi. Poniżej przedstawiamy ich treść spisaną przez siostrę Łucję.

1. Pierwsza część Tajemnicy: Wizja piekła

Blask zdawał się przenikać ziemię i zobaczyliśmy jakby morze ognia. W tym ogniu były zanurzone demony i dusze, jak przezroczyste rozżarzone do czerwoności węgle, czarne lub brązowe, o kształtach ludzkich, unoszące się w pożodze, wznoszone płomieniami, które wypełzały z nich samych wraz z kłębami dymu buchającymi na wszystkie strony, podobne do rozpryskujących się w wielkich pożarach iskier, chwiejne i lekkie. Wszystko to pośród jęków i wycia z bólu i rozpaczy, które przerażały i wywoływały dreszcz grozy. Demony wyróżniały się przerażającymi i ohydnymi kształtami zwierząt, strasznymi, nieznanymi, lecz przezroczystymi jak czarne rozżarzone węgle.

 

2. Druga część Tajemnicy: Kara i sposoby jej uniknięcia

MATKA BOŻA: Widzieliście piekło, dokąd idą dusze biednych grzeszników. Aby je zbawić, Bóg chce ustanowić w świecie nabożeństwo do mego Niepokalanego Serca.

Jeżeli zostanie zrobione to, co wam powiem, wiele dusz będzie zbawionych i nastanie pokój.

Wojna zmierza ku końcowi. Lecz jeżeli ludzie nie przestaną obrażać Boga, wybuchnie druga, jeszcze gorsza, w czasie panowania Piusa XI. Gdy zobaczycie noc rozświetloną nieznanym światłem, wiedzcie, że jest to wielki znak, który da wam Bóg, iż nadchodzi kara dla świata za jego zbrodnie w postaci wojny, głodu i prześladowania Kościoła oraz Ojca Świętego.

Aby temu zapobiec, przyjdę prosić o poświęcenie Rosji mojemu Niepokalanemu Sercu oraz o Komunię św. wynagradzającą, w pierwsze soboty miesiąca. Jeżeli moje prośby zostaną wysłuchane, Rosja nawróci się i nastanie pokój. Jeżeli nie, [kraj ten] rozpowszechni swe błędy po świecie, wywołując wojny i prześladowania Kościoła Świętego. Dobrzy będą umęczeni, Ojciec Święty będzie musiał wiele wycierpieć, różne narody będą unicestwione. Na koniec moje Niepokalane Serce zatriumfuje. Ojciec Święty poświęci mi Rosję, która się nawróci i będzie dany światu na pewien czas pokój.

W Portugalii zawsze będzie zachowany dogmat wiary.

Nie mówcie tego nikomu. Tak, możecie to powiedzieć Franciszkowi.

 

3. Trzecia część Tajemnicy wyjawionej 13 lipca 1917 w Cova da Iria:
P
rorocza wizja nieuniknionej kary, ogromnej katastrofy oraz wielkiego powrotu dusz do Boga

Piszę w duchu posłuszeństwa Tobie, mój Boże, który mi to nakazujesz poprzez Jego Ekscelencję Czcigodnego biskupa Leirii i Twoją i moją Najświętszą Matkę.

Scena pierwsza: groźba kary, która wisi nad światem

Po dwóch częściach, które już przedstawiłam, zobaczyliśmy po lewej stronie Matki Bożej nieco wyżej anioła trzymającego w lewej ręce ognisty miecz; iskrząc się wyrzucał języki ognia, które zdawało się, że podpalą świat; ale gasły one w zetknięciu z blaskiem, jaki promieniował z prawej ręki Matki Bożej w jego kierunku; anioł wskazując prawą ręką Ziemię, powiedział mocnym głosem: Pokuta, Pokuta, Pokuta!

Scena druga: straszliwa katastrofa, która pozostawia świat na wpół zrujnowany i powoduje ofiary we wszystkich warstwach społecznych włącznie i na czele z Ojcem Świętym

I zobaczyliśmy w nieogarnionym świetle, którym jest Bóg: „coś podobnego do tego, jak widzi się osoby w zwierciadle, kiedy przechodzą przed nim” Biskupa odzianego w biel „mieliśmy przeczucie, że jest to Ojciec Święty”. Wielu innych biskupów, kapłanów, zakonników i zakonnic wchodzących na stromą górę, na której szczycie znajdował się wielki krzyż zbity z nieociosanych belek, jak gdyby z drzewa korkowego pokrytego korą; Ojciec Święty, zanim tam dotarł, przeszedł przez wielkie miasto w połowie zrujnowane i na poły drżący, chwiejnym krokiem, udręczony bólem i cierpieniem, szedł modląc się za dusze martwych ludzi, których ciała napotykał na swojej drodze; doszedłszy do szczytu góry, klęcząc u stóp wielkiego krzyża, został zabity przez grupę żołnierzy, którzy kilka razy ugodzili go pociskami z broni palnej i strzałami z łuku, w ten sam sposób zginęli jeden pod drugim biskupi, kapłani, zakonnicy i zakonnice oraz wiele osób świeckich, mężczyzn i kobiet różnych klas i pozycji.

Scena trzecia: Wielki Powrót ludzkości do Boga

Pod dwoma ramionami krzyża były dwa anioły, każdy trzymający w ręce konewkę z kryształu, do których zbierali krew męczenników i nią skrapiali dusze zbliżające się do Boga.

 

  • Opis objawień

„To była najsmutniejsza wieczerza w moim życiu” – zapisała młodziutka jeszcze Łucja dos Santos jesienią 1916 roku. Jej matka, Maria Rosa, płakała z żalu, patrząc na stół.

Państwo dos Santos, wieśniacy z siedmiorgiem dzieci, przeżywali ciężkie czasy w maleńkim siole Aljustrel, o pół mili od Fatimy. Fatimę od stolicy Portugalii, Lizbony, dzieliło może siedemdziesiąt mil. Kraj ten przeżywał udrękę. W marcu wypowiedział Niemcom wojnę, włączając się tym samym w pierwszą wojnę światową.

Manuel, jeden z dwóch braci Łucji, został wcielony do wojska. Antonio, ich ojciec i głowa rodziny, rozpił się i zaniedbywał obowiązki względem najbliższych. Maria Rosa, nie mając oparcia w Manuelu, niewiele mogła zrobić, by zapobiec stopniowemu pogrążaniu się rodziny w biedzie.

Tamten rok okazał się niezwykle absorbujący nie tylko dla Marii Rosy, ale i dla Łucji, jej najmłodszej latorośli. Stwierdzić jednak należy, że córkę pochłaniały sprawy diametralnie różne od tych, którymi żyła jej matka. Maria Rosa nie miała pojęcia, że dziewięcioletniej Łucji już trzykrotnie objawił się anioł.

W pierwszych dniach lata Łucja, do której należała opieka nad owcami, trafiła do jaskini znajdującej się w pobliżu Cabeco, na ziemi jej ojca. Towarzyszyło jej dwoje kuzynów, ośmioletni Franciszek Marto i jego siostra, sześcioletnia Jacynta. Dzieci te przekonały swoich rodziców, Manuela (którego Łucja nazywała Ti – „wujkiem”) i Olimpię Marto, by pozwolili im doglądać rodzinnej trzódki, zwłaszcza że towarzyszyła im Łucja.

Niebo pociemniało i spadł lekki deszcz. Pognali więc do jaskini, wcześniej jednak zapędzili owce pod drzewa. Owa okolica stanowiła część łańcucha górskiego Serra da Estrella. Łańcuch ten przecina niemal całą Portugalię.

Dzieci czekało jednak coś więcej niż tylko letni deszcz. Troje pastuszków ujrzało nagle przed sobą lśniącego młodzieńca, wyglądającego na czternaście lub piętnaście lat. Łucja wspominała później, że był on niezwykle przystojny i ?jaśniejszy niż kryształ prześwietlony promieniami słońca”. Uspokoił dzieci i powiedział im, że jest ?Aniołem Pokoju”. Potem poprosił, by się z nim pomodliły. Zanim zniknął, stapiając się z blaskiem słonecznym, pastuszkowie, powtarzając jego słowa i gesty, nauczyli się adoracji.

Anioł Pokoju objawił im się raz jeszcze tego lata, a później jesienią. Dzieci poznały dzięki niemu znaczenie częstych modlitw i ofiary. Te doświadczenia ogromnie zmieniły ich życie. Ani państwo Marto, ani rodzice Łucji nie mieli o tym pojęcia. Codziennie wysyłali te pogodne, wesołe dzieci, by pasały owce i kozy. Nikt nawet nie podejrzewał, iż rozpoczęły, proste, lecz głębokie życie modlitewne, na co dzień wpisując w nie poświęcenie i pokutę.

Wszystko to przepełniło myśli Łucji pewnego wieczoru, gdy ujrzała swą matkę płaczącą przy stole. Anioł Pokoju powiedział: – Przede wszystkim, przyjmujcie i znoście ulegle cierpienie, które ześle wam Pan. Łucja widziała, że jej matka usilnie stara się je przyjmować i znosić. Nie mogła wiedzieć, że następny rok i jej przyniesie cierpienie – i to za sprawą jej własnej matki, Marii Rosy. Nie wiedziała też, że Matka z niebios obdarzy ją radością – podczas bezpośredniego spotkania.

Niedziela, 13 maja 1917 roku, jawiła się jako wspaniały, słoneczny dzień. Ti i Olimpia Marto też tak uważali, jadąc bryczką na Mszę do Batalha, miasta położonego na zachód od Fatimy. Powiedzieli dzieciom, że po wyjściu z kościoła odwiedzą targ, by kupić prosiaka.

Pożegnawszy rodziców, Jacynta i Franciszek, liczący sobie wtedy siedem i dziewięć lat, wyprowadzili owce. Zapędzili je na miejsce, na którym zwykle spotykali się z Łucją (już prawie dziesięcioletnią), strzegącą stadka rodziców. Razem poszli z owcami na łąki Cova da Iria, należące do Antonia dos Santos. Kiedy się pasły, dzieci oddały się zabawie, nie zapominając jednak o zwierzętach.

Budowały ?dom” znosząc kępy krzaków i kamienie. Takie zabawy sprawiały im wiele radości i przyspieszały upływ czasu. Ale gdy dzieci zbierały kamienie na ścianę owego „domu” przestraszył je błysk światła. który przeciął nagłe czyste i błękitne niebo. Myśląc, że to błyskawica, zbiegły ze stoku, by schronić się pod drzewem. Pojawił się kolejny błysk, jeszcze bliższy. Przyspieszyły kroku – przebiegły może sto jardów – i wtedy uwagę ich przyciągnęło coś, co pojawiło się na szczycie wiecznie zielnego drzewka, znanego tam jako carrasqueira, czyli dąb skalny.

Trzem parom normalnych, zdrowych oczu wystarczyła zaledwie sekunda i już dojrzały na szczycie owego czterostopowego drzewka pokaźną kulę światła. W jej wnętrzu kryła się kobieta, prawdziwie piękna pani.
Jak później napisała Łucja, była to: ?Pani cała w bieli, jaśniejsza niż rozjarzone słońce, bardziej czysta i wyrazista niż kryształowy kielich pełen krystalicznej wody prześwietlonej najintensywniejszymi promieniami słońca”. Nie można wykluczyć, że ten opis, podany przez dorosłą już Łucję ujmował więcej niż to co uświadamiała sobie jako dziecko. Młodzi kuzyni, którzy nie zdążyli nawet nauczyć się pisać, wyraziliby to zapewne prościej. Opowiadali, że nad krzakiem pojawiła się kobieta otulona jasnym światłem. Cała trójka zamarła w bezruchu.

Nie bójcie się – powiedziała owa kobieta – nie skrzywdzę was. Ton jej głosu był kojący, ciepły. Dzięki niemu uwolniły się od lęku i odnalazły w sobie nadzieję. Przypomniały sobie anioła. Obecność tej kobiety niosła więcej spokoju i pociechy.
– Skąd przychodzisz? – zapytała z ogromnym szacunkiem Łucja.
Przybyłam z nieba – odpowiedziała owa Pani.
A czego chcesz ode mnie? – zaciekawiła się po chwili dziewczynka.
Ta niezwykła dama oświadczyła dzieciom, że pragnie, by przez sześć kolejnych miesięcy przychodziły w to miejsce o tej samej porze, zawsze trzynastego. Obiecała też, że podczas ostatniego spotkania wyjawi, kim jest i czego pragnie. Łucja oświadczyła że tak zrobią. Odkrywszy w sobie siłę głosu i odwagę, zaczęła zadawać tajemniczej niewieście kolejne pytania.

– Czy ja też pójdę do nieba? – dociekała.
– Tak, pójdziesz.
– A Jacynta?
– Również.
– A Franciszek?
– On też Ale będzie musiał zmówić wiele Różańców!

Dama ujawniła Łucji szereg utajonych wcześniej prawd. Potem zapytała dziewczynkę, czy zgodzą się przecierpieć wszystko, co się im przytrafi, w imię odkupienia grzechów i nawrócenia grzeszników.

Łucja, rozmówiwszy się z kuzynami, odpowiedziała twierdząco. Potem ich rozmówczyni oznajmiła, że przyjdzie im znieść wiele cierpień, ale otuchę odnajdą w łasce Bożej. Mówiąc to, rozpostarła ręce, a na czerwoną ziemię, na której stali pastuszkowie, spłynęły strumienie światła.
Dzieci natychmiast poczuły moc tej światłości i obecność Boga. Jakby na jakiś znak, padły na kolana i zaczęły się modlić, adorując Pana. Źródło tych modlitw odkryły gdzieś w sobie.
Dama obserwowała je uważnie, aż do momentu gdy owe modlitwy i hymny dobiegły końca.
– Odmawiajcie Różaniec, by zapewnić spokój światu i zakończyć wojnę – powiedziała potem.
A później, inaczej niż Anioł Pokoju, który rok wcześniej niknął pośród blasku, uniosła się ponad drzewko i odpłynęła ku niebu. Widziały, jak maleje, a potem znika. Jeszcze długo przyglądały się niebu. A potem odniosły wrażenie, że ponownie zstąpiły na ziemię.
– Jakże piękna była ta Pani! – stwierdziła wreszcie Jacynta. Przez chwilę rozprawiały w podnieceniu o tym, co ujrzały i czego doświadczyły. Łucja i Jacynta opowiedziały chłopcu, co usłyszały. Chłopiec, mimo iż widział tę niezwykłą postać, nie słyszał jej słów, podobnie jak i tego, co przed rokiem mówił anioł.

Dzieci, wcześniej niż zwykle, zapędziły owce do Aljustrel. Kiedy tam szły, Łucja powiedziała kuzynom, że lepiej nie wspominać o owej Damie z niebios – Ale patrząc na Jacyntę, zwątpiła, czy uda się utrzymać to w sekrecie. Siedmiolatka wprost promieniała. Czyżby nie była w stanie zataić swej radości’? Tego Łucja miała dowiedzieć się następnego ranka.

Najmłodsza córka państwa dos Santos poszła spać, nie ujawniając, co przyniósł jej ów dzień. Rano zjadła śniadanie i poszła się bawić. W pewnym sensie była dość samotnym dzieckiem. Dwie z jej sióstr. Maria od Aniołów i Teresa, były już mężatkami. kiedy przyszła na świat. Caroline, nieco młodsza od nich. miała piętnaście lat – i nie interesowały jej dziecinne zabawy. Śniąc na jawie, Łucja usłyszała głos Marii od Aniołów.

– Och, Łucjo! Słyszałam, że w Cova da Iria zobaczyłaś Najświętszą Panienkę!

Dziewczynka przyjrzała się uśmiechniętej siostrze, ale nic nie powiedziała. Jacynta i Franciszek nie wytrzymali. Wiedziała, że zaczną się kłopoty. Zacisnęła zęby i zaczęła się zastanawiać, co też powiedzą inni. Jeszcze przed zmrokiem owa wieść obiegnie wszystkie zagrody.

Nie minęło pół godziny, a Łucję wezwano do domu. Rodzice chcieli wiedzieć, co jej się przydarzyło poprzedniego dnia. Nie szukając pięknych słów, opowiedziała im o błysku światła, o Damie w bieli i o Jej wyznaniu, iż przybyła z nieba. Nie pominęła niczego, ale zmartwiło ja to, co dostrzegła w oczach rodziców.

Antonio, jej ojciec, zlekceważył całą sprawę.

– Babskie gadanie! – prychnął. Opuścił dom, nie patrząc na Łucję.

Maria Rosa wpadła w furię. Skrzyczała niemal dziesięcioletnią Łucję, podkreślając, że nauczyła swe dzieci, by zawsze mówiły prawdę. A tu najmłodsza córa przysporzyła jej zgryzoty, łgając na potęgę. Łucja nie starała się protestować. Kiedy matka dała jej spokój, dziewczynka wyszła z domu i, zalewając się łzami, pospieszyła do owczarni.

Potem szła powoli, poganiając owce uderzeniami rózgi. Wypatrzyła Franciszka i Jacyntę. Już z dala zobaczyła, że są przygnębieni. Zbliżając się do łąki, na której czekali, milczała.
Franciszek usilnie starał się powstrzymać łzy. Jacynta płakała, kryjąc twarz w dłoniach. Musieli już słyszeć, jak za ich sprawą potraktowano ją w domu.
– Dosyć płaczu – powiedziała, zbliżając się do nich i wyciągając ramiona. Jej oburzenie zniknęło.

Owego dnia, pilnując stada, dzieci czuły przygnębienie. Gdzieś zatraciła się radość, jaką dało im objawienie. Jacynta przysiadła na skale, mając smutną minę. Po jakimś czasie zaczęli rozmawiać. Jacynta wyznała, że chciałaby odmówić cały Różaniec i złożyć ofiarę, o którą prosiła ta niezwykła Pani. Dzieci codziennie powtarzały Różaniec, ale szły na skróty, ograniczając się do mówienia Ojcze nasz i Zdrowaś Maryjo a pomijając resztę słów. Po krótkiej naradzie ustaliły formę ofiary. Oddadzą swoje śniadanie owcom.

Do końca maja Łucja musiała znosić w domu sarkazm i groźby. Największy ból sprawiało jej stanowisko matki. Maria Rosa źle znosiła plotki i drwiny sąsiadów. Podobnie reagowała Olimpia Marto. Jedynie Ti Marto wierzył dzieciom. On wiedział, że nie byłyby zdolne skłamać.
– Jeżeli nie przyznasz, że skłamałaś, zamknę cię w ciemnicy i nigdy już nie ujrzysz słońca – wygrażała Łucji, Maria Rosa.
Ale dziewczynka nie odwołała nawet słowa. Wolała znosić udręki ducha i cierpliwie czekała na trzynasty dzień czerwca.

W miarę jak zbliżało się kolejne objawienie, matka i siostry Łucji coraz częściej przypominały jej o święcie, które przypada na ów dzień. Było to jedno z najważniejszych świąt w Portugalii, dzień poświęcony Św. Antoniemu Padewskiemu. Łucja wiedziała doskonale, że czekają wspaniała procesja, kwiaty, tańce i fajerwerki, a także rozdawanie wszystkim dzieciom przepysznego chleba. Ale nie mogła też zapomnieć, że tego dnia powinna znaleźć się w Cova.

Jeszcze przed świtem, 13 czerwca, wyprowadziła owce na pastwisko, chcąc wcześniej wrócić do swego domostwa. Wzięła też udział w Mszy na cześć Św. Antoniego. Powróciwszy do domu, odkryła, że wielu sąsiadów pragnie jej towarzyszyć w drodze do Cova. Nie była tym zachwycona. Jeszcze gorzej przyjęła ten fakt Maria Rosa. Widok tylu ?naiwnych” dorosłych i dzieci srodze ją rozsierdził. Nic więc dziwnego, że Łucja musiała znieść mnóstwo sarkastycznych i kąśliwych uwag, których nie szczędziły jej matka i siostry.

Owego dnia odczuwałam ogromną gorycz” – napisała po latach. ?Przypominałam sobie przeszłość i dociekałam, gdzie podziało się uczucie, jakim dotąd darzyła mnie moja rodzina”.
Niewielki tłumek, wiedziony przez trójkę dzieci, opuścił wioskę około jedenastej. Łucja roniła łzy, a Franciszek starał się dodać jej ducha. Tuż przed wyznaczoną porą, przed dwunastą, zasiedli przed currasqueirą, czekając na to, co się wydarzy. Odmawiali Różaniec, a ludzie, którzy im towarzyszyli, otwarli koszyki, inicjując piknik. Jedna z dziewczynek recytowała Litanią do Matki Bożej, aż w końcu Łucja wstała, wchodząc jej w słowo.
– Jacynto! powiedziała. Oto nadchodzi nasza Pani! Oto światłość!

Wszyscy wstali. Ludzie stojący na obrzeżach tłumu stwierdzili, że minio iż niebo jest bezchmurne, słońce zaczyna gasnąć. Reszta ujrzała, że ugina się carrasqueira. I znów pojawiła się; niezwykła Pani.
Łucja ponownie zapytała Ją, czego od niej oczekuje. Dama poprosiła dzieci, żeby przyszły w to miejsce po upływie miesiąca i żeby codziennie odmawiały po pięć dziesiątek Różańca. Dodała też, że pragnie, by nauczyły się czytać, i obiecała, że przyjdzie czas na dalsze zalecenia. Łucja chciała jeszcze wiedzieć, czy Pani zabierze ją i kuzynów do nieba.
Tym razem uzyskała precyzyjniejszą odpowiedź. Dowiedziała się, że Franciszek i Jacynta już wkrótce tam trafią. Co do Łucji, plany rysowały się inaczej. Pisane jej było pozostać na ziemi znacznie dłużej, by upowszechnić kult Niepokalanego Serca Matki Bożej.
– Zostanę tu sama? – zapylała ze smutkiem dziewczynka. Niezwykła dama natychmiast ją uspokoiła. Zapewniła, że Łucja nigdy nie będzie całkiem sama.
– Moje Niepokalane Serce będzie ci ostoją.
Mówiąc to, kobieta rozłożyła ręce. I znów popłynęła z nich światłość, tyle że tym razem jeden z promieni dosięgnął Łucji. Inny dotknął małych Marto i pomknął w niebo. Cala trójka ujrzała wtedy Niepokalane Serce. I znów, jak w maju, dzieci ogarnęło poczucie nieziemskiej radości i spokoju. Potem Dama ponownie uniosła się w powietrze i zniknęła w niebie.

Kiedy odeszła, Lucja, Jacynta i Franciszek zawrócili do Aljustrel. Dziewczynki przekazały chłopcu wszystko, co usłyszały. Franciszek raz jeszcze ucieszył się, że ma zapewnione miejsce w niebie. Kiedy rozeszli się do domów, rodzeństwo Marto ponownie spotkało się z przyjęciem dość sceptycznym, ale przynajmniej neutralnym. Łucja nie miała tyle szczęścia: okazało się, że domownicy zaczęli odnosić się do niej jeszcze mniej życzliwie niż – o ile to w ogóle możliwe – po pierwszym spotkaniu z niezwykłą damą. Następnego dnia Maria Rosa zaciągnęła córkę do proboszcza, chcąc sprawdzić, czy i jemu opowie ona o tym zdarzeniu.

Ojciec Ferreira potraktował dziewczynkę łagodnie, uprzedził jednakże tak ją, jak i jej matkę, że owe wizje zsyłać może diabeł. Łucja była przerażona i załamana. Jacynta i Franciszek uważali jednak, że obecności Pani nie można przypisać działaniu złych mocy.
– Widzieliśmy, jak szła do nieba – podkreślała Jacynta. Łucja nie znalazła nikogo, kto mógłby jej pomóc. Maria Rosa nadal odnosiła się do niej nieprzychylnie. Przez cały miesiąc Łucja borykała się z myślą, iż to diabeł podszywa się pod piękną panią z niebios. ?Czy on mnie zabierze?” – zastanawiała się, przestraszona. Postanowiła, że już nigdy nie pójdzie do Cova.
W dniu 13 lipca, niemal w ostatniej chwili, pobiegła do chaty państwa Marto i odkryła, że Jacynta i Franciszek toną we łzach. Wyjaśnili, że nigdzie nie pójdą.
– Nie odważylibyśmy się iść bez ciebie – powiedzieli. To Łucja była ich rzeczniczką, najważniejszą osobą w ich grupie, i o tym jej kuzyni nie mogli zapomnieć.
Dziewczynka z miejsca podjęła decyzję

– Zmieniłam zdanie; idę tam – oświadczyła. Franciszek wyznał, że przez całą noc modlili się za nią. Nie minęło trzydzieści sekund, a już mali Marto wymknęli się z domu i popędzili na spotkanie z Panią. W Cova czekały już dwa- a może nawet trzy -tysiące ludzi. Znalazły się tam też matki dzieci, które przyszły z poświęconymi świecami, by odegnać diabła. Towarzyszył im Ti Marto, który pragnął uchronić dzieci przed tłumem.

W samo południe niezwykła dama znów się pojawiła. Objawienie to w dużej mierze nie różniło się od poprzednich. Łucja znów zapytała Panią, czego pragnie. Ponownie przekazała prośby o uzdrowienie chorych. Raz jeszcze Pani poprosiła dzieci, by odwiedziły to miejsce w wyznaczone dni i codziennie odmawiały Różaniec w imię pokoju. Nazwała siebie ?Królową Różańca” Potem wydarzyło się coś zupełnie nowego.

Pani znów rozpostarła ręce, ale tym razem światłość, która zalała dzieci, wniknęła w grunt pod ich stopami. Wydało się im że ziemia się rozstąpiła i oglądają piekło. Morze ognia; a w owych płomieniach skąpane były demony i dusze, niczym węgielki rozżarzone do czerwoności” – napisała po latach Łucja. Tłum widział, że dzieci są czymś przerażone.

Pani przyznała, że zajrzały do piekła, dodała jednak, że dzięki kultowi Niepokalanego Serca i pokucie wiele dusz zdoła uniknąć potępienia. Były też i inne przepowiednie: powiedziała, że jeśli nie przestanie się obrażać Boga, za pontyfikatu papieża Piusa XI wybuchnie kolejna, jeszcze straszliwsza wojna. Mali pastuszkowie niewiele z tego pojmowali, ale to ostrzeżenie zadziwiło wszystkich, którzy wiedzieli, że na Tronie Piotrowym zasiada Benedykt XV.

Niezwykła Królowa przedstawiła i inne prośby, prośby o zasięgu globalnym.
– Przychodzę prosić o poświęcenie Rosji memu Niepokalanemu Sercu i o przystępowanie w pierwsze soboty miesiąca do Komunii, w imię odkupienia – oznajmiła. – Jeżeli ludzie mnie posłuchają, Rosja nawróci się i zapanuje pokój. Jeśli nie, błędy tego kraju zarażą świat, prowokując wojny i prześladowanie Kościoła. Podkreśliła, że prześladowania też nie ominą nawet papieża, Ojca Świętego.

Moje Niepokalane Serce w końcu zatriumfuje – oświadczyła. – Ojciec Święty ofiaruje mi Rosję, która się nawróci, i na jakiś czas zstąpi na ziemię pokój. Portugalia zaś trzymać się będzie wiary. Potem padły słowa skierowane wyłącznie do dzieci. Królowa Serca Niepokalanego poprosiła Łucję i Jacyntę, by zadbały, żeby i Franciszek poznał całość jej posłania. Wreszcie przekazała dzieciom ostatnią tajemnicę, wyłącznie do ich wiadomości.

Kiedy unosiła się ku niebu, dzieci wyglądały na blade. Spoglądały po sobie, nie mogąc znaleźć słów, jakimi opisałyby to, co widziały i usłyszały. Tłum jakoś wyczuł, że to objawienie różniło się od poprzednich. Kiedy otoczył małych wizjonerów, zasypując ich pytaniami, Ti Marto wyłowił Jacyntę spośród natrętów i poprowadził dzieci do domu. Cała trójka wydawała się świadoma wagi obietnic i ostrzeżeń, które mogły odmienić los świata. Dzieci pożegnały się z cząstką swego dzieciństwa.

Cała Portugalia zaczęła mówić o Fatimie. Do Aljustrel wciąż napływali nowi goście. Ani państwu Marto, ani też rodzicom Łucji nie było dane zaznać ciszy.
– To źle, że nie trzymałaś języka za zębami – zarzucił któregoś dnia Jacyncie rozgoryczony Franciszek. Ilekroć widzieli obcych zmierzających ku ich zagrodzie, chowali się.
Konflikty w domu Łucji rozgorzały na nowo. Jej ojciec odkrył, że tłumy ciekawskich stratowały jego ogrody warzywne w Cova. Zima zaczęła kojarzyć się z głodem. Państwo dos Santos nie mogli tego darować swej córce. Tylko kiedy pasła owce, mogła znaleźć odrobinę spokoju. Co gorsza, nieprzychylne reakcje spotykały Łucję i poza domem.

W roku 1910, kiedy zamordowano króla Carlosa, do władzy w Portugalii doszli republikanie. Do głosu doszły siły antyklerykalne, totalnie przeciwne religii. Urzędnicy państwowi uznali, że z powodów politycznych należy stłumić kult rodzący się w okolicach Fatimy.
Dlatego 13 sierpnia 1917 roku do Aljustrel zawitał zarządca Qurem. Utrzymywał, że się nawrócił. Obiecał, że osobiście dowiezie tę trójkę dzieci na miejsce objawienia. Państwo Marto nie byli tym zachwyceni. Antonio dos Santos zlekceważył to, jak jego córka dotrze do Cova. Stało się jednak tak, że mali wizjonerzy wsiedli na wóz owego ?katolika”.

W połowie drogi zarządca zawrócił i zawiózł dzieci do swego domu w Qurem. Martwiło je to, że straciły szansę na kolejne objawienie. Człowiek ten przez dwa dni więził dzieci, grożąc śmiercią, jeżeli nie ujawnią ?tajemnicy” powierzonej im przez Najświętszą Panienkę. W drugim dniu owego zniewolenia kolejno brał każde z nich na rozmowę. Mówił im że będą się smażyć w oleju. Jacynta poszła na pierwszy ogień. by przestraszyć pozostałą dwójkę.
– Co z tego, że nas zabiją – szepnął Franciszek do pobladłej Łucji. – Pójdziemy prosto do nieba!
Ów niewierny zarządca Qurem uświadomił sobie, że przegrał. 15 sierpnia odwiózł dzieci do Aljustrel i zostawił na stopniach probostwa. W niedzielę, 19 sierpnia, Najświętsza Panienka odwiedziła dzieci w płytkiej dolince, którą nazywano Valinhos. Kiedy odeszła, pastuszkowie ścięli gałęzie z krzewu, na którym się pojawiła, i zanieśli je do swych domów. Maria Rosa uznała zapach tych gałęzi za niebywale słodki, ale wciąż powątpiewała w wizyty Matki Bożej i w relacje Łucji.
Dnia 13 września, rankiem, mali wizjonerzy musieli przedrzeć się przez setki ludzi, by dotrzeć do Cova. Wizyta Najświętszej Panienki nie trwała długo. Pani obiecała, że za następnym razem dzieci ujrzą Pana, Matkę Boską Bolesną, Matkę Boską z Karmelu i św. Józefa z Dzieciątkiem.

Nadal odmawiajcie Różaniec, bo to zakończy wojnę – przypomniała. Potem, obiecawszy zdrowie tym, którzy prosili ją o uleczenie, stopiła się z niebem. Czas dzielący całe Aljustrel i troje małych wizjonerów od kolejnego objawienia upłynął zadziwiająco szybko. Mimo iż dzień 13 października był wietrzny i deszczowy, w okolicach Cova zgromadziło się przeszło siedemdziesiąt tysięcy osób, czekających na południe i choć chwilowe oswobodzenie od deszczu. Rodzice trojga pastuszków, zaniepokojeni, też zapragnęli tam trafić. Obawiali się, że jeśli nie nastąpi żaden cud, rozgoryczony tłum zaatakuje dzieci.

Słońce jeszcze nie osiągnęło zenitu, a już Łucja, wraz ze swymi kuzynami, czekała na nowe objawienie. Nie wiedząc czemu, nakazała zebranym, by złożyli parasole. Deszcz nadal padał, ale przeradzał się w lekką mgiełkę. Wyraz twarzy Łucji raptownie się zmienił.
– Uważaj, córko; nie daj się oszukać – przypomniała jej – wciąż pełna wątpliwości – matka.

Dzieci nie słyszały tych słów Marii Rosy. Klęcząc, obserwowały Panią, która opuszczała się właśnie na krzew, udekorowany już kwiatami i girlandami. Wilgotna mgiełka dotykała ich twarzy.
– Co mam zrobić? – zapytała po raz ostatni Łucja.
– Chcę ci przekazać, że oni mają wybudować tu kaplicę, na moją cześć. Ja jestem Królową Różańca. Mają codzienne odmawiać Różaniec. Wojna dobiega końca i żołnierze w wkrótce powrócą do domów.

Dziecko raz jeszcze poprosiło o uzdrowienie chorych. Królowa Różańca obiecała, że część z nich uleczy; przypomniała jednak, że muszą zmienić swe życie i prosić o wybaczenie grzechów.
– Niech przestaną obrażać Boga, On zniósł już zbyt wiele zniewag – oświadczyła.
Tak brzmiały ostatnie słowa, jakie Matka Boska, goszcząc w Fatimie, przekazała Łucji i całemu światu. Raz jeszcze rozłożyła ręce, a światłość pomknęła ku niebu.
– Patrzcie na słońce! – zawołała Łucja. Nastąpił tak oczekiwany cud, ale Matka Boża odeszła.

Tłumy zobaczyły, że chmury się rozstępują, ukazując słońce. Jawiło się ono jak biały krąg, na który wszyscy mogli patrzeć bez zmrużenia oczu. W owym czasie troje wizjonerów oglądało na niebie tajemnice Różańca. Tajemnice Radosne, jako że ujrzeli Świętą Rodzinę i to, że św. Józef trzykrotnie pobłogosławił zebranych. Trzymał na rękach Dzieciątko. Łucja zobaczyła jeszcze Matkę Boską Bolesną, a potem Matkę Boską z Góry Karmel.

W tym samym czasie inni patrzyli w osłupieniu na słońce przypominające srebrzystą pokrywkę. I nagle ?roztańczone słońce” zamarło, a potem zaczęło się obracać. Wirując, dotykało ziemi wszystkimi barwami widma. Ludzi, którzy głośno wielbili Boga, zagarniały zielenie, czerwienie i fiolety.

Siedemdziesiąt tysięcy zebranych w Cova obserwowało słońce zygzakiem schodzące ku ziemi. W ich sercach zagościło poczucie śmierci. Setki ludzi padły na kolana. Słońce już zdawało się bliskie ziemi, ale nagle zatrzymało się i wróciło na właściwe mu miejsce, ponownie jaśniejąc. Ludzie zauważyli, że przemoczone okrycia wyschły. Ten ?cud słońca” oglądano i w kilku pobliskich miastach. Nie mówiło się o powszechnym urojeniu. Portugalia uwierzyła w te objawienia.

Ludzie skupili się wokół Łucji, Jacynty i Franciszka, których co bardziej krzepcy mężczyźni wzięli na ramiona. Po godzinach starań o wyrwanie się z kręgu wypytujących je osób, dzieci wróciły do domów blade i wyczerpane. W kilka miesięcy później matki Lucji i Jacynty zgodziły się posłać dziewczynki do szkoły, by nauczyły się czytać. O to przecież prosiła Matka Boża. Franciszek nie skorzystał z tej możliwości, wiedząc, że rychło odejdzie spośród żywych. Większość czasu spędzał w fatimskim kościele Św. Antoniego, żarliwie się modląc.

W dniu 4 kwietnia 1919 roku Franciszek zmarł na zapalenie oskrzeli. Miał niespełna jedenaście lat.
– Cóżby z niego był za mężczyzna – mówił ze smutkiem jego ojciec. Jeszcze przed objawieniami ogromnie szczycił się swym najmłodszym synem, urodziwym chłopcem, rozkochanym w przyrodzie i nie znającym strachu. Łucja codziennie odwiedzała Franciszka, przez cały okres jego długiej choroby. Widząc, że jest bliski śmierci, poprosiła go, by modlił się za nią z nieba.

Jacynta również się rozchorowała. Zgnębiona rozstaniem z bratem, cieszyła się jednak, że jego los odmienił się na lepsze. U schyłku lata i na progu jesieni rozwinęło się u niej zapalenie opłucnej, z każdym dniem coraz poważniejsze. Wreszcie 20 lutego 1920 roku, o dwudziestej drugiej trzydzieści, zmarła w lizbońskim szpitalu. Jak przepowiedziała, była zupełnie sama. gdy przyszła po nią Królowa Różańca.

Łucja, która odtąd sama musiała dźwigać brzemię objawienia, jeszcze kilka lat spędziła z rodziną. W roku 1921, jako czternastolatka, opuściła w środku nocy Aljustrek udając się do Porto do szkoły prowadzonej przez Siostry Św. Doroty.
Zatroszczył się o to biskup nowopowstałej diecezji Leiria obejmującej i Fatimę, i Aljustrel. Łucja odwiedziła jeszcze Cova i grób Franciszka a potem pojechała incognito do szkoły, gdzie miała występować pod przybranym nazwiskiem. Mimo iż Kościół w końcu uznał owe objawienia, biskup zdecydował że najle piej będzie, gdy to dziewczę skryje się w cieniu.

W roku 1925 Łucja postanowiła wstąpić do zakonu Sióstr Św. Doroty, Nadal nikł w klasztorze nic wiedział, że jest ona ostatnim z owych trojga dzieci z Fatimy. W roku 1930 biskup ogłosił że uznaje objawienia fatimskie za ?wiarygodne”. Chociaż w owym kraju wciąż wrzały nastroje antykatolickie, mówiło się już o setkach cudownych uzdrowień. W 1936 roku siostra Maria das Dores (Maria od Boleści), posłuszna woli biskupa, spisała pierwszą ze swych relacji z objaweń, Potem nastąpiły jeszcze trzy, jedna w roku 1937 i dwie w 1941. W ostatniej z nich ujawniła, wyłącznie do wiadomości Ojca Świętego, trzecią z tak zwanych ?tajemnic fatimskich”. Ustalono że koperta zawierająca tę relację zostanie otwarta dopiero w roku 1960. chyba że Łucja wcześniej rozstanie się z tym światem.

Dwie poprzednie tajemnice były już znane ludziom. Pierwsza dotyczyła wizji piekła, jaka roztoczyła się przed dziećmi w lipcu 1917 roku, i zapowiedzi wybuchu drugiej wojny światowej, o ile ludzie ?nie przestaną obrażać Boga”. Druga wiązała się z prośbą Najświętszej Panienki o upowszechnienie na świecie kultu jej Niepokalanego Serca.

W roku 1985 prasa włoska zaczęła rozpuszczać pogłoski o straszliwych karach zapowiedzianych w ?trzeciej tajemnicy” i powodach, dla których czterej kolejni papieże tuszowali wszelkie informacje na ten temat. Watykan zdementował te plotki. Osoby z najbliższego otoczenia papieża Jana Pawła II wyjaśnili, dlaczego zrezygnował on z poinformowania opinii publicznej. Po pierwsze, miał do tego prawo; po drugie, treści, zawarte w owej ?tajemnicy”, niczego nowego nie wnoszą do Prawd Objawionych; po trzecie – wreszcie – Ojciec Święty pragnie uniknąć zbędnego rozgłosu, związanego z działalnością środków przekazu i pseudo-proroków usiłujących zwieść wiernych na manowce. Podkreślono, że pewnej dozy cierpienia nie da się uniknąć, ale Matka Boska Fatimska już wcześniej zapowiedziała ostateczny triumf Niepokalanego Serca.

Wiadomo, że papież Jan XXIII zapoznał się z ?trzecią tajemnicą” w roku 1960.
– Nie dotyczy ona mojego czasu – powiedział potem. Polecił złożyć ów dokument w archiwum. Papież Paweł VI również go przeczytał, a później, w roku 1967, w pięćdziesiątą rocznicę objawień, odwiedził Fatimę. Spotkał się tam z Łucją, podówczas siostrą Marią od Niepokalanego Serca, karmelitanką z klasztoru w Coimbra. We wnętrzu fatimskiej bazyliki stanęła kolumienka upamiętniająca miejsce, na którym rosła niegdyś carrasqueira – dąb skalny, wybrany przez Matkę Bożą.

13 maja 1982 roku Jan Paweł II odwiedził Fatimę, gdzie spotkał się z Łucją, jedynym żyjącym świadkiem objawień. Papież wyznał jej, iż zawdzięcza życie Matce Boskiej Fatimskiej, po tym jak 13 maja 1981 roku, na Placu Świętego Piotra, został postrzelony przez zamachowca. Podczas tygodni i miesięcy poświeconych na rekonwalescencję, papież wielokrotnie wczytywał się w dokumenty dotyczące Fatimy. Później wysłał tam kulę wydobytą z jego brzucha, gdzie została umieszczona pomiędzy klejnotami zdobiącymi koronę na głowie figurki.

Po cichu kazał wybudować małą kapliczkę w lesie, w pobliżu granicy rosyjsko-polskiej. Umieszczono tam replikę fatimskiej figurki, której twarz skierowana była na Rosję. Papież naprawdę wierzył, iż Rosja zostanie nawrócona.

W 1984 r. papież Jan Paweł II poświęcił świat oraz Rosję Niepokalanemu Sercu, jednocząc się w tym z biskupami całego świata. Pius XII uczynił coś podobnego w 1942 roku, zaś później w 1952 poświęcił naród rosyjski. Papież Pius XII ustanowił również święto Niepokalanego Serca Maryi oraz ogłosił kościół fatimski bazyliką.

Na przestrzeni pięciu lat od poświęcenia Rosji Najświętszemu Sercu, Związek Radziecki przeszedł pokojowy proces rozpadu. Niektórzy mówili, że rozpad bloku komunistycznego rozpoczął się, gdy okryła go błękitna opończa Maryi.

Dziś miliony wiernych odwiedzają kaplicę w Fatimie, w Portugalii. A kolejne miliony zostały odmienione dzięki posłaniu przekazanemu trójce dzieci przez Najświętszą Panienkę. Stopniowo, chrześcijański świat zdał sobie sprawę, iż te objawienia były najbardziej znaczącymi we współczesnych czasach.
Świat został głęboko dotknięty przez Fatimę. Nowe nabożeństwo do Niepokalanego Serca i pięć pierwszych sobót stało się faktem. A modlitwy, takie jak odmawianie Różańca zostały odnowione.

Siostra Łucia de Jesus dos Santos OCD zmarła dn. 13 lutego 2005r.w klasztorze karmelitanek w Coimbrze po trzymiesięcznej chorobie. Uroczystości pogrzebowe siostry odbyły się 16 lutego w katedrze w Coimbrze. Przeżyła 97 lat.

 

  • Pierwsze objawienie Maryi – 13 maja 1917 roku

W momencie, gdy uwaga trójki wizjonerów została przyciągnięta przez podwójny blask, podobny do błyskawic, bawili się w Cova da Iria. Później zobaczyli oni Matkę Boską na zielonym dębie. Była to, zgodnie z opisem siostry Łucji, Pani ubrana na biało, bardziej błyszcząca niż słońce, promieniejąca światłem czystszym i intensywniejszym od kryształowego pucharu z wodą, prześwietlonego promieniami słonecznymi. Jej nieopisanie piękna twarz nie była ani smutna, ani radosna, lecz poważna i malował się na niej wyraz łagodnego napomnienia. Miała dłonie złączone jakby w geście modlitwy, które opierały się na piersiach i które były zwrócone ku górze. Z jej prawej dłoni opadał różaniec. Jej szaty wydawały się całe utkane ze światła. Jej tunika była biała, tak jak
i płaszcz ze złotym rąbkiem, który okrywał głowę Maryi, opadając aż do jej stóp. Wizjonerzy byli tak blisko Matki Bożej – w odległości około półtora metra – że znajdowali się w poświacie, która Ją otaczała lub którą roztaczała wokół.
Rozmowa ich potoczyła się następująco:

MATKA BOŻA: Nie bójcie się, nie zrobię wam nic złego.
ŁUCJA: Skąd Pani jest?
MATKA BOŻA: Jestem z nieba (i wzniosła rękę wskazując na niebo).
ŁUCJA: A czego Pani ode mnie chce?
MATKA BOŻA: Przyszłam was prosić, abyście przychodzili tu przez sześć kolejnych miesięcy, trzynastego dnia, o tej samej godzinie. Potem powiem wam, kim jestem i czego chcę. Następnie powrócę tu jeszcze siódmy raz.
ŁUCJA: A ja też pójdę do nieba?
MATKA BOŻA: Tak, pójdziesz.
ŁUCJA: A Hiacynta?
MATKA BOŻA: Także.
ŁUCJA: A Franciszek?
MATKA BOŻA: Również, ale musi jeszcze odmówić wiele różańców.
ŁUCJA: Czy Maria das Neves jest już w niebie?
MATKA BOŻA: Tak, jest.
ŁUCJA: A Amelia?
MATKA BOŻA: Będzie w czyśćcu do końca świata.
Czy chcecie ofiarować się Bogu, aby znosić wszystkie cierpienia, które On zechce na was zesłać, jako zadośćuczynienie za grzechy, którymi jest obrażany, oraz jako wyproszenie nawrócenia grzeszników?
ŁUCJA: Tak, chcemy.
MATKA BOŻA: A więc będziecie musieli wiele wycierpieć. Ale łaska Boża będzie waszą pociechą.
Wymawiając te ostatnie słowa (łaska Boża etc.), rozchyliła po raz pierwszy dłonie przekazując nam światło – bardzo intensywne, jakby odblask wychodzący z Jej dłoni, które przenikając przez nasze piersi do najgłębszych zakątków duszy, spowodowało, że widzieliśmy siebie w Bogu, który był tym światłem, wyraźniej niż w najlepszym z luster. Wtedy pod wpływem jakiegoś wewnętrznego impulsu również nam przekazanego, padliśmy na kolana i powtarzaliśmy z głębi duszy: O Przenajświętsza Trójco, uwielbiam Cię! Boże mój, Boże mój, kocham Cię w Przenajświętszym Sakramencie!
W chwilę później Matka Boża dodała:
– Odmawiajcie różaniec codziennie, abyście uprosili pokój dla świata i koniec wojny.
Następnie zaczęła się spokojnie unosić w kierunku wschodnim, aż zniknęła w nieskończonej dali. Światło, które Ją ot
aczało, jak gdyby torowało Jej drogę w gęstwinie gwiazd.

 

 

  • Drugie objawienie Maryi – 13 czerwca 1917

Drugie objawienie także zostało zapowiedziane wizjonerom przez żywy blask, który nazwali „błyskawicą”, lecz który właściwie nią nie będąc, był raczej odbiciem zbliżającego się światła.
Niektórzy, z około pięćdziesięciu obserwatorów, którzy przyszli na to miejsce, widzieli, że słońce, na początku objawienia, utraciło na kilka minut swój blask. Inni przypominali sobie, że wierzchołek drzewka, pokryty listowiem, zdawał się uginać, jakby pod jakimś ciężarem chwilę przed tym jak Łucja zaczęła mówić. Podczas spotkania Najświętszej Maryi Panny z wizjonerami, wiele osób usłyszało szept przypominający brzęczenie pszczoły.

ŁUCJA: Czego Pani sobie życzy ode mnie?
MATKA BOŻA: Chcę, abyście przyszli tu 13 dnia następnego miesiąca, abyście odmawiali codziennie różaniec i nauczyli się czytać2. Potem powiem, czego chcę.
Wtedy to Łucja poprosiła o uleczenie pewnego chorego.
MATKA BOŻA: Jeżeli nawróci się, wyzdrowieje w ciągu roku.
ŁUCJA: Chciałabym prosić, aby nas Pani zabrała do nieba.
MATKA BOŻA: Tak, Hiacyntę i Franciszka zabiorę niedługo. Ty jednak zostaniesz tu przez jakiś czas. Jezus chce posłużyć się tobą, aby ludzie Mnie lepiej poznali i pokochali. Chce On ustanowić na świecie nabożeństwo do mego Niepokalanego Serca. Tym, którzy je przyjmą, obiecuję zbawienie. Dusze te będą tak drogie Bogu, jak kwiaty, którymi ozdabiam Jego tron.
ŁUCJA: Czy zostanę tu sama?
MATKA BOŻA: Nie, córko. Czy bardzo cierpisz? Nie trać odwagi, nie opuszczę cię nigdy. Moje Niepokalane Serce będzie twoją ucieczką i drogą, która zaprowadzi cię do Boga.
W chwili, gdy wypowiadała te ostatnie słowa – opowiada siostra Łucja – rozchyliła swe dłonie i po raz drugi przekazała nam odblask tego niezmiernego światła.

Kiedy wizja ta znikła, Pani, cały czas otulona światłem, które z Niej emanowało, uniosła się lekko, bez najmniejszego wysiłku, ponad zielony dąb w kierunku wschodnim i całkiem znikła. Kilka osób, które znajdowały się najbliżej, spostrzegło, iż liście znajdujące się na wierzchołku krzaka ugięły się w tym samym kierunku, jakby szarpnięte ubraniem Najświętszej Panienki. Krzak pozostał później jeszcze przez kilka godzin ugięty w ten sam sposób, zanim powrócił do swej naturalnej pozycji.

 

 

  • Trzecie objawienie Maryi – 13 lipca 1917

W chwili trzeciego objawienia, mała szara chmurka zawisła nad zielonym dębem, słońce pociemniało, a orzeźwiająca bryza powiała w górach. Był sam środek lata. Manuel Marto, ojciec Hiacynty i Franciszka, jak sam to ujmuje, także usłyszał pobrzękiwanie podobne do brzęczenia much w pustym dzbanie. Wizjonerzy ujrzeli znajomy im już blask światła, a w chwilę później spostrzegli ponad krzewem Najświętszą Maryję Pannę.

ŁUCJA: Czego sobie Pani życzy ode mnie?
MATKA BOŻA: Chcę, abyście przyszli tu 13 dnia następnego miesiąca i nadal codziennie odmawiali różaniec na cześć Matki Bożej Różańcowej, aby uprosić pokój na świecie i koniec wojny, gdyż tylko Ona będzie mogła wam pomóc.
ŁUCJA: Chciałabym prosić, aby Pani powiedziała nam, kim jest i uczyniła jakiś cud, żeby wszyscy uwierzyli, że rzeczywiście nam się Pani ukazuje.
MATKA BOŻA: Nadal przychodźcie tutaj co miesiąc. W październiku powiem wam, kim jestem i czego chcę oraz dokonam cudu, który wszyscy zobaczą, aby uwierzyli.

Następnie Łucja skierowała kilka próśb o nawrócenie grzeszników, uzdrowienia i inne łaski. Matka Boża zawsze odpowiadała tak samo, polecając niezmiennie odmawianie różańca oraz obiecując, że prośby te zostaną wysłuchane w ciągu roku.

Potem dodała: Ofiarujcie się za grzeszników i powtarzajcie wielokrotnie – zwłaszcza gdy będziecie czynić jakąś ofiarę – »O Jezu, czynię to z miłości dla Ciebie, w intencji nawrócenia grzeszników oraz jako zadośćuczynienie za grzechy popełnione przeciwko Niepokalanemu Sercu Maryi«.

 

 

  • Czwarte objawienie Maryi – 13 sierpnia 1917

13 sierpnia, w dniu, w którym miało mieć miejsce czwarte objawienie, wizjonerzy nie mogli się udać do Cova da Iria, ponieważ zostali oni uwięzieni przez administratora kantonu Ourém, który chciał wyrwać im ich tajemnicę siłą. Dzieci wytrzymały to dzielnie.

O zwykłej porze, w czasie, gdy zebrani ludzie obserwowali małą białą chmurkę unoszącą się przez kilka minut nad zielonym dębem, usłyszano w Cova da Iria grzmot, po którym nastąpiła błyskawica. Byli oni także świadkami zjawisk związanych z zabarwianiem się na różne kolory twarzy ludzi, ubrań, drzew czy ziemi. Matka Boża na pewno przybyła, lecz nie odnalazła na miejscu spotkań wizjonerów.

Powróciła kilka dni później, w posiadłości Valinhos ukazując się na zielonym dębie, który był tylko trochę wyższy od dębu z Cova da Iria.

ŁUCJA: Czego sobie Pani życzy ode mnie?
MATKA BOŻA: Chcę, abyście nadal przychodzili trzynastego dnia miesiąca do Cova da Iria i odmawiali różaniec codziennie. W ostatnim miesiącu uczynię cud, aby wszyscy uwierzyli
ŁUCJA: Co Pani chce, abyśmy zrobili z pieniędzmi, które ludzie zostawiają w Cova da Iria?
MATKA BOŻA: Niech sporządzą dwa feretrony. Jeden ty będziesz nosiła z Hiacyntą i dwie inne dziewczynki, ubrane na biało. Drugi niech nosi Franciszek z trzema innymi chłopcami. Pieniądze składane na te feretrony są przeznaczone na święto Matki Bożej Różańcowej, a reszta jako datek na kaplicę, która ma być zbudowana.
ŁUCJA: Chciałabym prosić o uzdrowienie kilku chorych.
MATKA BOŻA: Tak, niektórych uzdrowię w ciągu roku. I przybierając smutniejszy wyraz twarzy, znowu poleciła dzieciom praktykowanie umartwień: Módlcie się, módlcie się wiele i czyńcie ofiary za grzeszników, ponieważ wiele dusz idzie do piekła, bo nie mają nikogo, kto by się za nie ofiarował i modlił.
I jak zwykle zaczęła unosić się ku wschodowi.

Dzieci obcięły gałęzie krzewu, nad którym Matka Boża im się ukazała, i zaniosły je do domu. Wydzielały one szczególnie przyjemny zapach.

 

 

  • Piąte objawienie Maryi – 13 września 1917

Tak jak i poprzednio, tłum ludzi, których liczba została oszacowana na około piętnaście do dwudziestu tysięcy osób, a może nawet i więcej, był świadkiem całej serii zjawisk atmosferycznych: nagłego ochłodzenia, takiego przyćmienia słońca, że można było zobaczyć gwiazdy, pewnego rodzaju deszczu, jakby opadały tęczowe płatki lub płatki śniegu, które znikały, zanim jeszcze mogły dotknąć ziemi. Wtedy to właśnie zauważono świetlistą kulę, która przemieszczała się wolno po niebie ze wschodu na zachód, a przy końcu objawienia w przeciwnym kierunku. Jak zwykle, wizjonerzy dostrzegli błysk światła, po czym ukazała im się ponad zielonym dębem Najświętsza Maryja Panna.

MATKA BOŻA: Odmawiajcie w dalszym ciągu różaniec, aby uprosić koniec wojny. W październiku ukaże się również Pan Jezus, Matka Boża pod wezwaniem Bolesnej i Karmelitańskiej oraz św. Józef z Dzieciątkiem Jezus, aby pobłogosławić świat. Bóg jest zadowolony z waszych umartwień, ale nie musicie spać ze sznurami. Noście je tylko w dzień.
ŁUCJA: Proszono mnie, abym poprosiła Panią o wiele rzeczy; uzdrowienie kilku chorych, uzdrowienie głuchoniemego.
MATKA BOŻA: Tak, niektórych uzdrowię, innych nie. W październiku uczynię cud, aby wszyscy uwierzyli.

 

 

  • Szóste i ostatnie objawienie Maryi – października 1917

ŁUCJA: Czego Pani sobie życzy ode mnie?
MATKA BOŻA: Chcę ci powiedzieć, aby wybudowano tu kaplicę na moją cześć. Jestem Matką Boską Różańcową. Odmawiajcie w dalszym ciągu codziennie różaniec. Wojna się skończy, a żołnierze wkrótce wrócą do swoich domów.
ŁUCJA: Miałam prosić Panią o wiele rzeczy, o uzdrowienie kilku chorych, nawrócenie niektórych grzeszników, etc.
MATKA BOŻA: Jednych uzdrowię, innych nie. Trzeba, aby się poprawili i prosili o przebaczenie swoich grzechów. I ze smutnym wyrazem twarzy dodała: Niech nie obrażają więcej Boga naszego Pana, który już i tak jest bardzo obrażany.

Następnie, rozchylając dłonie, Najświętsza Maryja Panna zaczęła odbijać się w słońcu, podczas gdy unosiła się, odbicie Jej światła cały czas padało na słońce.

Wtedy to Łucja wykrzyknęła: Spójrzcie na słońce!

Po tym jak Najświętsza Maryja Panna znikła w bezmiarze nieboskłonu, wizjonerzy byli świadkami trzech następujących scen: pierwsza z nich symbolizowała tajemnice radosne różańca, następna tajemnice bolesne, a ostatnia tajemnice chwalebne (tylko Łucja widziała te trzy sceny; Franciszek
i Hiacynta widzieli tylko pierwszą z nich):

Obok słońca zobaczyli pojawiającego się świętego Józefa z Dzieciątkiem Jezus oraz Matkę Boską Różańcową. Była to Święta Rodzina. Maryja była ubrana w białe szaty i w niebieski płaszcz. Święty Józef także był ubrany na biało, natomiast Dzieciątko Jezus miało okrycie w jasnoczerwonym kolorze. Święty Józef pobłogosławił tłum wykonując trzykrotnie znak krzyża. Dzieciątko Jezus uczyniło to samo. Następna była wizja Matki Boskiej Bolesnej i Chrystusa Pana obarczonego cierpieniem w drodze na Kalwarię. Jezus pobłogosławił lud czyniąc znak krzyża. Matka Boża nie miała w piersi miecza. Łucja widziała jedynie górną część ciała Pana Jezusa. Ostatnia była chwalebna wizja Matki Bożej Karmelitańskiej, ukoronowanej na Królową Nieba
i Ziemi oraz trzymającej w swych ramionach Dzieciątko Jezus.

 

Ania Żeńca, dawniej Świątczak, była wokalistka zespołu Ich troje, jedna z żon Michała Wiśniewskiego, buntowniczka z wyboru, opowiada o swoim nawróceniu.
Jak wiele młodych ludzi w okresie młodzieńczego buntu sięgnęła po alkohol i narkotyki, potem weszła w „wielki świat” estrady… tym samym na drogę ku zatraceniu.
W chwili totalnej bezsilności i beznadziei, kiedy nie mogła znieść tego, kim jest i co sobą reprezentuje , zwróciła się do Boga, który nie zostawia wołającego bez pomocy. Bóg postawił na jej drodze dziewczynę, z którą zaczęła rozmowę. Ona też zaprosiła Anię na spotkanie modlitewne. Proces odnajdywania ścieżek Pana rozpoczął się, lecz była to droga kręta i wyboista. Wielka kariera na chwilę przysłoniła obraz Boga w jej życiu.

Jednak w końcu wróciła na łono Kościoła, doznając objawienia, że każdego dnia ktoś się za nią modlił, że Bóg o niej nie zapomniał, że kocha ją i chce dla niej jak najlepiej.
„Przewrotne jest serce i niewierne”. Bóg dał jej nowe życie, życie w światłości.

Świadectwo swej wiary składa 52-letni narkoman Wiesław z 20-sto letnim „stażem” w nałogu. Obecnie od 13 lat „czysty” od narkotyków i głęboko „wierzący”. Jednak jak sam twierdzi „Narkomanem się jest.”. Po heroinę sięgnął w wieku 15 lat, w najtrudniejszym okresie życia – w okresie dojrzewania, buntu. Wiesław odrzucił Boga i Jego przykazania – dekalog. Stał się „wolny”. Robił co chce, nie biorąc za nic odpowiedzialności. Stracił w tamtym czasie sens życia, zapełniając pustkę po Bogu alkoholem i narkotykami. Stał się heroinistą produkującym „kompot”. „Następne 20 lat spędziłem w piekle.. bo narkomania jest piekłem na ziemi, piekłem, które człowiek funduje sobie sam i na własne życzenie”. Był człowiekiem bez sumienia i zasad moralnych, a potem bez domu i rodziny, ponieważ musiał wyprowadzić się z rodzinnego miasta.

Staczał się na dno, aż do 1999 roku, w którym to roku spotkał księdza Wacława – „śmiesznego człowieczka, w śmiesznej czarnej sukience”, z którym zaczął rozmowę. Ksiądz, pracujący na co dzień z uzależnionymi wziął go do kancelarii parafialnej na rozmowę. Od tego momentu rozpoczął się długi i mozolny proces ratowania Wiesława. Na swej drodze spotkał potem wielu księży, jednak gdyby Bóg nie postawił mu na drodze „księdza Wacka”, nie nawrócił by się. „Panie Boże.. jeżeli jesteś, jeżeli istniejesz to zrób coś ze mną.”. Bóg go wysłuchał. Jednak sam określa siebie mianem „szczęściarza”, gdyż narkotyki nie zabrały mu życia, a wszyscy z którymi zaczynał „ćpanie” już nie żyją. Jest szczęśliwy, bo spotkał najlepszego przyjaciela, spotkał Boga.

To tylko skrót opowiadania o życiu Wiesława, o jego wzlotach i upadkach, chorobie i uleczeniu. Warto jednak poświęcić czas, by wysłuchać historii od początku do końca.

Ania – osoba więżąca, jak wielu z nas. W pewnym momencie życia, zadała sobie pytanie, czy Bóg, w którego wierzy jest naprawdę tym, za kogo Go rzeczywiście uważa.
Jako dziecko jej wiara była prosta i ufna, jednak wraz z dojrzewaniem wiara ta zaczęła się zmieniać. Poprzez czytanie, rozmowy z innymi zaczęła fascynować się jogą, i innymi wyznaniami przez co sama zaczęła oddalać się od Boga i Kościoła, a w jej życie wkradła się rutyna.

Przez 8 lat nie mogła odnaleźć się w świecie, czuła pustkę i samotność. Ponownie odkryła Boga dzięki swemu bratu, podczas wyprawy w góry. Zaczęła świadomie fascynować się Bogiem, znów poczuła Jego miłość, odnalazła cel i sens. „Z Bogiem nie ma rozpaczy, jest nadzieja”!

Znana między innymi z „Big Brothera” celebrytka z Łodzi, opowiada o spotkaniu z Bogiem. Opowiada o pewnym niepozornym wydarzeniu z życia,które jednak okazało się być bardzo przełomowym. Została ona zaproszona na casting (jeden z wielu), wymyślała milion powodów, by się na nim nie zjawić; by nie spotkać się z osobą, za którą nie przepada, której nie zna, a która namawia ją by się pojawiła w określonym miejscu i czasie.

Maja zdecydowała się pojechać, choć nie była pewna tego, co właściwie robi. Cały wyjazd wydawał się komedią pomyłek, jednak gdyby nie cała sytuacja, Maja nie zastanowiła by się nad swoim życiem, nie znalazła by swojej drogi do Boga. Oddając swe życie Jezusowi, Maja stała się nowym, wolnym człowiekiem. Jednak szczegóły całego zdarzenia najlepiej wysłuchać od samej zainteresowanej.

Świadectwo, jakie składa ojciec Adam tylko pozornie jest historią jego życiowej drogi. Jak sam twierdzi, chciałby opowiedzieć o Bogu i tym w jaki sposób On działa z ludźmi i dla ludzi.

Na pytanie o powołanie, skąd wiedział, że ma być księdzem odpowiada:„Pan Bóg zrobił wszystko za mnie i dla mnie […] mam nadzieję że tak już zostanie”. Od początku wiedział, że będzie księdzem. Od dziecka. Jednak prawie 20 lat zajęło mu podjęcie tej jedynej i słusznej decyzji, jaką było wstąpienie na drogę kapłaństwa.

W wieku 16 lat uciekł z domu.. do zakonu, w którym chciał już pozostać do końca życia. Jednak był jeszcze zbyt młody, nie był pełnoletni więc piękna przygoda skończyła się tak szybko jak się zaczęła. Wrócił do domu, gdzie rodzice zakazali mu wszelkich form wiary. (Było ochrzczony, był u komunii i po bierzmowaniu, jednak poza tym nikt nie uczył go wiary i przykazań.)
Od tego wydarzenia w jego życiu pojawił się mrok i nieczystość na kilkanaście lat.

W klasie maturalnej znów powróciła myśl o tym, że musi coś zrobić ze swoim życiem, ze będzie księdzem i zamiast jechać do Krakowa „zdawać” na historię, pojechał do Częstochowy na egzaminy do seminarium. Został przyjęty, jednak wytrzymał w nim tylko rok. W międzyczasie, po pierwszym roku poznał dziewczyną, z która chciał założyć rodzinę, jednak wrócił na tygodniowe rekolekcje, które są obowiązkowe przed każdym rokiem w seminarium, z myślą, że to będzie znakomite zakończenie przygody z kapłaństwem. W czwartek, godz. 12.47 przed przyjęciem Komunii Świętej doznał objawienia, że wstąpi do zakonu Dominikanów i tak się stała. Po roku wstąpił do zakonu, zupełnie „w ciemno” bo nic o nim nie wiedział. Minął rok, przyszedł czas składania ślubów zakonnych i znów historia z zakochaniem, kolejny kryzys wiary.. Zastanawiał się czy składać śluby, czy nie, jednak je złożył, ale zaraz potem Szatan przypuścił swe ataki na księdza. Miał być lepszy, ale nie był; miał umieć się modlić, ale nie umiał.. kolejny rok oswajał się z myślą, że odchodzi z zakonu.

Aż nadszedł czas że brazylijscy rekolekcjoniści przyjechali na spotkanie z księżmi, co odmieniło serce Ojca Adama. „Pan Bóg wziął serce kamienne […] powymieniał i wsadził nowe.” Zrodził się nowy człowiek. Serdecznie zapraszam do wysłuchania całego świadectwa osobiście, ponieważ jest to naprawdę niewiarygodna opowieść, a jednak prawdziwa, dająca nadzieję każdemu z nas i przedstawiająca potęgę Boga.

„Obiecałem, że nigdy Cię nie opuszczę” (Mt 28,20)

Bóg widzi wszystko, również nasze smutki i łzy, które dokładnie policzył. Jesteśmy Mu drodzy. On dźwiga nasze ciężary razem z nami, nawet jeśli tego nie zauważamy. Jest zawsze z nami i wzywa nas do męstwa. „Jeżeli Bóg z nami, któż przeciwko nam? ” (Rz 8,31) On Cię obroni i będzie strzegł, nigdy Cię nie zostawi i nie opuści, nawet jeśli wszyscy by to zrobili. „Chociażbym chodził ciemną doliną, zła się nie ulęknę, bo Ty jesteś ze mną„ (Ps23, 4)

On posyła swe anioły, by cie chroniły. Posyła swe światło by rozjaśniało mroki Twego życia. Wystarczy tylko Go uwielbiać i wywyższać.
Jak dobry Ojciec mówi do nas: Bądź cierpliwy i posłuszny, a dobrze Ci będzie. Proś o co chcesz, a ja Ci to dam. Jesteś mym ukochanym dzieckiem i dziełem moich rąk. Nikt nie zna Cię lepiej ode mnie.

Masz tylko jedno życie, więc przeżyj je godnie, dobrze, mądrze. Rozraduj swe serce i porzuć smutki, bo życie jest zbyt krótkie by się smucić.
Zaufaj mi i proś o co chcesz. Sam, beze mnie nic nie zdziałasz. Ze mną możesz nawet „góry przenosić”. Wszystko Ci wybaczę, bo jestem wierny i sprawiedliwy, Kocham Cię i zawsze Cię przygarnę.

Kochaj i przebaczaj innym, tak jak ja przebaczam Tobie. Z odwagą patrz w przyszłość i nie lękaj się, bo we mnie możesz wszystko.
Pójdziesz ze mną?! Czekam na Twą odpowiedź. Twój tata – Bóg.

„Jesteś piękna taką, jaką Cię stworzyłem.” (Rdz 1,31) Kocham Cię, właśnie taką jaką jesteś, bo jesteś piękna. Stworzyłem Cię na Swój obraz i podobieństwo, zatem grzechem jest uważać inaczej. „Bo góry mogą ustąpić i pagórki się zachwiać, ale miłość moja nie odstąpi od ciebie” (Iz 54,10)

Bóg Cię stworzył, więc rozumie Twoje problemy i troski, zna Twe myśli i rozterki, jednak nigdy nie zostawi Cię samej, nie porzuci. Nawet gdyby wszyscy inni Cię opuścili.

Przerzuć wszystkie swe troski na Pana, a on pomorze Ci je dźwigać. „Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię. ” (Mt 11, 28) i nie lękaj się bo On zawsze jest przy Tobie. „Chociażbym chodził ciemną doliną, zła się nie ulęknę, bo Ty jesteś ze mną„ (Ps23, 4)

Bóg mówi: Ja dam Ci siłę, nowe serce i nowego ducha.. Nie lękaj się, bo we Mnie jest siła i moc. Ja Ciebie nie zawiodę. Pomogę Ci we wszystkim i pokarzę nawet to, czego nie widzisz. Jeśli tylko zechcesz…

Wszystko Ci wolno, jednak pamiętaj, że nie wszystko się opłaca, nie wszystko ma dobry skutek. Bądź czysta i skromna, bo piękno pochodzi z wnętrza, z Twego serca. Bądź dobra. Nie kłam, nie oczerniaj, nie oceniaj, mów prawdę. Niech świadczą o Tobie twe czyny, a nie Twe słowa. Moja miłość żyje właśnie w Tobie.

Jednak by pokochać innych, musisz pokochać siebie. Nie bój się. Nie porównuj z innymi. Kochaj męża swego, bo Ty jesteś Jego, a on Twój. Przebaczaj, nawet gdy to trudne. Ja będę Twoją siłą, gdy będziesz we Mnie trwać.
Nigdy Cie nie opuszczę, zawsze będę przy Tobie. Lecz czy pozwolisz mi działać, czy mi zaufasz?! Kocham Cie – Twój tato – Bóg.

„Nadszedł już czas, byś wziął udział w bitwie” (Ef 6,14)
Bóg jest obecny zawsze i wszędzie. Nieustannie wzywa nas do walki, walki o swój los, swoje życie przeciwko siłą ciemności. Jednak bez Niego jesteśmy skazani na porażkę. Sami nie możemy nic, a z Nim możemy wszystko. Oto co mówi:

Masz być mocny i mężny, masz Mi zaufać do końca a zwycięstwo będzie po naszej stronie. „Wszystko mogę w tym, który mnie umacnia” (Flp 4, 13)

Wszystko co masz pochodzi ode mnie, (On kieruje naszym losem i zawsze jest przy nas, ponieważ do niego należy miejsce i czas). „Chociażbym chodził ciemną doliną, zła się nie ulęknę, bo Ty jesteś ze mną„ (Ps23, 4) (To On zawsze słucha, dodaje sił, pociesza, zna nas i wie wszystko. Jedyne co musimy to oddać Mu swe życie i zaufać).
Kochaj innych tak, jak kochasz siebie. Kochaj swą żonę i dzieci, tak jak kochasz siebie. Sam ją wybrałeś, więc dbaj o nią i swój dom. Kochaj ją i bądź jej wierny.

Zostałeś wezwany do wielkich rzeczy, jeśli tylko będziesz mi posłuszny. Bo Ja, Twój Bóg Cie wybrałem. A kiedy upadniesz powstań. „Wystarczy Ci mojej łaski. Moc bowiem w słabościach się doskonali” (2Kor 12,9) Staraj się, bo miejsce jest już przygotowane. „Pan jest z Tobą dzielny wojowniku” (Sdz 6,12)
Tylko czy mnie wybierzesz? Czy pozwolisz mi działać? Bez względu na Twoją decyzję kocham Cie mój synu.

  • 1