Home / Pytania i odpowiedzi  / Podobno Jezus miał żonę. To fikcja.

Podobno Jezus miał żonę. To fikcja.

qa

Plotka ma to do siebie, że rozsiewana jest lotem błyskawicy, niekiedy częściej od sprawdzonych informacji. Nie ma się zatem czemu dziwić, że pogłoski dotyczące życia i codziennego funkcjonowania Jezusa oplatają cały świat bez konkretów i sprawdzania ich realności. Tak było także w roku 2012, kiedy to na Międzynarodowym Kongresie Badań Koptyjskich, pojawiła się teza, iż Pan Jezus był… żonaty!

 

Tą nieprawdopodobną dla chrześcijan tezę ogłosiła profesor Karen King, wykładowca z Uniwersytetu Harvarda w USA. Co ciekawsze, powodem tak dużego zamieszania na całym świecie, nie tylko dla wierzących, ale przede wszystkim ateistów podważających słowa Pisma Świętego, jest kawałeczek koptyjskiego materiału, pochodzący najprawdopodobniej z IV wieku naszej ery. To właśnie na nim, widnieje napis, odczytany w słowach „moja żona”. I to w zasadzie tyle. Tyle, a niektórzy, chcieliby powiedzieć- aż tyle. Ów ważny skrawek materiału, został przekazany pani profesor przez tajemniczego handlarza, który nie szukając rozgłosu, nie chciał ujawniać swoich danych. Dziennikarze, niemalże wszystkich czasopism i dzienników prześcigali się w wymyślaniu kolejnych chwytliwych haseł. Niektóre tytuły podawały nawet dwa nazwiska, jako niepodważalne autorytety potwierdzające autentyczność. Czy aby tak było na pewno? Czy cała historia, zaczerpnięta niemalże z „Kodu Leonarda da Vinci” nie wydaje się nieco dziwna? Czy nie brakuje w niej w końcu realnych, faktycznych elementów? Poniżej kilka informacji, które ewidentnie podważają rzekomą autentyczność materiału z IV wieku naszej ery.

 

Niby nic… a jednak.

Choć informacja o znalezisku szybko opłynęła cały świat, niektóre jej części zostały ogłoszone mimochodem, zupełnie po cichu, aby nikt, nie przywiązał do nich szczególnej uwagi. Należały do tego zbioru także opinie wielu uznanych autorytetów, z zakresu odmiennych dziedzin, którzy zgodnie wyrazili swoje wątpliwości, a w niektórych przypadkach, otwarcie zaprzeczyli autentyczności. Byli to między innymi:

  • Profesor Koptologii (Uniwersytet w Muenster), Stephen Emmel
  • Specjalista zajmujący się papirusami (Uniwersytet w Hamburgu), Alin Suciu
  • Uznany Koptyjski lingwista i zastępca dyrektora projektu w Bibliotece Koptyjskiej (Uniwersytet Laval w Quebecu), Wolf-Peter Funk
  • Profesor- archeolog (Uniwersytet w Suffolk), David Gill
  • Profesor Religioznawstwa (Uniwersytet Princeton), Anne Marie Luijendijk
  • Profesor nauk dot. Nowego Testamentu, (Seminarium Teologiczne, Dallas w USA), Darrell Bock
  • Profesor i ksiądz Baptystów (Tennessee w USA), Jim West
  • Profesor – Religioznawstwa (Polska), Maria Libiszowska-Żółtowska
  • Kś. Profesor Waldemar Chrostowski w Polsce,
  • Profesor, specjalista koptologii, (Uniwersytet La Sapienza w Rzymie)
  • Alberto Camplani, Profesor – i ekspert na kierunku badań dot. Nowego Testamentu (Uniwersytet w Durham), Francis Watson.

Wiele spośród powyżej zaprezentowanych nazwisk jednoznacznie stwierdziło brak autentyczności materiału, pokazanego światu w 2012 roku. Największym sceptykiem, jednoznacznie zaprzeczającym prawdziwości rękopisu był Francis Watson. To zastanawiające, że taka informacja jest przekazywana w sposób cichy, właściwie tak, jakby była mało znacząca, niemalże fikcyjna.

 

wycinek

 

Handlarz, którzy nie ujawnia danych…

Kolejnym pytaniem nasuwającym się w tej całej historii jest to, odnoszące się do anonimowości rzekomego handlarza, który miał dostarczyć „autentyczny” materiał profesor Karen King. Dlatego tak bardzo dbał o zachowanie swojej anonimowości? Co nim kierowało, że zamiast popularności i uznania, wolał pozostać w cieniu? Skoro jego intencje miały być czyste i dotyczyć wyłącznie naukowego odkrycia, dlatego tak wiele pytań w tym zakresie, pozostaje bez odpowiedzi? Pewnie nigdy nie dowiemy się, kim był rzekomy dostawca skrawka materiału, który kilka lat temu przewrócił wszystko do góry do nogami, i w jednej chwili stał się atutem w rękach ateistów. Na krótko jednak.

 

Autentyczność pozyskanego materiału…

Co przemawia zdecydowanie na niekorzyść odkrycia? Ano fakt pozyskania danego materiału, który rzekomo pochodzi z IV wieku naszej ery rzekomo… Większość cennych znalezisk zostaje odkrytych w badaniach archeologicznych, a ten fragment został zauważony na rynku akwarycznym. I choć trzeba przyznać, że czasem zdarza się znaleźć prawdziwy skarb , jednak w większości przypadków są to tylko ładnie wykonane podróby, nastawione wyłącznie na handel i duży zysk. To niekoniecznie najlepsze źródło uzyskiwania czy odnajdowania tak cennych przedmiotów, które mogłyby pochodzić z pierwszych wieków naszej ery.

 

Jeśli jednak jest prawdziwy…

Zakładając jednak prawdziwość materiału to nie wolno zapominać o ważnej rzeczy. Określenie „moja żona” może bowiem odnosić się do wielu różnych osób bądź stanowić metaforę. Niektórzy ze zwolenników tego papieru podkreślają, że jest to niewielki, fragment tekstu homilijnego czy też ceremonii. Tak więc interpretacja tekstu na podstawie dosłownie dwóch wyrazów, jest nieporozumieniem. Przenośnia literacka może być czymś zupełnie innym. Ten argument więc też jest niewiarygodny i w oczach racjonalnego, obiektywnego obserwatora nie powinien stanowić jakiejkolwiek wartości.

 

Obrzędy zaślubinowe.

Jak mówią stare zapisy gnostyczne (a na takie wskazuje opisywany skrawek materiału), istniało pięć różnych obrzędów, wśród których były tak zwane „zaślubiny wieczerzy”, odnoszące się bezpośrednio do Eucharystii chleba i wina. Samym zaś oblubieńcem, bądź oblubienicą, zwykle nazywano osoby, które postępowały w nauce. Należy tu również przypomnieć, iż sam Pan Jezus wspomina w Ewangelii o własnych zaślubinach z Kościołem. To właśnie jego uczestnicy( a więc słuchacze, zarówno płci męskiej, jak i żeńskiej) należeli do niego.

 

Kolejny argument to….?

Aby właściwie, obiektywnie ocenić realność skrawka materiału z napisem „Moja żona”, należy również uwzględnić, że w tamtych czasach imiona takie jak Jezus, Maryja czy też Magdalena były dość popularne w tamtym rejonie. Ciężko zatem jednoznacznie stwierdzić, że ewentualne osoby z całym przekonaniem można zaliczyć właśnie do tych najważniejszych dla chrześcijan.

 

Jak to więc jest z tą żoną Jezusa?

Wysuwanie tezy o żonie Jezusa jest zbyt daleko idącym wnioskiem. Naukowcy wielu dziedzin (Ci, którzy wątpią w autentyczność materiału) zgodnie sugerują, aby nie podejmować zbyt pochopnych decyzji. Nie można bowiem jednoznacznie stwierdzić, iż historyczny Jezus miał żonę – nawet jeśli materiał jest autentyczny. Ekspert z dziedziny opracowań gnostyckich, Luigi Moralni stanowczo potwierdza, iż teksty tego rodzaju: „nie stanowią zbiorów faktycznej biografii z życia Jezusa Chrystusa, lecz generalnie są wyrazem rozważania i myślenia niektórych późniejszych Chrześcijan o tym, czego On sam nauczał.” Tym samym więc nie można traktować takich przekazów, jak coś autentycznego. Nie tylko dlatego, że nie znamy autora tych słów, ale przede wszystkim dlatego, że nie był on naocznym świadkiem, co ma miejsce w przypadku Pisma Świętego. Nie da się bowiem porównać ewentualnych przypuszczeń czy wyobrażeń na jakiś temat, z naocznymi relacjami, które są jedynie obserwacją rzeczywistości.

 

No i najważniejsze…

Choć często są wspominane, tak naprawdę niewiele osób zdaje sobie sprawę, że teksty gnostyczne, nie są uznawane za natchnione (w przeciwieństwie do tych z II czy też późniejszych wieków naszej ery), w żadnym wypadku nie dowodzą istnienia żony Jezusa Chrystusa. „Ewangelia Tomasza”, „Ewangelia Piotra”, „Dialog Zbawcy” czy też „Ewangelia Filipa” wskazują jedynie na ogromną miłość, okazywaną przez Pana swoim uczniom. I co najważniejsze, to właśnie tam pojawiają się również kobiety, pomimo, iż w czasach antycznych nie dopuszczano ich do spraw religijnych. Być może właśnie obecność Magdaleny, w towarzystwie Jezusa tak bardzo zadziwiała ówczesnych kronikarzy oraz mieszkańców Jeruzalem. Przykrym jest jednak fakt, że to właśnie na tej podstawie, próbuje się dorobić historię do życia Jezusa.

Rozpatrując jednak zjawisko posiadania żony, należy zaznaczyć, że wiara tego nie zabrania. Sakrament małżeństwa należy do tych świętych, a w ówczesnych czasach nauczyciele czy też rabini byli żonaci. Byli również i tacy, którzy poświęcali się Bogu bez słowa, żyjąc w celibacie – i ci, także byli bardzo szanowani w tamtych czasach. Każdy z nich, jeśli szczerze wierzył był blisko Boga, bez względu na to, czy posiadał rodzinę, czy wybrał odosobnienie i celibat.

Kś. dr. Mark D. Roberts, wspominał kiedyś, że próba wmówienia ludziom, że Jezus miał żonę ma jeden, podstawowy cel… chce przedstawić Syna Bożego jako zwykłego śmiertelnika. Jest to dość dziwne, bowiem wszystkie źródła naocznych świadków wspominają o wielu członkach rodziny Jezusa, jednak o żonie wciąż milczą… Przypadek? Przecież gdyby ona istniała realnie, ktoś z najbliższego otoczenia musiałby choć w niewielkim stopniu o tym wspomnieć. Jak podkreślają eksperci, istnieje bardzo obszerny materiał dowodowy, pozwalający na oczywiste stwierdzenie boskości Jezusa, niż fakt, że był on żonatym mężczyzną.

Drugą stroną medalu jest oczywiście obecność wszechobecnych fałszerzy i handlarzy, doszukujących się wyłącznie wysokich zysków, kosztem nawet nieprawdziwych relacji czy przedmiotów. Pozostaje więc jedno zasadnicze pytanie: kto stara się zmienić historycznego Jezusa, i z jakiego powodu? Czyż ludzkość dostała zbyt małą ilość dowodów na Jego boskość? Bez względu na wszystkie starania, powinniśmy wierzyć w to, co zapisane zostało w Piśmie Świętym. To najlepsze źródło prawdy o Bogu i Jego Synu- Jezusie Chrystusie. Nie starajmy się zatem wymyślać historii, nie wierzmy w każde, zasugerowane nam słowo. Ufajmy Bogu i to jemu powierzmy własne życie.

Review overview
BRAK KOMENTARZY

Przepraszamy, formularz komentarzy jest wyłączony.