Home / 2016 / Luty

Ewangelie są Prawdą o Jezusie. Pozwalają poznać Jego życie bliżej, pokazują właściwą drogę, umożliwiają zaufanie. Niestety grono sceptyków, sugerujących jakoby były one nieprawdziwe stale jest duże. To dziwne zjawisko, gdyż jak podają naukowcy z całego świata, dowody na ich autentyczność są niepodważalne. Jak powiedział niegdyś Dr. A. N. Sherwin-White, historyk klasyki rzymskiej, będący jednocześnie wykładowcą na Uniwersytecie w Oxfordzie:

„Utwierdzenia historyczne odnośnie Wydarzeń z Nowego Testamentu są druzgocące. Jakakolwiek próba odrzucenia jego podstaw historycznych, nawet w kwestii szczegółów, musi obecnie objawiać się jako absurd. Historycy zajmujący się okresem rzymskim już dawno to uznali”.

Obecnie szczególną uwagę zwraca się na tzw. „Listy Kodeksów papirusowych Nowego Testamentu”, stanowiących materiał dowodowy, podkreślający oryginalność Ewangelii, a także ich antyczny zapis. To kopia Nowego Testamentu, spisana na prastarym papirusie. Jego (a raczej ich, bo takich materiałów jest sporo) data powstania jest szacowana z dokładnością do stu lat. Można zatem śmiało stwierdzić, że są one najstarszymi świadkami Nowego Testamentu, odkrytymi w różnych częściach świata. Swoją rangę zyskały jednak dopiero w XX wieku. Przed rokiem 1900 znano bowiem zaledwie 9 papirusów, z których tylko jeden stanowił całą zapisaną kartę. Wiek XX przyniósł zaskakujące odkrycia archeologiczne, pozwalające na zakwalifikowanie do tych niezwykle ważnych źródeł, dodatkowych rękopisów. Co ważniejsze, to właśnie dzięki nim, naukowcy są w stanie odtworzyć wczesne zapiski Nowego Testamentu. Aby zapoznać się z całością tematu, warto przybliżyć pewne przykłady, dzięki którym każdy może przekonać się, że Ewangelie są prawdziwe, a co istotniejsze, posiadają zatwierdzoną, historyczną wartość.

 

papirus_Rylandsa-300x465Papirus RylandsaPapirus Rylandsa:

jest obecnie uważany, za jeden z najstarszych. Oznaczony został cyfrą 52 i posiada wymiary 9 na 6 centymetrów. Co się na nim znajduje? Przednia strona jest Ewangelią św. Jana – linijki 18,31-33. Tył z kolei jest zapisem ciągiem dalszym tego samego tekstu (św. Jan 18, 38-39). To zapis rozmowy, prowadzonej pomiędzy Piłatem a Jezusem. Obecnie jeden z najstarszych fragmentów Nowego Testamentu znajduje się w Manchesterze, w John Rylands Library.

Jak podają naukowcy, data powstania Ewangelii św. Jana oscyluje w okolicy pierwszego wieku naszej ery. Zakłada się również różnicę mniej więcej dwudziestu lat, pomiędzy tekstem powstałym poza Egiptem , a czasem, w którym został spisany na jego terenie. Z tak prostych wyliczeń, jednoznacznie wynika, iż opisywany powyżej papirus został stworzony ok. 120- 125 roku n.e. To niewielki kawałek historii, potwierdzający to, w co wierzą chrześcijanie.

 

 

Papirus Oxyrynchust 2

Papirus Oxyrynchust 2

Papirus Oxyrynchus 2:

Ten niewielki fragment, oznaczony został numerem jeden. Znaleziony w dalekim Egipcie, obecnie znajduje się w University of Pennsylvania Museum of Archaeology and Anthropology w Filadelfii. Jego nazwa wzięła się od miejscowości, w której dokonano tego ważnego odkrycia. Papirus zawiera bowiem fragment Nowego Testamentu, a dokładniej Ewangelii św. Mateusza 1,1-9.12.14-20. Naukowcy sugerują, iż jego początek miał miejsce w trzecim wieku naszej ery.

 

 

Papirus Chester Beatty I:

Wedle numeracji Gregory-Aland, Papirus Chester Beatty jest oznaczony symbolem P45. To rękopis Nowego Testametu, zapisany w formie Kodeksu. Znajdują się w nim Ewangelie oraz Dzieje Apostolskie. Najprawdopodobniej powstał on w trzecim wieku naszej ery. Obecnie przechowywany jest na terenie Wiednia i w Dublinie.

2papirus_Chester_Beatty-570x248

Papirus Chester Beatty I

Papirus oznaczony symbolem P46. Kolejny fragment, składający się na cały cykl dokumentów tego rodzaju, nazywanych Chester Beatty. Ich nazwa najprawdopodobniej pochodzi od amerykańskiego przemysłowca i inżyniera, który w 1931 roku zakupił te papirusy w Egipcie. Prezentowany fragment przechowywany jest obecnie w Dublinie. Czym jest? Zawiera Listy Pawła (niekompletne), bez Listów pasterskich, na 86 kartach (pierwotnie było ich 104), o wymiarach 21,5-23 cm na 13,5-15,2 cm; kolejność ksiąg: Rz (brak 16, 1-24), Hbr, 1 Kor, 2 Kor, Ef, Gal, Flp, Kol, 1 Tes, 2 Tes. Paleograficznie datowany jest na około 200 rok. Young Kyu Kim opowiadał się nawet za końcem I wieku”. (Wikipedia)

Papirus Chester Beatty II:

Papirus Chester Beatty II

W tym samym wieku jest bez wątpienia także Papirus Chester Beatty II, który oznaczony został symbolem P47. Zapisany w języku greckim, stanowi Apokalipsę św. Jana stworzoną w formie kodeksu. Znajdują się tam fragmenty tekstów 9,10-11,3; 11,5-16,15; 16,17- 17,2.

Istnieje wiele różnych dokumentów, datowanych na II-III wiek naszej ery. Naukowcy zgodnie potwierdzają ich autentyczność, przez co stanowią one nie tylko poważny dorobek historyczny, ale przede wszystkim podstawę wiary chrześcijańskiej. Kolejnymi przykładami takich, antycznych tekstów są bez wątpienia Papirusy Bodmera. Jak podaje Wikipedia:

Papirus Bodmer II oznaczony symbolem 66 (Gregory-Aland) – kodeks papirusowy z końca II w. n.e. zawierający, z niewielkimi lukami, niemal całą Ewangelię Jana. Przechowywany jest w Bibliotece Bodmera w Genewie, niewielki jego fragment przechowywany jest w Institut für Altertumskunde w Kolonii[1].” Z kolei : „Papirus Bodmer XIV-XV, oznaczony symbolem 75 (według systemu Gregory-Aland) – jeden z najstarszych i dobrze zachowanych rękopisów Nowego Testamentu, paleograficznie datowany na lata 175-225 n.e. Pisany jest na papirusie w formie kodeksu, z którego zachowało się 51 kart. Zawiera on rozdziałów Ewangelii Jana i dużą część Ewangelii Łukasza. Jest jednym z najlepiej zachowanych rękopisów papirusowych.”

Osobnym, niezwykle cennym znaleziskiem jest również Papirus Magdaleński, oznaczony symbolem P64. To niezwykle krótki fragment, najprawdopodobniej tworzący jedną stronę z kolejnymi dwoma papirusami. To trzy osobne zdania, przekazujące Ewangelię według św. Mateusza. Najwybitniejsi naukowcy – archeolodzy datują powstanie tych znalezisk na pierwszy wiek naszej ery. Warto dodać, fakt, iż owe papirusy zostały szczegółowo opisane w książce :”The Jesus Papyrus”, gdzie duży nacisk stawiany jest na najnowsze możliwości technologiczne. Wykorzystano między innymi współosiowe laserowe mikroskopy epifluoroscencyjne i szeroko zakrojone badania porównawcze. Takie działania, pozwoliły na ustalenie wieku tekstów nie później, niż na 68 rok, co świadczy, że papirus pochodzi z okresu przebywania w Jerozolimie Apostołów.

 

Największe odkrycie dla współczesnego Chrześcijaństwa- Papirusy w Grotach Qumran.

Qumran_groty_2-248x330

Groty Qumran

Najpoważniejszym odkryciem, była jednak część papirusu odnaleziona w jaskini w Qumran, na Pustyni Judzkiej (okolice Morza Martwego). W 1947 roku odkryto tam tekst, niewątpliwie zawierający zapis z Ewangelii św. Marka tzn. wersety 6, 52-54. Stanowił on przedmiot wielu, różnorodnych badań pod względem kształtu pisma, a także zróżnicowanych porównań z innymi, starożytnymi zapisami. Przyjęto moment powstania tego tekstu na rok 50 n.e. Hiszpański, wybitny profesor Dou, dowiódł, że prawdopodobieństwo tego, że jest to inny tekst niż Ewangeliczny, wynosi 1: 900 000 000 000. Mirosław Rucki, autor publikacji pt. „Miłujcie się” przypomina:

 

 

W odniesieniu do tych odkryć jerozolimski archeolog A. Cohen powiedział w wywiadzie dla Jerusalem Christian Review: <Od stuleci [tj. przed odkryciem papirusów w grotach Qumran – red.] naukowcy uważali, że Nowy Testament, Ewangelia i Listy Apostolskie nie zostały napisane przez apostołów w pierwszym wieku n.e. Dowodzono, że przez dziesiątki lat nauki Jezusa i apostołów przekazywano ustnie, zanim
spisano gdzieś w drugim stuleciu>”.
Ważny autorytet, profesor O. Mazar zamieszkujący Jerozolimę dodaje: „Dzisiaj najnowsze badania nad najstarszymi papirusami, zawierającymi fragmenty Nowego Testamentu, podważają te przyjęte [wcześniej jeszcze] w nauce poglądy”.

 To, co zdarzyło się w 1947 roku, w grotach Qymran, znajdujących się nieopodal Morza Martwego raz na zawsze zmieniło podejście sceptyków i ateistów, do tej pory negujących autentyczność Ewangelii i całego Pisma Świętego. Najpopularniejsze zwoje papirusowe, zawierały przede wszystkim teksty Biblijne, a także proroctwa spisane na długo przed narodzinami Jezusa. Co ważniejsze, to one wypełniły się w życiu Jezusa co do joty (ponad 400 przepowiedni). Dodatkowo stanowią dowód na oryginalność i niezmienność Biblii, znanej od tysięcy lat i aktualnej do dziś.

Qumran_-_zwoj-365x259

Rękopis ze zwoju z Qumran

Opisując to niebywałe odkrycie, należy zwrócić uwagę na fakt, iż papirusy zostały dokładnie przebadane. Współczesna wiedza ekspertów w różnych dziedzinach, podobnie jak najlepsza i najnowocześniejsza technologia dała ostateczny obraz, że teksty biblijne pochodzą z trzeciego wieku przed naszą erą, z kolei Ewangelistyczne z pierwszego wieku naszej ery. Co pisze na ich temat Wikipedia?

„Rękopisy z Qumran: – (Zwoje znad Morza Martwego, Rękopisy znad Morza Martwego albo Manuskrypty znad Morza Martwego itp.) – zbiór dokumentów spisanych po hebrajsku, aramejsku i grecku, znalezionych w latach 1947-1956 w 11 grotach niedaleko ruin Qumran w Izraelu.


Przeprowadzone badania archeologiczne i metodą radiowęglową 14C pozwalają datować rękopisy na okres od II w. p.n.e. do I w. n.e. Dzięki badaniom paleograficznym zwojów wiadomo, że najstarsze z nich powstawały nawet od połowy III w. p.n.e. (4QJer, 4QEx i 4QSam), na długo przed zasiedleniem Qumran. Teksty te należały najprawdopodobniej do esseńczyków (albo jakiegoś ich odłamu), którzy zamieszkiwali Qumran w latach 125 p.n.e.-68 n.e. Około 800 rękopisów znaleziono w 11 grotach. Specjaliści dzielą je według różnych kryteriów. Jeden z podziałów
obejmuje dwie zasadnicze grupy:

  • teksty biblijne – zawierające całe księgi lub ustępy Starego Testamentu
  • nawiązujące bezpośrednio do Biblii – zawierające m.in. parafrazy wielu pism starotestamentalnych, tłumaczenia na grekę, apokryfy oraz komentarze do poszczególnych ksiąg biblijnych
  • teksty niebiblijne niezwiązane bezpośrednio z Biblią – zawierające różne przepisy i wskazówki związane ze wspólnotą zamieszkującą Qumran (np. „Reguła Zrzeszenia”, „Dokument Damasceński”, „Zwój Wojny” i różne hymny)

Część tekstów niebiblijnych dzieli się jeszcze na nieznane do czasów odkryć w grotach Qumran, ale znane powszechnie w Palestynie w czasach działalności wspólnoty Esseńczyków oraz teksty nieznane w ogóle obecnie ani w przeszłości, będące najwyraźniej wewnętrznymi pismami wspólnoty.

Rękopis z Qumran - ze zwoju Proroka Izajasza:

Rękopis z Qumran – ze zwoju Proroka Izajasza

Wśród przeszło 200 manuskryptów biblijnych znalezionych w Qumran zidentyfikowano fragmenty każdej księgi Biblii hebrajskiej z wyjątkiem Księgi Estery. W przeciwieństwie do Zwoju Izajasza – który zawiera kompletny tekst Księgi Izajasza – większość z nich jest reprezentowana tylko przez urywki stanowiące najwyżej jedną dziesiątą całej księgi. Najbardziej rozpowszechnione w Qumran były Psalmy (znaleziono 36 odpisów), Księga Powtórzonego Prawa (29 egzemplarzy) i Księga Izajasza (21 egzemplarzy).

W 1972 poruszenie w świecie naukowym wywołała teza, którą wysunął José O’Callaghan, jakoby fragment 7Q5 zawierał fragment Ewangelii Marka.”

 

 

Jakie można wysnuć wnioski?

Zaprezentowane powyżej papirusy oscylują w granicach pierwszego, drugiego, aż do początków trzeciego wieku naszej ery. Są autentyczne, oryginalne, a przede wszystkim antyczne. Dowodzą prawdziwości poszczególnych Ewangelii, którą tak bardzo próbują podważyć sceptycy i ateiści. Współczesna nauka jednak nie pozwala na pomyłki i niedopowiedzenia. Co ważniejsze, treść odnalezionych papirusów odpowiada treści dobrze znanej każdego chrześcijaninowi obecnie. Są to bowiem te same słowa, towarzyszące nam od zawsze. Pomimo upływu czasu, nie ma zatem mowy o jakimkolwiek zniekształceniu czy przeinaczeniu treści. Nawet, jeśli pojawiają się drobne różnice- dotyczą one wyłącznie spraw błahych, jak np. opisu otoczenia. Wszystkie znaczące i najważniejsze wydarzenia pozostają niezmienione. Czy istnieją jednak inne dowody na autentyczność Ewangelii? Odpowiedź wydaje się oczywista! TAK. Poniżej przykłady.

 

800px-Psalms_Scroll

Poza opisanymi powyżej dowodami bezsprzecznymi, istnieją również inne metody poznawcze, pozwalające na jednoznaczne stwierdzenie o autentyczności Ewangelii. Mowa tu oczywiście o manuskryptach, przepisywanych na podstawie oryginałów. Na świecie istnieje zatem 24,643. rzeczywistych manuskryptów Ewangelii. To ogromna liczba, potwierdzająca rzeczywistość i prawdziwość spisywanych tekstów. Warto więc nadmienić, iż nie ma drugiego takiego źródła, potwierdzonego na tyle, różnorodnych sposobów. Dla porównania można jedynie dodać, że drugie ważne i prawdziwe dzieło, silnie badane i sprawdzane na wiele sposób- „Iliada” Homera, posiada zaledwie ponad 600 manuskryptów, co w porównaniu z Ewangeliami, jest niczym. Pozostałych, ręcznie przepisywanych tekstów np. Arystotelesa udało się odnaleźć zaledwie 49, Cezara- niewiele ponad 10. Nie ma więc absolutnie żadnej podstawy, aby można było podważać realność Ewangelii. Zaskakującym jest fakt, że pomimo tak miażdżących „konkurencję” dowodów, to właśnie inne teksty nie podlegają wątpliwościom- a Ewangeliczne wciąż próbuje się podważać.

Inne niezbite dowody dla wiarygodności Ewangelii pozyskane są znów za pomocą nauki z tzw. źródeł odnośnie dowodów wewnętrznych-źródłowych:
Specjaliści od badania tekstów, paleografowie dokonują analizy i porównania samego tekstu źródłowego w oparciu o zamieszczone w nim opisy:

–    geograficzne z danego okresu czasu,
–    architektoniczne w porównaniu z innymi odkryciami archeologicznymi,
–    opisy historyczne, kulturowe, chronologiczne, etnologiczne,
–    badania dokonane na podstawie językoznawstwa,
–    metod porównawczych względem innych zachowanych dokumentów
–    antycznych itp.
–   a nawet badania węglem C-14

Stosując metodę małych kroków, każde antyczne źródło jest szczegółowo badane, minimetr po minimetrze. W przypadku jakichkolwiek wątpliwości, odrzuca się dany fragment. Gdy takowe nie występują, potwierdza się jego autentyczność. Tak restrykcyjne normy pozwalają na wykluczenie ewentualnych podróbek czy też nieudanych mistyfikacji. To właśnie one doprowadziły do zatwierdzenia wszystkich czterech tekstów Ewangelii- zarówno pod względem historycznym, jak i samych treści, które sobą reprezentują.

W oczach badaczy, nawet Listy św. Pawła- niegdyś zaciętego przeciwnika Chrześcijaństwa, są dowodem na prawdziwość Pisma Świętego. Obecnie teksty te, są uznawane za jedne z pierwszych, wczesno-chrześcijańskich. Ich powstanie datuje się na zaledwie 20-30 lat po śmierci Jezusa Chrystusa.

Jeden z ważniejszych osobistości Uniwersytetu w Manchesterze, profesor F.F. Bruce trafnie wspomniał kiedyś, że:

”[…]gdyby Nowy Testament był zbiorem opracowań świeckich, to jego autentyczność byłaby uznana przez wszystkich, jako poza wszelkimi wątpliwościami.”. To trafne spostrzeżenie ma w sobie wiele z prawdy. Bowiem realne, racjonalne rzeczy są z reguły przyjmowane zdecydowanie szybciej niż te, niewidzialne dla każdego gołym okiem. Nie wszyscy bowiem potrafią patrzeć sercem u uwierzyć w Boga.

Najlepszym podsumowaniem niech jednak będzie cytat profesor Clarka Pinnocka z McMaster University:

Nie istnieje żaden dokument z antycznego świata, potwierdzony przez tak wspaniały zbiór pisemnych i historycznych zaświadczeń…..Sceptycyzm odnośnie wiarygodności historycznej Chrześcijaństwa oparty jest o nieracjonalne uprzedzenia”. Nie należy zatem przejmować się opiniami ludzi którzy nie chcą szukać prawdy, bo dla nich, bez względu na ilość dowodów Jezus pozostanie na zawsze fikcyjny.” My jednak, doskonale wiemy, że jest On prawdziwym Synem Bożym, który przybył na Ziemie z konkretną misją. Misją, dzięki której każdy z nas może zostać Zbawiony.

“Kiedy Stephen Hawking Mówi o Bogu,nie Mylcie go z Naukowcem” dr Ervin Laszlo, filozof systemów nauk  jeden z najbardziej uznanych w świecie filozofów systemów nauk (gałęzi nauki będącej autorytetem i przedmiotem odnośnie oceny w kwestii poprawności danej analityki naukowej). Dwukrotnie nominowany do nagrody Nobla, laureat wielu prestiżowych odznaczeń naukowych, 4 tytułów doktora honoriscausa oraz autor ok. 70 książek i licznych publikacji międzynarodowych.

Astrofizyk i kosmolog – Stephen Hawking

Stephen Hawking jest uważany za jednego z najwybitniejszych kosmologów. Stwierdził on ostatnio, zadowalając tym samym ruchy ateistyczne, że niekoniecznie było tak, że to Bóg stworzył Wszechświat, ale powstał on dzięki istniejącym siłom (np. grawitacji itp.).

Czy możemy założyć, że autor w tych wypowiedziach jest obiektywny, a jego tezy słuszne? Co też mogłoby wpływać na takie postrzeganie przez niego rzeczywistości?

Znany amerykański chemik i informatyk, Henry “Fritz” Schaefer III, wypowiadał się w ten sposób o Hawkingu, nawiązując do źródeł biograficznych: “Teorie Hawkinga dotyczące Boga Stwórcy mogą być w dużej części ukształtowane przez przebieg jego życia w latach dziecięcych”. A w innym miejscu: “Pani Isabel Hawking, jego matka, w latach 30. XX wieku należała do Komunistycznej Partii Wielkiej Brytanii”.

Widać więc tu wyraźnie, iż Hawking dorastał w otoczeniu szkodliwych ideologii, które z pewnością wpłynęły na jego psychikę. Ideologii o tyle szkodliwych, że negujących istnienie Boga Stworzyciela Wszechświata.

Łatwo jest więc się domyślić, że wszelkie wpływy zmanipulowanego otoczenia, które kształtują dojrzewającą świadomość młodego chłopaka często będą miały swoje odbicie w dorosłych latach życia, w jego patrzeniu na świat lub niepowstrzymanej chęci do umacniana przekonań w celu pozbycia się konfliktów wewnętrznych. Dokładnie tak, jak mówi przysłowie: “Czym skorupka za młodu nasiąknie, tym na starość trąci.” Dlatego też już w wieku 13 lat Hawking odnalazł swojego mentalnego mentora, którym był Bertrand Russel, ateistyczny filozof i matematyk.

Jeden ze specjalistów w dziedzinie filozofii systemów nauk, nominowanym do nagrody Nobla, autor licznych publikacji, dr Ervin Laszlo, stwierdził w ostatnim czasie rzecz, która może nas utwierdzić w tych przekonaniach. Tak wypowiadał się na temat ostatniej z książek Hawkinga pt. “Wielki Projekt”, w której autor dyskredytuje koncept Boga Stwórcy: “Stephen Hawking wywiera wrażanie raczej spekulującego filozofa niż pragmatycznego naukowca”.

A następnie dodaje: “naukowiec tego pokroju, a zwłaszcza fizyk, nie powinien i nie może wypowiadać się na temat Boga w kontekście tego, czy Go potrzebujemy i czy rzeczywiście stworzył świat, ale może jedynie ocenić i stwierdzić, czy badania naukowe są w stanie przedstawić wyjaśnienie na działanie wszelkich praw natury”- których jak dotąd nie przedstawiono – “dlatego taka teoria wszystkiego musiałaby zawierać w sobie wytłumaczenie dla każdego prawa obecnego w przyrodzie, kosmosie i czasoprzestrzeni”.

W innym miejscy dr E. Laszlo stwierdza, odnosząc się do powyższych słów: “wyglądałoby to zupełnie tak, jak słowa Alberta Einsteina, który mówił o odczytaniu Bożego rozumu. Hawking zaś stara się udowodnić, iż Bóg w całym tym procesie nie bierze udziału. Wszak teorie, iżby Wszechświat miał powstać samoczynnie są od wielu lat powtarzanym złudzeniem. Dlaczego więc Wszechświat w którym żyjemy miałby stworzyć się sam? Czy był to akt spontaniczny, a może szczęśliwy traf lub czysty przypadek?

Czy nie lepszy wyjaśnieniem będzie stwierdzenie, że Wszechświat wraz z istniejącymi w nim prawami zostały zwyczajnie utworzone w taki sposób, by mogły w kolejnych krokach rozbudowywać się do obecnej postaci?

Zresztą stwierdzenie, że Wszechświat uczynił to spontanicznie, bez ingerencji, jest raczej wymówką niż odpowiedzią na pytanie. Podczas gdy S. Hawking stwierdza, że samo stworzenie się wszechświata jest jakoby dowodem na brak ingerencji Stwórcy w ten proces, przestaje mówić jak naukowiec. To nie jest naukowe podejście do sprawy. Tezy te są raczej natury teologicznej, w tym przypadku typowej dla ateistów. Odrzucenie istnienia inteligentnej siły stwórczej jest tak samo aktem wiary, jak zapewnienie w wiarę w Boga Stwórcę.

Naturalnie, możemy dyskutować i dociekać szczegółów odnośnie tego pytania, bo nigdzie nie jest powiedziane, że kres nauki ma być kresem badania człowieka. Jednak nie możemy wykorzystywać faktu, że jesteśmy szanowanymi naukowcami, do spekulowania na niezbadane tematy.”

Możemy być pewni tego, że każdy parametr Wszechświata jest niezwykle dokładnie skalibrowany i precyzyjnie dopasowany do potrzeb żyjących stworzeń oraz podtrzymania życia, że każde nawet najmniejsze odchylenie od nich okazałoby się katastrofą. A taka doskonałość naturalnych praw może być jedynie wyjaśniana charakterem i celowym działaniem Boga Stwórcy. (z wykładu prof. dr Zbigniewa Jacyny-Onyszkiewicza, Wszechświat na Miarę Człowieka”)

Według dra Philipa Claytona to, w jaki sposób świat przyrody oraz możliwości poznawcze człowieka są do siebie dopasowane, jest niepodważalnym dowodem na istnienie Boga, by człowiek mógł go rozpoznawać w swoim stworzeniu. Tak idealne dopasowanie wręcz zmusza nas do zauważania we Wszechświecie celowości i planu.

Z kolei według astrofizyka z Kalifornijskiego Instytutu Technologicznego, dra Hugh Rossa, istnieje 5 kluczowych argumentów, które przemawiają w sposób oczywisty za istnieniem nieskończenie inteligentnego Boga, Stwórcy Wszechświata. Są to argumenty:

  1. Kosmologiczny – Wszechświat, który jesteśmy w stanie obserwować musiał powstać w celowy sposób.
  2. Teologiczny – sama tylko budowa Wszechświata skłania nas do odkrycia kierunku i celu w ich istnieniu.
  3. Racjonalny – istnienie tak uporządkowanej struktury, jaką jest Wszechświat oraz zawarte w nim prawa sugerują działanie jakiejś inteligentnej siły sprawczej.
  4. Ontologiczny – powstanie u ludzi przekonania i świadomości o istnieniu Boga kieruje nas ku wnioskowi, że istnieje Stwórca, który zaszczepił je w człowieku.
  5. Moralny  – zdolność człowieka do odróżniania dobra i zła zmusza nas do przyjęcia faktu, że tylko Wyższa Istota o głębokim rozumieniu praw i porządku mogła je w człowieku zaszczepić.

Analizując książkę pt. “First scientific proof of God” dowiemy się z niej, że skoro istnieje Wszechświat, który posiada swoje granice, miał swój początek (Big Bang) oraz najpewniej zmierza do swojego końca, to sugeruje nam, że nie mógł powstać, ot tak samoczynnie. Przecież jedynie nieskończona forma bytu jest w stanie stworzyć coś skończonego. A ponieważ byt ów nie ma własnej przyczyny ani początku, to nazywamy go Bogiem i przyczynę wszechrzeczy. Istnienie Boga w tym przypadku jest obligatoryjne.

Matematyczne podejście do badania nieskończoności nie powinno być przeceniane. Jest ono jedynie skuteczne dla badań z zakresu rzeczy skończonych, z tego powodu, że wprawdzie rzeczy skończone, jak i nieskończone identyfikują się i pochodzą od tego samego Stwórcy, jednak na zupełnie inny sposób. Sam Galileusz wieki temu pisał o tym, że każda skończona rzecz zawiera w sobie nieskończoną ilość części niepodzielnych.

Ponieważ naukowcy nie potrafią policzyć cząstek nieskończonych, dlatego mają problem w wyjaśnieniu Wszechświata. Nie mogą oni zrozumieć, że składa się on równocześnie z doskonale razem funkcjonujących – wyższego świata Boga oraz niższego świata dla jego stworzeń.

Dr Jason Lisle, astrofizyk, wchodzi w polemikę z teoriami Hawkinga. Stawia pytanie, dlaczego w ogóle istnieje grawitacja i z jakiego powodu Kosmos miałby się do tej siły dostosowywać? Z jakiego powodu prawo grawitacji działa wszędzie i zawsze? A także dlaczego ma na tyle jasną formułę, że jest w łatwy sposób możliwa do pojęcia przez człowieka? Zdecydowanie Hawking nie przemyślał tych argumentów.

W pewnym miejscu swojej książki Stephen Hawking stwierdza, iż zarówno wszechświat, jak i wspominana książka mają swój projekt, jednak wszechświat z tych dwu nie potrzebuje projektanta. Jak to możliwe, skoro Wszechświat jest o wiele bardziej złożony od zwykłej książki? Dlaczego tak inteligentni ludzie nie dostrzegają takich paradoksów? Odpowiedź możemy znaleźć w 1 Liście do Koryntian: “Człowiek zmysłowy bowiem nie pojmuje tego, co jest z Bożego Ducha. Głupstwem mu się to wydaje i nie może tego poznać, bo tylko duchem można to rozsądzić.” (1 Kor 2,14).

Skoro siła grawitacji jest funkcją masy, to nie może ona narzucać masy materii, tym samym grawitacja nie może być przyczyną powstania materii. Dlatego trudno uznać w tym miejscu “teorię strun” za zasadną. De facto Hawking opiera pośrednio swoje słowa na tzw. teorii M, która nawiązuje do teorii strun, a która przyjmuje, że obok siebie współistnieje miliardy możliwych wszechświatów. I próbuje doprowadzić do uzasadnienia teorii wszystkiego, która staje się ucieczką dla naturalistów z chaosu matematycznego, który sami stworzyli, a który został zanegowany.

Stephen Hawking proponując swoją teorię strun uciekł się do matematycznej sztuczki. Podzielił tę ilość niemożliwych do zaistnienia wszechświatów przez ilość możliwą w założeniu do zaistnienia. W efekcie otrzymał całkiem prawdopodobną wartość. Jednak sposób i metoda pozostawiają wiele niewyjaśnionych pytań i jawią się raczej jako próba ucieczki z tonącego statku jakim jest teoria strun.

W ten sposób postrzegam absurdalność hipotezy “M”, która opiera się na założeniach proponowanych przez Hawkinga.

Jeżeli hipoteza “M” (nazywana niewłaściwie teorią) jest w rzeczywistości jedną z opcji proponowanych wersji “teorii strun”, a każda z nich jest przez swego twórcę uważana za tę właściwą i prawdziwą – a przecież wszystkie naraz nie mogą być prawdziwe – to z logicznego punktu widzenia, w równy stopniu wszystkie te hipotezy mogą być nieprawdziwe, jak wszystkie pozostałe. Więc jeżeli twórcy każdej z tych hipotez mają swoje racje do udowodnienia, a tylko jedna z nich ma szansę być tą prawdziwą, to równie dobrze… żadna może nie być prawdziwa. Więcej o negowaniu hipotezy strun przeczytasz tutaj.

Na dodatek wspominana hipoteza Hawkinga napotyka w pewnym miejscu na ciężki do pokonania problem odnoszący się do DNA w organizmach żywych, który w swej książce rozpatruje Anthony S. Layne.

Jak udowadniają S. Hahn i B. Wiker, pomijając już problemy natury fizycznej i chemicznej, przedstawiane argumenty przez zwolenników teorii spontanicznego powstania życia prowadzą do nieco naciąganego założenia, że niesterowane połączenie się cząsteczek DNA jest niczym trafienie na idealne rozdanie kart w brydżu. Raczej bardziej pasowałoby w tej sytuacji porównanie do ułożenia domku z kart podczas silnego wiatru. I w tym miejscu napotykamy kolejny problem nie do przeskoczenia, stawiając naturalistów w kłopotliwym położeniu: Jak dokonać skoku z obfitego zbioru aminokwasów do całej komórki?

Przecież jasne jest, że cząsteczka DNA nie będzie w stanie spełniaj swych skomplikowanych zadań nie będąc jednocześnie w komórce, co prowadzi nas do wniosku, że DNA nie może istnieć bez komórki i odwrotnie. Ten skomplikowany twór zwany komórką zawiera w swych strukturach cały łańcuch kolejnych wyspecjalizowanych fabryk molekularnych, poruszający się bezwładnie, ale mimo wszystko celowo w soku komórkowym. Te procesy są tak zaawansowane, że twierdzenie, iżby komórka miała powstać przez przypadek jest absurdalne, jak również niewystarczające i niestosowne w obliczu nauki. To właśnie brak możliwości dojścia do rozwiązania zagadki powstania komórki zmusił niejednego sceptyka do zaakceptowania faktu, że Bóg istnieje. Więcej o DNA przeczytasz tutaj.

Idąc dalej za teorią samoczynnego powstania kosmosu, którą faworyzuje Hawking. Wg niej poprzez wzajemną interakcję pola skalarnego oraz grawitacyjnego powstaje masa. Jednak to założenie jest wielce niespójne odnosząc się do masy i materii a także ich wzajemnych relacji. Teoria wprawdzie stara się wytłumaczyć, w jaki sposób powstają planety i gwiazdy z materii, jednak zapomina całkowicie i ignoruje kwestię źródła materii, a co za tym idzie wszystkie skomplikowane struktury obecne w organizmach żywych.

Emerytowany profesor, ekspert biologii molekularnej, Edgar H. Andrews, tak skomentował książkę Hawkinga:

hipoteza M Stephena Hawkinga jest ledwie niemożliwym do sprawdzenia matematycznym konstruktem, który wobec powagi rzeszy naukowców nie może być uznany za zgodny z rzeczywistością fizyczną. Hawking stwierdza w swym opracowaniu, iż nie wierzy w realną rzeczywistość, a następnie odnosi się ponownie do twierdzenia, iż najlepszymi modelami są takie, które odnoszą się do sposobu, w jaki procesy w rzeczywistym świecie zachodzą. Czy to nie kłóci się ze sobą? Profesor Andrews konkluduje, że teoria M wraz ze swymi równoległymi wszechświatami, jest bardzo mało użytecznym substytutem Boga.

Inny naukowiec z dziedziny fizyki teoretycznej, Lee Smolin, stwierdził, że tak naprawdę wiąż nie wiemy, czym w istocie jest teoria M oraz czy tak naprawdę zasługuje na nazywanie teorią.

Podsumowując ten artykuł, jak już wcześniej stwierdziliśmy, szansa na powstanie Wszechświata w którym żyjemy w raz z rzeszą precyzyjnych i niepowtarzalnych parametrów stałych takich jak masa, siła łącząca nukleony w atomie, ciężar elektronu, istnienie jąder atomowych, stosunek siły elektromagnetyzmu do siły grawitacji, równowaga materii i antymaterii, pole elektromagnetyczne i jego siła, ciężar kwarka itp. itd. są bardzo nikłe. Wszak minimalne tylko odchylenie w tych parametrach uniemożliwiłoby zajście wielu procesów. Na przykład, gdyby tempo rozszerzania się wszechświata było zbyt duże, nie byłoby szansy na powstanie gwiazd i planet.

Zwróćmy uwagę na to, jak ogromny to ułamek szans na przypadkowe skalibrowanie się wszystkich stałych kosmologicznych. Mianownik jest liczbą o wiele większą niż ilość atomów we Wszechświecie (1080). Istnienie tutaj przypadku jest nieprawdopodobne. Więcej o matematycznym prawdopodobieństwie przeczytasz tutaj.

 Jeżeli prawdopodobieństwo jest tak niewielkie, to jedynym rozwiązaniem tego problemu przez ateistów i zwolenników S. Hawkinga było wymyślenie naprędce teorii strun, czyli założenia, że istnieje wiele równoległych wszechświatów. Wtedy dużo łatwiej o zwiększenie szans. Jednak gdzie jest tu miejsce na uczciwość i rzetelność naukową?

Teorie te wyglądają jak ucieczka w akcie desperacji, jednak zupełnie bezsensowna z punktu widzenia ludzi myślących. Zawsze można postawić pytania – skąd możemy mieć pewność, że teorie te są prawdą, kto niby miałby generować owe równoległe wszechświaty wraz z ich wspaniałymi prawami?

„to, co mówi ten profesor jest dużo bardziej nieprawdopodobne, niż to, w co my biedni Chrześcijanie wierzymy…” Francois Mauriac.

Wiele osób na świecie zachodzi w głowę, dlaczego Stephen Hawking za swoje wybitne osiągnięcia wciąż jeszcze nie otrzymał nagrody Nobla. Otóż trzeba nam wiedzieć, iż Królewska Szwedzka Akademia Nauk stawia ścisłe wymaganie, by każda z nagród była przyznawana tylko i wyłącznie za prace poparte weryfikowalnymi eksperymentami, które przynoszą obserwowalne dowody. Jak już wiemy z niniejszego artykułu, teorie prof. Hawkinga nieprędko przyniosą mu tę nagrodę.

Hawking wciąż balansuje pomiędzy dwiema opcjami dotyczącymi ingerencji Boga w proces stwarzania Wszechświata. Wszak jego małżonka jest osobą wierzącą, dlatego koncept Boga Stwórcy niekoniecznie jest mu obcy. Zresztą wypowiadał się już w tym tonie, w książce „Stephen Hawking: poszukiwania teorii wszystkiego” autorstwa Kitty Ferguson: „Przeciwności, które musiałyby zostać pokonane, aby wszechświat taki jak nasz mógł wyłonić się z czegoś takiego jak Wielki Wybuch są niesamowicie olbrzymie. Uważam, że kiedykolwiek zaczynamy omawiać początki wszechświata dochodzimy do czysto religijnych wniosków.”

Widać tu wyraźnie wahanie Hawkinga pomiędzy dopuszczeniem do istnienia Stwórcy i jego negacją. Postawić można w tym miejscu pytanie, czy przypadkiem jego problemy zdrowotne, cierpienia i ograniczają nie skłaniają go do buntu przeciwko Bogu, który miałby podłoże psychologiczne.

Już nieraz w historii nauki wielkie i perspektywiczne teorie upadały. Np. takie teorie jak stacjonarny model wszechświata Freda Hoyle, czy mechanika kwantowa Alberta Einsteina. Świat naukowy i jego teorie wciąż się zmieniają, a tylko Bóg jest niezmienny i trwa prowokując do wysiłku umysły naukowców. Jedni się buntują, a inni z kolei podejmują to wyzwanie. W gruncie rzeczy nic się nie zmienia od 2000 lat, od kiedy Jezus przyszedł na świat, by „dać świadectwo prawdzie”.

Nurty ateistyczne wciąż starają się odsunąć Boga Stwórcę od odpowiedzialności za powstanie kosmosu. Jednak Bóg stale im się wymyka i zostawia w tyle w argumentacji naukowej i logicznej.

„Iż poznając dziś choćby i wiek Wszechświata jako{ponad} 14 miliardów lat oraz gdyby móc dokopać się do pokładów wiedzy i poznawać jej bezmiar, musimy wciąż pamiętać, że ten Stwórca, {jakkolwiek pojmowany}, zawsze wyprzedzi nas o tą choćby 1/10 sekundy. I dlatego ta, 1/10sekundy jest ważniejsza dla nas od następnych 14 miliardów lat” Autor nieznany.

 

 

„Ewangelia na co dzień” jest serwisem proponowanym przez międzynarodowe stowarzyszenie Evangelizo. Misją Evangelizo jest rozpowszechnianie Ewangelii na cały świat przez Internet, w różnych językach i za pomocą różnych środków technicznych. Ekipa Evangelizo składa się z ponad 70 katolików, świeckich i konsekrowanch, pochodzących z różnych wspólnot i kongregacji.

„To tak jakby każdy badacz medycyny na świecie stwierdził, że istnieje tylko jeden sposób na pokonanie nowotworu i skupiał się na tym ignorując wszystkie inne rozwiązania. A gdy jedno z nich okazuje się skuteczne, to reszta stwierdza, że zmarnowali 20 lat badań.” dr Lee Smoli, fizyk teoretyczny wypowiadając się o teorii strun.

Na powyższym zdjęciu widać model rozszerzającego się wszechświat.

Teorię strun (jak również teorię M) będziemy nazywać hipotezami, gdyż nie zasługują na miano teorii.
Dotyczą one możliwości istnienia ogromnej ilości równoległych Wszechświatów.

Hipotezy te wygodne są dla naturalistów, którzy nie mogli poradzić sobie z niskim prawdopodobieństwem na samoistne powstanie naszego Wszechświata. Teraz owo prawdopodobieństwo mogli podzielić przez ogromną ilość Wszechświatów.

Wydaje się to jednak być sztuczny twór, który powstał na potrzeby zbicia argumentu o prawdopodobieństwie. Nasze pytanie jest takie: Czy to jest rzetelne i uczciwe naukowe podejście do tematu? Niestety nie. Liczni naukowcy ją odrzucają, jako hipotezę mało wiarygodną, niemożliwą do zweryfikowania ani udowodnienia. Jest najzwyklejszy w świecie twór wyobraźni, delikatnie oparty na naukowych parametrach matematycznych i ściśle dopasowany do wyobrażeń twórców.

Na dodatek w tzw. „teorii strun” istnieje wiele odłamów, jak na przykład wymieniona wcześniej „teoria M”, którą promuje Stephen Hawking. A ponadto każdy z promotorów swojej teorii uważa ją za jedyną słuszną.

Wzbudza to wiele kontrowersji, szeroko opisywanych w biuletynach naukowych. Philip Anderson stwierdza, że teoria strun nie ma żadnych dowodów na swoją obronę, a na dodatek jest pierwszą od wielu lat teorią, która jest ferowana bez żadnej właściwej procedury eksperymentalnej.

 

Poniżej kilka punktów, które udowadniają nieprawdziwość teorii strun:

  • Teoria ma założenia tylko teoretyczne, nieweryfikowalne oraz niemożliwe do sprawdzenia.
  • Nie jest teorią niezależną. Tzn. że opiera się na innych teoriach w swej strukturze, jak np. czas i przestrzeń. Jeżeli chcemy ją nazywać teorią wszystkiego, to nie tędy droga.
  • Teoria przyjmuje, że istnieje 11 różnych wymiarów, które są wynikiem spekulacji matematycznych. Na dodatek owe wymiary nie przystają do Teorii Względności A. Einsteina, która wskazuje elastyczność przestrzeni. Koncepcja tylu wymiarów to tylko sposób na dopasowanie czegoś do istniejącej hipotezy.
  • Brakuje bezpośrednich i twardych dowodów na to, że świat składa się z tzw. strun. To tylko nieudowodniony model matematyczny.
  • Od wielu lat zwolennikom tej teorii nie udało się ustalić jednego frontu, który byłby postawą do promowania tej teorii.

 

Ponieważ niektóre teorie łączą hipotezę strun z Inflacją Kosmologiczną, to poniżej kilka argumentów przeczących temu odniesieniu:

  • Aby wytłumaczyć inflację kosmologiczną musielibyśmy założyć istnienie nieznanego, niezaobserwowanego i niedemonstrującego się bytu.
  • Inflacja wymaga specyficznych warunków początkowych, które tylko utrudniają wyjaśnienie już i tak idealnej kalibracji Wszechświata.
  • Nie potrafimy odpowiedzieć na pytanie, czy pola influacyjne w ogóle istnieją, a nawet jeśli, to nie znamy ich możliwości.
  • Obecność pól inflacyjnych we Wszechświecie jest czystym założeniem, spekulacją.
  • Inflacja kosmologiczna musi wykorzystywać jakieś pierwotne źródło informacji i porządku, z którego czerpie, by budować nowe wszechświaty.

 

Poniżej lista 10 osób, których nazwiska są znane w świecie fizyki (w gronie tym jest 4 noblistów), a którzy zdecydowanie krytykują teorię strun:

  • Philip Anderson – laureat nagrody nobla, fizyk zajmujący się skondensowaną materią.
  • Richard P. Feynman – noblista z dziedziny fizyki za wkład w relatywistyczną elektrodynamikę kwantową. Jeden z głównych krytyków teorii strun.
  • Sheldon Glashow – fizyk i noblista z fizyki, przyczynił się do odkrycia związku pomiędzy słabymi siłami jądrowymi a elektrodynamiką kwantową.
  • Lawrence Krauss – jeden z ważniejszych astrofizyków, autor wielu książek popularnonaukowych, w tym opisujących teorię strun.
  • Robert B. Leughlin – kolejny noblista z dziedziny fizyki, który opisał ułamkowe, kwantowe zjawisko Halla.
  • Joao Magueijo – kosmolog z Portugalii, jeden z propagatorów teorii VSL.
  • John Moffat – twórca teorii MOG (grawitacja zmodyfikowana) oraz VSL (prędkość światła może być różna). Autor książek.
  • Roger Penrose – podobnie jak Hawking, naukowiec zajmujący się matematyką fizyczną. W tym przypadku głównie czarnymi dziurami. Autor dużego opracowania na temat szczególności Teorii Względności.
  • Lee Smolin – autor książek i fizyk teoretyczny.
  • Peter Woit – autor książek, fizyk teoretyczny i matematyk.

Widzimy więc tutaj wyraźnie jak wielu naukowców nie zgadza się z tą teorią.

 

Podobnie jak Hawking moglibyśmy wysnuć na własne potrzeby prawie dowolną hipotezę. Np. taką, że krasnoludki ukradły komuś rower, ponieważ nikt nie widział złodzieja na gorącym uczynku. Ktoś mógłby powiedzieć, że to absurd, że nie ma żadnych krasnoludków. Nikt nie widział czegoś takiego! Jednak czy możemy być tego pewni w 100%? Wszak istnieją w naturze niewidzialne dla oka siły, które z powodzeniem mogą być udowodnione i wyliczone matematycznie. Tak więc spróbuj udowodnić, że rzeczywiście krasnoludków nie ma. Przecież wszystko jest możliwe. Tak jak nikt nie widział krasnoludków i twierdzi teraz, że są absurdalnym pomysłem, tak samo nowe prawa tworzone na potrzeby teorii strun jawią się niczym absurd.

Najzwyklejsze logiczne myślenie i roztropność wskazują nam, że pomysł na istnienie generatora kosmicznego, który wg idei naturalistów miałby wyrzucić z siebie nasz świat wraz z wieloma innymi brzmi jak naiwna bajka z kategorii science-fiction.

W pierwszym rzędzie, aby Wszechświat miał szansę powstać, a w nim z kolei mogło powstać życie, to ów generator musiałby dobierać precyzyjnie wykalibrowane stałe fizyczne i kosmologiczne, tak by każdy z Wszechświatów nie zapadł się w sobie.

Wciąż na nowo mamy szansę zauważać, jak niesamowici precyzyjnie jest ułożony Wszechświat. Nie da się tu postąpić inaczej, jak przyjąć za fakt, iż musiał on być zaprogramowany i dostrojony przez twór wysoce inteligentny, miast powstać z niczego za przyczyną przypadków.

Gdyby nawet przyjrzeć się obrazowi tej hipotezy, to przecież próżnia i stany kwantowe nie są czymś całkowicie pustym. Posiadają one swoją energię i działają pod wpływem praw powodujących ich fluktuacje.

Nonsensem jest przyjmowanie, że coś mogło powstać z niczego. Wszystko musi mieć swojego Konstruktora, Stwórcę. Więcej o tym przeczytasz tutaj.

 

Przytoczmy ponownie wciąż aktualne słowa wybitnych umysłów:

„Sądzę, iż tylko idiota może zostać ateistą. Trzeba nam przyznać, że istnieją pewne siły i energie, które potrafią przewidywać oraz mają wiedzę, która pozwoliła im na uczynienie Wszechświata”Christian Boehmer Anfinsen, biochemik i noblista.

 

„W moim przypadku wiara zaczęła się wraz z uświadomieniem sobie tego, że jakaś wyższa inteligencja przyczyniła się do powstania człowieka i wszechświata. Posiadanie tej wiary jest proste, ponieważ oczywistym faktem jest to, że tam gdzie istnieje plan, istnieje również inteligencja. Tak doskonały i uporządkowany wszechświat jest świadectwem prawdy istniejącej w stwierdzeniu, że >>Na początku Bóg stworzył…<<” Arthur Holy Compton, fizyk i noblista

„Przecież człowiek, choć posiada tak wielkie zasoby wiedzy, nie potrafi złożyć w całość pojedynczej komórki i tchnąć w nią życie. A z kolei Inteligentna Siła Stwórcza potrafi naprodukować ponad 600 miliardów takich komórek, następnie je poukładać tak, by w ciągu 280 dni powstało dziecko” dr. n. med. L. Newman

Jeśli teraz jeszcze, dodając do tego niesamowitego ogromu, co do możliwości przypadkowego powstania Wszechświata, weźmiemy ponownie niesamowitą liczbę mówiącą o szansie powstania w nim życia, gdzie jedynie do powstania pojedynczego koniecznego do tego białka (z ponad czterdziestu koniecznych do utworzenia komórki) potrzeba tu liczby 1 x 10428. A z kolei do powstania całego człowieka potrzeba by przypadku szacowanego na 1 x 102 miliardowej potęgi. Sami więc widzimy jaka jest rzeczywista szansa na zaistnienie ślepego przypadku w procesie stworzenia Wszechświata, a w nim z kolei życia i człowieka. Więcej przeczytasz o tym tutaj.

Ale najważniejszy jest w tym fakt, że komórka – podstawa życia, w której istnieje olbrzymia ilość wyspecjalizowanych mechanizmów molekularnych odpowiedzialnych za wszystkie procesy w komórce – jest oparta na informacji (kodzie DNA) do niej wprowadzonej niczym program do komputera, który nadaje komórce następnie kierunek do jej tworzenia, funkcjonowania i działania zachodzących w niej procesów. Ilość kodu DNA w jednej komórce jest taka, że aby go zapisać potrzebne by było ponad 1000 sztuk 500-stronicowych książek. Więcej przeczytasz o tym tutaj.

Patrząc na to z innej perspektywy, jak dla przykładu wspominają autorytety naukowe z zakresu Teorii Informacji profesor Werner Gitt oraz dr Lee Spetner – „informacja nigdy nie ma szansy na powstanie samodzielne, przez przypadek wyłaniając się tzw. zupy organicznej”, konkludując jednocześnie, że: „czas i ślepy los nie mogą wyprodukować informacji genetycznej”.

 

Co natomiast z „teorią” równoległych wszechświatów?

„Na wstępie pytam, w jaki sposób mianoby zbadać istnienie równoległych wszechświatów? Dla czystej pewności, każdy kosmolog przyjmuje, że istnieją pewne obszary, które znajdują się poza możliwościami naszych teleskopów – ale również gdzieś na śliskim zboczu pomiędzy tym a ideą, że mogłaby istnieć nieskończona liczba wszechświatów – wiarygodność naukowa osiągnęła już swoje granice. Staczając się w dół zbocza, coraz więcej musimy przyjąć na wiarę, a coraz mniejsza ilość rzeczy pozostaje otwartych do naukowego sprawdzenia. Tak dziwne wyjaśnienia odnośnie światów równoległych bardziej przypominają wręcz dyskusje teologów. Dlatego, przyjmując nieskończoność niewidzialnych światów dla wyjaśnienia unikatowych cech tego, w którym żyjemy, jest niczym przywoływanie ukrytego Stwórcy. Teoria światów równoległych może być zabarwiona naukowym językiem, ale w istocie wymaga bardzo głębokiej wiary.” prof. dr Paul Charles William Davies.

 

Wnioski

Szczerze mówiąc, niezależnie od ilości istniejących wszechświatów, każdy z nich powinien posiadać w sobie jakieś prawa kształtujące go i utrzymujące go w istnieniu. Prawa te powinny zawierać w sobie ogromną precyzję oraz przemyślaną i skalibrowaną doskonałość, które pozwoliłyby im funkcjonować.

W dzisiejszych czasach wielu ateistów wskazuje, że np. próżnia, która miałaby zapoczątkować powstanie czegoś z niczego mogłaby to uczynić, lecz jednak nicość faktycznie nie jest „niczym”, gdyż musi posiadać pewną energię i rządzące nią prawa kwantowe umożliwiające jej fluktuację.

Jaka siła miałaby generować te wszystkie równoległe Wszechświaty z ich idealnymi i mądrze wprowadzonymi prawami? Prawami rządzącymi oraz dążącymi do określenia ich funkcjonalności?

Do utworzenia się takich funkcjonalnych praw zawsze potrzebna jest sprecyzowana i uporządkowana informacja nadająca określony kierunek działania tym prawom, umożliwiająca harmonijne współdziałanie z innymi prawami. Taka forma informacji zawsze jest efektem wysiłków intelektualnych, a nie przypadków losowych i czynów bezmyślnych.

Nawet małe dzieci są świadome tego, że z niczego coś nie może powstać. Jest to kompletna głupota, dostrzegana przez głównych myślicieli i ludzi nauki, niezależnie od ich poglądów ideologicznych. Jest to również bazowe założenie w naukach ścisłych (w tym fizyce). Dlatego z niczego i na dodatek przez bezmyślny, ślepy, nie ukierunkowany los nie mógł też powstać idealny Wszechświat z jego matematycznie nadzwyczaj dokładnie wykalibrowanymi Prawami, a wraz z nimi cud życia człowieka.

W ten sam sposób nie mogły powstać z niczego inne podobne Wszechświaty, obojętnie jak dużo by ich tam nie było, gdyż logika jest tutaj tożsama. Był moment u zarania dziejów, w którym nie istniało jeszcze zupełnie nic. Ani materia, ani energia ani też czas, w którym rzeczywiście nastąpił zupełny początek wszystkiego. Tym samym, idąc za podstawowymi prawami logiki mówiącymi, że każdy skutek ma i musi mieć swoją przyczynę – musiała to, więc być, “niezamierzona przyczyna”. Bóg Stworzyciel okazuje się być tu faktyczną koniecznością, a nie ledwie możliwością, jako duchowa, nad wyraz inteligentny zaczyn i siła będąca poza czasem jak i przestrzenią, będąca jednocześnie źródłem czasu.

To wszystko ostatnio nakłoniło do zmiany postawy wobec stworzenia i przyjęcia wiary w Boga jednego z najgłośniejszych i najzatwardzialszych ewolucjonistów i ateistów na świecie czyli profesora Antony’ego Flew, który potem wydał swoją książkę pt.: „Bóg istnieje”.

Z powyższych rozważań jasno wynika, że Bóg Stwórca Wszechświata rzeczywiście istnieje i jest jak najbardziej realny.

A w Słowie Bożym, Biblii odnajdziemy fragment:

„Albowiem od stworzenia świata niewidzialne Jego przymioty – wiekuista Jego potęga oraz bóstwo – stają się widzialne dla umysłu przez Jego dzieła, tak że nie mogą się wymówić od winy.” (Rz 1, 20)

 

Biblia także od niespełna 2000 lat uczy nas też czegoś na temat teorii strun i innych ateistycznych propozycji:

„Przyjdzie bowiem chwila, kiedy zdrowej nauki nie będą znosili, ale według własnych pożądań – ponieważ ich uszy świerzbią – będą sobie mnożyli nauczycieli. Będą się odwracali od słuchania prawdy, a obrócą się ku zmyślonym opowiadaniom.” (2 Tm 4, 3-4)

 

Natomiast inny fragment Biblii spisany około V-III w.p.n.e. w Księdze Hioba mówi tak

„Czy połączysz gwiazdy Plejad? Rozluźnisz więzy Oriona?  Czy wypuścisz o czasie Gwiazdę Poranną?I wywiedziesz Niedźwiedzicę z dziećmi? Czy znane ci prawa niebios, czy wyjaśnisz ich pismo na ziemi?

Czy sądzisz że w trzecim wieku przed naszą erą znano by tak dokładnie nazwy tych gwiazdozbiorów? W wikipedi jest napisane że pierwsze wzmianki na temat Pasu Oriona pochodzą z 130 roku naszej ery.